To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: urodziny

poniedziałek, 11 grudnia 2017
Urodzinowy weekend

Mam za sobą urodzinowy weekend Wiertki. W niedzielę odbyło się przyjęcie dla jej koleżanek. Tort upiekła jedna z moich koleżanek, ze sporym rabatem - był nie dość, że przepiękny, to do tego przepyszny.

Jak wspominałam wcześniej, Wiertka zaprosiła sporo koleżanek. Do ostatniej chwili trochę się obawiałam, że nikt nie przyjdzie, bo tylko dwie mamy napisały, że ich dzieci nie mogą być, a reszta nie potwierdziła. Dobrze, że przekąsek kupiłam jak dla kilku, z zamiarem awaryjnego wyskoczenia do sklepu. Pojawiły się w końcu cztery dziewczynki. Dlatego stresująco było tylko średnio :)

Przez pierwszą godzinę dziewczyny bawiły się, ale w pewnym momencie dwie oddzieliły się, poszły do drugiego pokoju i tam zaczęły lepić plasteliną. Oraz cicho mieć żal, że Wiertka się z nimi nie bawi. A ta zajmowała się dwoma koleżankami w dużym pokoju. Ośmiolatki nie mają jeszcze towarzyskiej ogłady mówiącej, że pomiędzy gośćmi się krąży. Żeby zintegrować dziewczyny zarządziłam zabawy. Najpierw był "pokój zagadek" - poprzedniego dnia, Wiertka sama układała treść zagadek i ustalała, w którym miejscu będą ukryte poszczególne cyfry kodu. "Pokojem zagadek" był pokój Wiertki. Potem były kalambury. Miałyśmy kilkanaście karteczek z nazwami zwierząt lub zawodów. Kiedy nasze karteczki się skończyły, dziewczynki wpadły na pomysł, że teraz każda napisze od siebie po trzy karteczki i będziemy losować od nowa. I tak grały godzinę.

Potem był tort, gaszenie świeczki, sto lat. I ostatnią, trzecią godzinę bawiły się już razem, same w pokoju, zintegrowane. I oczywiście, ta godzina przeleciała najszybciej, a gdy zaczęły się schodzić mamy był przy rozstaniu płacz.

Ogarnęłam pokoje, pochowałam przekąski, wzięłam kąpiel i padłam. To był strasznie wyczerpujący dzień. Nie wiem, jak nauczycielki funkcjonują.

19:09, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2017
Tydzień urodzinowy

Rozpoczął się tydzień urodzinowy mojej córki. Na szczęście, chyba zapomniała o tych planach, bo przez siedem dni miała zamiar być dysponentką poleceń w domu :) Mam w planach dokończenie ogarnięcia mieszkania i przygotowania atrakcji na niedzielne przyjęcie urodzinowe dla koleżanek z klasy. A w kolejną niedzielę będzie dla rodziny.

 

W tym roku, i z powodów finansowych, i z powodów emocjonalnych chciałam pogadać z Wiertką, by zrobić tylko spotkanie dla rodziny. One nie są wystawne – tort, ciasto, cukierki, jakieś napoje, kameralna grupa. Moja córka jednak storpedowała te plany już sporo wcześniej. W listopadzie oświadczyła, że na przyjęcia zaprasza się miesiąc wcześniej, więc ona już ustnie zaprosiła koleżanki. Trudno, jakoś ogarnę. Zamówiłyśmy zaproszenia, zrobiłyśmy listę. Zaniosła do szkoły. Akurat tego wieczoru odbierał ją tata i spędzał z nią wieczór. I jak wróciłam późnym wieczorem do domu, okazało się, że Wiertka (już spała) zaprosiła resztę koleżanek z klasy. Zaległe zaproszenia już wypisała i schowała do plecaka. Zamiast kilku dzieci, będę miała na przyjęciu kilkanaście. Jak stawią się wszystkie. To pierwszy raz, moja córka tak samozwańczo, bez konsultacji ze mną, rozszerzyła listę zaproszonych gości. Przecież nie będę jej kazała teraz tego odkręcać. Miała w planach zaproszenie dwojga, trojga dzieci spoza klasy, ale poprosiłam ją by po prostu umówić się z nimi, czysto towarzysko już w styczniu.

Może moja córka wchodzi w ten wiek, gdy się chce być bardzo lubianym i akceptowanym przez otoczenie, więc nie potrafi się odmawiać. Wychowawczyni mówi, że jest przez klasę lubiana, nie krytykowana.

