To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: urodziny

poniedziałek, 18 grudnia 2017
Urodzinowo - część druga

Wczoraj odbyło się spotkanie urodzinowe Wiertki - przeznaczone dla rodziny. Było kameralnie - mój tata, brat z żoną i dziećmi, rodzeństwo i tata Wiertki. Miała być jeszcze siostra cioteczna z synkami, ale rozchorowali się.

Wiertka trochę się obawiała (nazwiska przykładowe i moje przypisy w nawiasach):

- Mamo, ale Kowalscy (mój tata i brat) i Nowakowie (jej tata i rodzeństwo), to dwie różne rodziny. Jak to będzie? Czy oni się znają?

Uspokoiłam ją, że znają się, a jej rodzeństwo kiedyś odwiedzało moich rodziców, a jej dziadków. Przez chwilę wahałam się, bo Młodą zaprosiłam bez chłopaka. Nie wiem, czy w tym wieku, studenckim, zaprasza się już z partnerem, czy nie :) Wiertka go dobrze zna. W końcu nic nie odkręcałam i nie zapraszałam go dodatkowo.

Zanim jednak przyjęcie rozpoczęło się o 16:00, ogarnęłam mieszkanie, odkurzyłam i stanęłam przed koniecznością powstrzymania Wiertki przed brudzeniem (wycinanie, zlepianie, składanie). I jakoś chciałam wyjść z domu.

Dlatego wczesne popołudnie spędziłyśmy na świeżym powietrzu - najpierw poszłyśmy obejrzeć Praską Żywą Szopkę. Zwierzęta, fotobudka, gdzie zrobiłyśmy sobie darmowe zdjęcia ze świątecznymi artefaktami, zdjęcie z Mikołajem, Śnieżynkami, można było spróbować bigosu, pierogów, barszczu świątecznego. Potem przeszłyśmy się spacerkiem na Ząbkowską, gdzie odbywała się warszawska Wigilia. Na scenie śpiewano kolędy. Rozstawione były namioty. I tu odezwała się moja nieinwazyjna osobowość. Wydawało mi się, że w środku nie ma miejsc, rozdaje się tylko posiłki, nie powinnam się narzucać. A potem okazało się, że odbywały się jakieś spotkania artystyczne, warsztaty. Niestety, z zewnątrz ciężko to było ocenić. Może byłyśmy też za wcześnie.

W każdy razie, po powrocie, już tylko czekałyśmy na gości.

A tydzień zaczął się i pechowo, i dobrze zarazem. Dziś rano, Wiertka obudziła się z wysoką gorączką. Ma katar i już w sobotę wspominała, że boli ją ucho. Chora jest rzeczywiście, bo teraz jest po 14:00, a ona od rana zjadła zaledwie dwa kęsy bułki. Jak nie moje dziecko. Poszłyśmy do przychodni, do pediatry dyżurnego, nie naszego stałego. Dostałam zwolnienie lekarskie na dziecko do przyszłej środy łącznie. Nie udało się aż do końca roku. Jednak, w rozmowie z kadrami, wyszło, że skoro jeszcze dziś i jutro mam urlop, to zwolnienie go anuluje i może te dwa dni uda mi się wykorzystać do końca mojego stosunku pracy.

Byle dziecko wyzdrowiało do świąt. Po powrocie do domu ubrałyśmy choinkę i już jest świątecznie :)

poniedziałek, 11 grudnia 2017
Urodzinowy weekend

Mam za sobą urodzinowy weekend Wiertki. W niedzielę odbyło się przyjęcie dla jej koleżanek. Tort upiekła jedna z moich koleżanek, ze sporym rabatem - był nie dość, że przepiękny, to do tego przepyszny.

Jak wspominałam wcześniej, Wiertka zaprosiła sporo koleżanek. Do ostatniej chwili trochę się obawiałam, że nikt nie przyjdzie, bo tylko dwie mamy napisały, że ich dzieci nie mogą być, a reszta nie potwierdziła. Dobrze, że przekąsek kupiłam jak dla kilku, z zamiarem awaryjnego wyskoczenia do sklepu. Pojawiły się w końcu cztery dziewczynki. Dlatego stresująco było tylko średnio :)

