To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: euro 2012

sobota, 09 czerwca 2012
EuroZłamałam się.

Miałam być twarda jak Tommy Lee Jones w "Ściganym" i nie do końca się udało.

Wczoraj byłam w pracy, ale już o 15:30 szef wypuścił wszystkich do domu (tzn. trójkę która została, gdy dwoje się już zwolniło przed w chwilą) - ze względu na "ważne wydarzenie Polski".

Ja odebrałam dziecko ze żłobka, przekazałam w trasie jej ojcu i rodzeństwu i pojechałam do mojego Miasteczka na mszę za moją mamę. Ta kobieta chyba specjalnie wybrała sobie taki dzień, miesiąc na śmierć, by po zwyczajowej krótkiej mszy, klęczeć jeszcze przed sercem Jezusa, czy coś w tym stylu. Spryciara. Wymknąć się nie mogłam, bo była ze mną moja ciotka, osoba głęboko wierząca.

Gdy wracałam do domu, okazało się, że w punkcie przesiadkowym, obok postawili ogródek z tanim piwem, tanim jedzeniem i oczywiście telewizorem (a jednak można zrobić interes na Euro, bez zdzierania z ludzi).  Autobus długo nie przyjeżdżał i jak większość osób z przystanku staliśmy, oglądaliśmy mecz. Już wcześniej, w metrze, widząc umalowanych kibiców, z flagami, także rodziny z dziećmi - jakoś jednak poczułam, że dzieje się właśnie coś fajnego, jednoczącego. Tam, na przystanku, z grupką krzyczących i rozemocjonowanych ludzi, też czułam jakąś formę jedności. Podstawowa rola igrzysk. Lud na chwilę zapomina, że jest kiepsko. Mecz dokończyłam w sklepie, robiąc zakupy - obsługa wystawiła sobie malutki telewizorek.

Rocznica śmierci mamy tak na prawdę jest dziś. Jadę po południu na cmentarz. Ale chyba nadal nie chcę za bardzo się o tym rozpisywać. Wczoraj złapałam się na tym, że chyba mam do niej żal, za to że umarła. Nie zabrała ją nieuleczalna choroba, wypadek, coś co jest poza naszą kontrolą. Z jakiegoś powodu odmówiła leczenia i popełniła ukrytą formę samobójstwa. Jedna z tych kobiet, które uśmiechają się i mówią, że wszystko jest pięknie, choć od kilku lat tkwi na bezrobociu w domu i nie ma żadnych już innych aktywności, bo dotąd wszystko skupiała na mężu i dzieciach. A tak na prawdę była nieszczęśliwa, popijała i ignorowała ostrzeżenia lekarza, że tarczyca jest już tylko do wycięcia, zaraz nastąpi katastrofa. Nie chce mi się na razie nic więcej pisać.

10:39, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 czerwca 2012
Kiła nie mogiła. Euro 2012.

W pierwszych słowach mego wpisu załatwię sprawę tytułu, żeby ci którzy tylko po to weszli – skuszeni przeglądarką, mogli zaraz iść w ciekawsze miejsca ;)

Przyglądałam się ostatnio jak niektóre firmy starają się wykorzystać moment Euro 2012 do kampanii promocyjnych. I robią to automatycznie. A to promocja piłkarska w supermarkecie, a to sprzęt RTV dla wiernego kibica. Generalnie chodzi o to, by element hasła zwany wcześniej jako np. „wakacyjny”, „wiosenny”, „świąteczny” zastąpić „Euro 2012”. Szczytem jest dla mnie pewien producent serów, który zachęca na bilboardach by kibicować zagryzając jego produktem. Rozumiem, że jak rozgrywki piłkarskie się zakończą, to ser będzie można odstawić. Zapewne nie dokonałam solidnego przeglądu wszystkich kampanii i są takie sprawnie i pomysłowo zrobione. Rozumiem, że jakieś badania socjo-, psycho- i logiczne wykazały, że pozytywne emocje związane z wydarzeniem sportowym są przenoszone na produkty, w których reklamach się do wydarzenia nawiązuje. Czekam na śruby i opony „dla prawdziwego kibica”. Okazji nie wykorzystała chyba jedna z gałęzi gospodarki, która może odnotuje wzrost sprzedaży – producenci prezerwatyw. Dla nich jest ów slogan reklamowy: „Kiła nie mogiła. Euro 2012”.