Mam nadzieję, że wszyscy się pomieszczą.

A na przyszły rok, plany urodzinowe muszę zacząć w październiku :)

15:47, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Urodzinowy weekend

Mam za sobą intensywny urodzinowy weekend. Spędziłam go na pewnej konferencji, gdzie większość ludzi się zna, ma wspólny temat. W kuluarach można pogadać, poznać nowych ludzi. W sobotni wieczór byłam na piwie z tymi znajomymi, dostawałam od wszystkich życzenia i dziwnie się czułam będąc w centrum uwagi :) Podobnie, niedzielne wykłady także zakończyliśmy wyjście do knajpki.

W międzyczasie nastał czas letni :)

A dziś odpoczywam po tym zalewie bodźców. Zanim zabiorę się za wiosenne sprzątanie życia :)

10:56, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 kwietnia 2011
urodzinowa posiadówka

Spóźniona, ale fajnie spędziłam wieczór. W towarzystwie ludzi młodszych o pół pokolenia. Tak jakoś wyszło. W dodatku, zrozumieli, że jestem przed pierwszą wypłatą, pierwszym od wielu miesięcy przelewem i będzie skromnie. Sami przynieśli wałówkę i wino :)

Wiertek zmieniła swoje nastawienie do mężczyzn. Oswoiła się i raźno biegała po pokoju strzelając uśmiechami, częstując czekoladkami, podając stopę do masażu (wie już jak się ustawić), czy klepiąc po policzkach.

Jednak to ze względu na nią, spotkanie zakończyło się koło północy. Dopóki byli w mieszkaniu ludzie była nakręcona, ani myślała nawet wejść mi na kolana i spokojnie posiedzieć. Zasnęła w chwilę po zamknięciu się za goścmi drzwi.

Muszę chyba powoli przenieść ją do jej pokoju i tam nauczyć zasypiać.

W każdym razie, chyba nie jestem skazana na wieczny celibat. Moje dziecko nikogo nie wypłoszy płaczem i czepianiem się mojej piersi :)

piątek, 25 marca 2011
urodzinowy plemnik

O najbardziej oryginalnym prezencie urodzinowym jeszcze będzie.

Skończyłam 35 lat i według jakiś dawno przeczytanych informacji statystycznych weszłam w wiek średni. Wtedy wydawało mi się to może i rozsądne. 35 to poważny wiek. Teraz czuję, że to jakaś pomyłka i socjologiczne tabele powinny zostać skorygowane. Być może już są. Lata 50te XX wieku dały taką kategorię jak młodość (wcześniej było dzieciństwo i dorosłość). XXI wiek zlikwiduje wiek średni, zostanie: dzieciństwo, młodość, chirurgia plastyczna. Zrobiłam krótkie rozeznanie wśród rówieśnić i mechanizm wyparcia jest w nas tak silny, że żadna kategoria tego nie obejmuje. Nie wykluczone, że będę się kiedyś czuć na 35 lat. Nie wykluczone, że będę miała wtedy 50 lat ;)

A teraz o pewnych moich urodzinach w klimacie "realizmu magicznego", czy coś w tym stylu. W środku nocy obudziło mnie pukanie do drzwi. Mieszkałam wtedy w dziupli, 22 m kw, więc od łóżka do drzwi miałam dwa kroki. Czułam, że jest tam kobieta w średnim wieku (czyli tak po 50tce :D). Na korytarzu było pusto. "Nie chcesz, to nie wchodź", mruknęłam i wróciłam do łóżka. Usiadłam na nim i ocknęłam się wreszcie (czasem zdarza mi się lunatykować). Był dzień moich 33cich urodzin, 2.20 godzina mojego przyjścia na świat, imieniny mojej mamy, która nie żyła od ponad dziewięciu miesięcy (moje pierwsze urodziny bez niej). Następnego dnia zaszłam w ciążę. Jeden, sprawny, zdeterminowany plemnik okazał się być najbardziej oryginalnym prezentem urodzinowym w moim życiu.

W osiem i pół miesiąca później, pewnej nocy mojej babci przyśniła się jej córka, czyli moja mama. Przyszła do niej z białą różą. Tej nocy zaczęły mi się sączyć wody płodowe, a po po południu urodziłam córkę.

Najstarszą córkę, najstarszej córki, najstarszej córki, najstarszej córki, najstarszej córki.

To by było na razie tyle magii w moim życiu.

21:22, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
Tagi