Przez pierwszą godzinę dziewczyny bawiły się, ale w pewnym momencie dwie oddzieliły się, poszły do drugiego pokoju i tam zaczęły lepić plasteliną. Oraz cicho mieć żal, że Wiertka się z nimi nie bawi. A ta zajmowała się dwoma koleżankami w dużym pokoju. Ośmiolatki nie mają jeszcze towarzyskiej ogłady mówiącej, że pomiędzy gośćmi się krąży. Żeby zintegrować dziewczyny zarządziłam zabawy. Najpierw był "pokój zagadek" - poprzedniego dnia, Wiertka sama układała treść zagadek i ustalała, w którym miejscu będą ukryte poszczególne cyfry kodu. "Pokojem zagadek" był pokój Wiertki. Potem były kalambury. Miałyśmy kilkanaście karteczek z nazwami zwierząt lub zawodów. Kiedy nasze karteczki się skończyły, dziewczynki wpadły na pomysł, że teraz każda napisze od siebie po trzy karteczki i będziemy losować od nowa. I tak grały godzinę.

Potem był tort, gaszenie świeczki, sto lat. I ostatnią, trzecią godzinę bawiły się już razem, same w pokoju, zintegrowane. I oczywiście, ta godzina przeleciała najszybciej, a gdy zaczęły się schodzić mamy był przy rozstaniu płacz.

Ogarnęłam pokoje, pochowałam przekąski, wzięłam kąpiel i padłam. To był strasznie wyczerpujący dzień. Nie wiem, jak nauczycielki funkcjonują.

19:09, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2017
Tydzień urodzinowy

Rozpoczął się tydzień urodzinowy mojej córki. Na szczęście, chyba zapomniała o tych planach, bo przez siedem dni miała zamiar być dysponentką poleceń w domu :) Mam w planach dokończenie ogarnięcia mieszkania i przygotowania atrakcji na niedzielne przyjęcie urodzinowe dla koleżanek z klasy. A w kolejną niedzielę będzie dla rodziny.

 

W tym roku, i z powodów finansowych, i z powodów emocjonalnych chciałam pogadać z Wiertką, by zrobić tylko spotkanie dla rodziny. One nie są wystawne – tort, ciasto, cukierki, jakieś napoje, kameralna grupa. Moja córka jednak storpedowała te plany już sporo wcześniej. W listopadzie oświadczyła, że na przyjęcia zaprasza się miesiąc wcześniej, więc ona już ustnie zaprosiła koleżanki. Trudno, jakoś ogarnę. Zamówiłyśmy zaproszenia, zrobiłyśmy listę. Zaniosła do szkoły. Akurat tego wieczoru odbierał ją tata i spędzał z nią wieczór. I jak wróciłam późnym wieczorem do domu, okazało się, że Wiertka (już spała) zaprosiła resztę koleżanek z klasy. Zaległe zaproszenia już wypisała i schowała do plecaka. Zamiast kilku dzieci, będę miała na przyjęciu kilkanaście. Jak stawią się wszystkie. To pierwszy raz, moja córka tak samozwańczo, bez konsultacji ze mną, rozszerzyła listę zaproszonych gości. Przecież nie będę jej kazała teraz tego odkręcać. Miała w planach zaproszenie dwojga, trojga dzieci spoza klasy, ale poprosiłam ją by po prostu umówić się z nimi, czysto towarzysko już w styczniu.

Może moja córka wchodzi w ten wiek, gdy się chce być bardzo lubianym i akceptowanym przez otoczenie, więc nie potrafi się odmawiać. Wychowawczyni mówi, że jest przez klasę lubiana, nie krytykowana.

Mam nadzieję, że wszyscy się pomieszczą.

A na przyszły rok, plany urodzinowe muszę zacząć w październiku :)

15:47, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Urodzinowy weekend

Mam za sobą intensywny urodzinowy weekend. Spędziłam go na pewnej konferencji, gdzie większość ludzi się zna, ma wspólny temat. W kuluarach można pogadać, poznać nowych ludzi. W sobotni wieczór byłam na piwie z tymi znajomymi, dostawałam od wszystkich życzenia i dziwnie się czułam będąc w centrum uwagi :) Podobnie, niedzielne wykłady także zakończyliśmy wyjście do knajpki.

W międzyczasie nastał czas letni :)

A dziś odpoczywam po tym zalewie bodźców. Zanim zabiorę się za wiosenne sprzątanie życia :)

10:56, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2016
Urodzinowy triatlon

W tamtym tygodniu miałam kilka spraw do zrobienia po pracy - a to zabawa mikołajkowa dziecka, a to ja gdzieś wyszłam.