Jeszcze o jednej rzeczy związanej z Euro, o której chciałam od jakiegoś czasu napisać. Euro Koko Spoko. Jestem bardzo do tyłu jeśli o chodzi o palące problemy rozbierane drobiazgowo przez media, internet oraz zdrową tkankę społeczeństwa. Dlatego z mocnym poślizgiem wklepałam w tubę tytuł rzeczonego utworu, by sama się przekonać, z czego powinnam się śmiać, co należy krytykować. I wynikł problem. Problem zapewne jest we mnie, bo zawsze jestem przekorna. Mnie Euro Koko Spoko do gustu przypadło. Nie wiem, czy do tego stopnia by zrobić z tego hymn oficjalny, ale jako utwór jest ok.

Za to pokazuje główny problem polskiej kultury popularnej. Kultury, gdzie rekordy sprzedaży biły przeboje Bregovica, czy irlandzkie nuty. Gdyby taka piosenka powstała, gdzieś w jakimś kraju na zachód za Odrą i lub na południe za Dunajem, to uznalibyśmy to za zabawne, dowcipne, bawienie się swoim surowym folkiem, dystans do siebie. Nie jestem do końca pewna, ale ten pomysł wykorzystali już Rosjanie, na jednym z koncertów Eurowizji. Jednak Polska kultura ma problem, który bym roboczo określiła jako „gipsowe łuki Madzi Karwoskiej”, czego dowodem nasze wszystkie próby przejścia choćby do finałowego konkursu Eurowizji. Ma być gustownie, ze smakiem, kulturalnie, światowo.

Inna sprawa, to taka, że Polska jest krajem chłopsko-robotniczym, który mocno stara się o tym zapomnieć. Stąd te wszystkie określenia: „wioch men”, „wiejski”, „wieś tańczy, wieś śpiewa”, „człowieka wygnasz ze wsi, wieś z człowieka nigdy”. Jeszcze do niedawna niełatwo było swobodnie i z luzem chwalić się, że się ze wsi pochodzi. To nie wyraz elit, które bronią się przed zalewem prostych mas, to wyparcie mas, które nie chcą stracić awansu społecznego. Koko Euro Spoko nie ma się podobać, bo się straci przynależność do miejskiej elity. W całym tym galimatiasie taryfę ulgową ma tylko muzyka góralska i jej pochodne, dzięki Witkacemu i młodopolskiej chłopomanii. Muzyka góralska jest gustowna, ze smakiem, kulturalna i światowa. A jesteśmy przecież także ostatnim skrawkiem Europy, gdzie jeszcze ostał się i ćwiczy niekiedy biały śpiew.

Spotkałam się z opinią, że przebój Euro 2012 powinien przypominać „Waka waka” Shakiry. To ja poproszę o uściślenie – rozgrywki organizowane przez Polskę i Ukrainę mają promować afrykańskie rytmy? Czy też Koko Euro Spoko trzeba podrasować popem i poprosić Beyonce by „wybałnsowała” to swoim tyłeczkiem na scenie. Lub idźmy w inną stronę z asocjacją – niech zaśpiewa artystka, która jak Shakira poznała piłkę nożną organoleptycznie jako dziewczyna piłkarza. Doda? Będzie gustownie, ze smakiem, kulturalnie, światowo.

Ostatni aspekt. Koko Euro Spoko ma pecha  być popychane ku sukcesowi (w ważność jakichkolwiek typowań audiotele nie wierzę) przez poczciwinę bez celebryckiej, znanej ogólnie gęby. Lata temu Grzegorz Ciechowski ciekawie przetworzył motyw ludowy. Było gustownie, ze smakiem, kulturalnie, światowo.

Oczywiście można mi zarzucić, że nie mam racji. To tylko moja kompensacja biorąca się z rodzinnych korzeni - po mieczu na świętokrzyskiej, po kądzieli na podlaskiej wsi ;)

Rozpisałam się, więc tylko nadmienię iż nadzieję żywię w brak hemoroidów po tym, gdzie umieszczę w sobie całe  to piłkarskie zamieszanie. Na szczęście blisko mam do stadionu, ale to jeszcze nie jakaś strefa zero. Euro 2012 wzbudza tylko mój jeden lęk. Dziwne, bo macierzyński. Boję się, że policja będzie tak skupiona na obsłudze wydarzenia sportowego, że na łowy wyruszą przestępcy z innych branż. Ktoś porwie moje dziecko i w całym tym zamieszaniu wywiezie za granicę w hordzie kibiców, którzy teraz się przetaczają w obie strony. A policja nie pomoże, bo nie będzie wolnych środków osobowych na takie pierdoły.

Tagi