W piątek było święto mojego dziecka. Jej siódme urodziny. Specjalnie wzięłam dzień urlopu. Do szkoły, na lekcje poszła, choć dopytywała się, czy by nie mogła sobie zrobić wolnego z okazji święta. Jednak odebrałam ją zaraz po lekcjach. Nawet nie poszła do świetlicy. Przeszłyśmy się do sklepu z zabawkami, gdzie sama wybrała sobie prezent. Potem pojechałyśmy do sali zabaw i na obiad. Wróciła do domu późnym po południem, trochę zmęczona, ale mówiła, że to był jej najfajniejszy szkolny dzień w życiu. Czasem najlepsze prezenty są najprostsze. Na przykład, mama nie idzie do pracy.

Trochę w piątek, sporo w sobotę sprzątałam. Nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że porządki przedświąteczne mam za sobą. Jednak minął dzień, dwa i mam wrażenie, że wszystko wróciło do dawnego bałaganu :) W każdym razie wygospodarowałam z siebie tyle energii, ile nie zebrałam do kupy od września.

W sobotnie popołudnie było przyjęcie urodzinowe dla koleżanek. Zaproszenie dostało jedenaście. I zastanawiałam się, gdzie to wszystko się pomieści. Jeśli w dodatku mamy będą chciały zostać. Nie mogła przyjść tylko jedna z dziewczynek. Niektóre mamy też zostały. I wszyscy się jakoś pomieściliśmy.

Na urodziny przyjechała też, z innego miasta, koleżanka Wiertki z sanatorium. Zaproponowałam, żeby u nas przenocowały. Mama dziewczynki miała inną delikatną prośbę - ona uśpi córkę i potem pojedzie na noc, do swojego chłopaka, a teraz taty Wiertki. A co tam. Niech mają. Potem w niedzielę, oni przyjechali i zabrali dziewczyny na miasto, a ja miałam chwilę spokoju.

W niedzielę porządek był, wystarczyło tylko ułożyć nowe smakołyki dla gości. Bo trzeciego dnia miała przyjechać rodzina z życzeniami. Czekając na nich, mogłam ułożyć się pod kocem i sobie coś obejrzeć. Wiadomo, jaka była pogoda w piątek i weekend. Niby ciepławo, ale lał deszcz. Ciśnienie spadało i spadało. W mózgu zamiast do wylewu, dochodziło do wlewu. Naczynia krwionośne kurczyły się, zwijały, ścieśniały w kulkę. Aż okazywało się, że masz już mózg kury. Dlatego tkwiłam pod tym kocem, niczym kura na grzędzie.

A potem wróciło z ojcem dziecko, przyjechali goście.

Aż weekend się skończył i w poniedziałek pojechałam do pracy, odpocząć przy wystawianiu faktur i grzebaniu w tabelkach rozliczeniowych.

poniedziałek, 28 marca 2016
Urodzinowo

Mam tematy na wpisy, ale nie miałam energii by pisać. Gdzieś w okolicach nadejścia wiosny, zaczęło się to zmieniać. Teraz będę powoli te wpisy uzupełniać :)

Dokończę jeszcze wątek urodzin. Naprawdę było miło dostawać życzenia mailem, sms-em, telefonicznie, nawet na FB. Bo głask dostawany z przypomnienia też może być miłym głaskiem. W mojej pracy jest tradycja przynoszenia czegoś przez solenizanta i składania mu życzeń, upominku. I to też sprawia mi radość. Bo wszystko, co dzieje się pomiędzy mną, a ludźmi sprawia radość. Z poczęstunkiem firmowym jest tylko kłopot - i to nie w tym, że połowy biura w Wielki Piątek nie było - tylko z tym, że większość jest na jakiejś diecie, albo nie lubi słodyczy. Czym by tu ich ugościć? Śledziami? :) Dostałam od współpracowników voucher dwuososobowy do kina. Bardzo fajny prezent :)

W sobotę byłam u koleżanki. Ja kończyłam czterdziestkę w Wielki Piątek, ona w Lany Poniedziałek, więc opijałyśmy to winem w Wielką Sobotę :) W jednym pokoju bawiły się nasze dzieci, w drugim my gadałyśmy i to też dla mnie inspiracja na wpisy. Za to w niedzielę, na śniadaniu wielkanocnym u dziadka marzyłam o łóżku.

A tu już wiosna, czas letni.

18:58, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 marca 2016
40

Dzień zmiany prefiksu. Będzie więcej na ten temat, ale już nie dziś.

20:25, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 grudnia 2015
Urodzinowo

Za mną intensywny weekend.

W sobotę zajęcia, sprzątanie mieszkania. 

W niedzielę przyjęcie urodzinowe mojej córki. W tym roku wybrałam miejsce poza domem. I to całkiem niedaleko. Poszło na to połowę mojej październikowej prowizji za obsługę klientów, ale żeby ogarnąć chaos w tamtym czasie schudłam ze dwa kilo. Połączyłam przyjęcie dla rodziny, z tym dla koleżanek i kolegów. Miejsca było sporo, a nie ograniczano mnie liczbą gości, jak w innych miejscach.

Okazało się, że zrobiłam dobrze. Z rodziny pojawił się tylko mój tata, tata Wiertki i jej siostra. Reszta się pochorowała, razem z dziećmi.

Za to z klasy przyszło trochę koleżanek. Przyprowadziły młodsze rodzeństwo. Ich rodzice weszli na chwilę i już zostali. Dzieci były, z jednym wyjątkiem, z klasy. Dzieciaki szalały, a dorośli sobie plotkowali, integrowali się. Naprawdę atmosfera była fajna. Było karaoke i śpiewanie piosenek z bajek - głównie tych z Barbie i "Krainy Lodu" :)

Nakupiłam za dużo smakołyków. Okazało się, że dzieci zajęte zabawą, prawie nic nie jadły.

Impreza trwała od 11:00 do 14:00 (potem były kolejne urodziny). Na obiad zaprosiłam do domu, aktualną sympatię mojego byłego. Przyjechała z córką. Dziewczynka była z urodzinową rewizytą. Obawiałam się, że będzie mi ciężko, ale jak sobie posiedziałyśmy we dwie, to dobrze nam się gadało. Unikając Drażliwego Tematu. Po 17:00 odprowadziłyśmy je na dworzec kolejowy.

Poniedziałek i wtorek były ciężkie. Nie w pracy - w pracy odpoczywałam, relaksowałam się i miło spędzałam czas. To kwestie związane z moim dzieckiem skracają mi życie o kilka lat. Dotąd uważałam, że rodzic twierdzący "wpędzisz mnie do grobu" przesadza. Będzie o tym inny wpis.

20:16, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 marca 2015
Urodzinowo

Urodziny były wczoraj. Ostatnie z prefiksem 3x. Na razie nastrój pogodny, jakbym wyjeżdżała w ciekawą podróż. Zobaczę, czy za rok nie dopadnie mnie kryzys 40tych urodzin. Może to magia 9-tki. Gdy ważysz 69 kg to jeszcze jest ok. Jak widzisz na wadze 70 kg to rzucasz się na dietę.

Pisałam kiedyś, że smutne w byciu singielką jest to, że nie dostajesz prezentów. Smutne jest, jak nie masz się z kim spotkać w urodziny. Od rana dostawałam sms-y, wpisy na FB (nawet jeśli system wywala moje urodziny, to i tak to miłe).

Wieczorem spotkałam się z dziewczynami ze stowarzyszenia. Piłyśmy wino za moje powodzenie. Dostałam miłe podarki urodzinowe. Dziękuję panirolki za ciasto marchewkowe, które z powodzeniem może zastępować seks :)

Nastawiona byłam na "hedonistyczne doznania zmysłowe", więc zrobiłyśmy z tego temat przewodni ćwiczenia literackiego. Zrobiłyśmy listę hedonistycznych doznań i losowałyśmy. I tak napisałam krótkie opowiadanie o 40-to letnim mężczyźnie, który rozkoszuje się sikaniem po długim seansie filmowym i dużej ilości coca-coli :)

A to jeszcze nie koniec tego tygodnia :)

wtorek, 16 grudnia 2014
Raport o przesileniu

Czuję się jak ktoś, kto nosi na głowie kosz z kamieniami i jednocześnie ciągnie drugi taki sam za sobą.

W tamtym tygodniu ledwo chodziłam. To taki stan, że jak już usiądziesz, to nie wstaniesz. Kładę się, a zmęczenie spływa z twarzy, włosów, rąk, ciała i wlewa się w materac. Z pozoru czujesz się już ok, ale kiedy próbujesz wstać, okazuje się, że to zmęczenie skleiło cię z materacem i masz już tylko energię na strzelanie pilotem, albo czytanie.

Ja pokasływałam, mała pociągała nosem. Dzielnie chodziłyśmy do pracy i przedszkola. Kiedy jednak z czwartku na piątek, przez całą noc miała ataki kaszlu, wzięłam dzień urlopu. Poczułam, że sama muszę odpocząć. Odpoczynek w domu z dzieckiem, gdy muszę posprzątać mieszkanie na jej niedzielne przyjęcie urodzinowe (i poprawić stan zdrowia nas obu), pojechać na zajęcia (referat), zrobić zakupy - super. Sprzątanie w domu, w którym jest male dziecko i świnka morska, przypomina grę, w której walisz młoteczkiem łepek ludzika wyłażącego z dziurki, on znika, pojawia się w innej dziurce, tam walisz, a on ponownie wyskakuje z tamtej, tam uderzasz, a on...

Na szczęście, Wiertka doszła do zdrowego stanu. Choć gdyby nie zamówiony tort, to przełożyłabym przyjęcie na następną niedzielę. Tort był efektowny, w kształcie Barbie z lalką w środku (z ciasta była balowa suknia), ale kosztował tyle, że chyba za rok nauczę się sama piec. Wydaje mi się, że co rok tak piszę...

Przełożyłabym przyjęcie, szczególnie, że goście zaczęli jeden po drugim odwoływać przybycie. Właśnie z powodu różnych przeziębień. Najsmutniejsze, że szczególnie dzieci. W którymś momencie miałam wrażenie, że prawie nikogo już nie będzie. Przynajmniej dziecko stwierdziło, że będzie więcej tortu dla niej :) Ja się trochę popłakałam. Bo to jeszcze jedna rzecz, która nie wypala w tym roku, który głównie składa się z porażek. Miałam chwilę słabości.

Potem okazał się, że gości było akurat, bo niektórym jednak się udało dotrzeć. Dzieci było troje, z czego jedno to niemowlę, drugie jubilatka, a trzecie gość do zabawy. Przez cały czas twardo się trzymałam i ani razu nie zakaszlałam. Mam nadzieję, że nie zaraziłam niczym mojej malej bratanicy :(

Na koniec moje dziecko uwiesiło się na ojcu z okrzykiem "Zostań! Nie odchodź! Zostań z nami!". To jeszcze został po wyjściu wszystkich. To stwierdziłam, że ja posprzątam, a on niech pobawi się z dzieckiem. Jednak musiał wyjść. Czego oczekiwał, że on będzie sprzątał?

Wszyscy wyszli, posprzątałam i puściło. Dostałam ataków kaszlu i kataru.

Najgorsze są poranki w tygodniu. Czarno za oknem. Ja nie mogę się dobudzić. Nie mogę dobudzić dziecka. Nie mogę dobudzić siebie dobudzającej dziecko. Wczoraj dwa razy wracałyśmy się do domu. Raz, zapomniałam portfela, ale gdy przejrzałam w kuchni torebkę, okazało się, że ciągle w niej jest. Zjechałam windą na dół, gdzie czekała moje dziecko, by zauważyć, że nie ma sobie spódnicy. Nie ubrałam jej do końca. Gdy jechałam tramwajem, zadzwonił telefon w mojej torebce. Nie mogłam znaleźć go tam, gdzie zawsze jest. Nigdzie go nie było. Doszłam do wniosku, że to dzwoni komuś obok, a ja telefonu zapomniałam. I nawet zaczęło mnie to martwić. Po dwóch przystankach, przypomniałam sobie, że przecież w drodze dzwoniło mi przypomnienie, więc muszę mieć ten telefon. Był w jakiejś dziwnej kieszeni. Nie mogłam wbić prawidłowego kodu domofonu do biura. Musieli mnie wpuścić. Mam mózg w rozsypce.

Na szczęście, mój szef uważa, że rozsiewam zarazki i powinnam wziąć zwolnienie lekarskie. Chciałam tylko zamknąć pewne sprawy i mam dziś bardzo ważne spotkanie, z bardzo ważnym klientem. Takim w typie korpo. Dzięki dużej ilości kawy i gorącej herbaty, moje nie oczy nie lśnią niczym różowe diamenty.

Miałam iść na dwutygodniowy urlop od przyszłego poniedziałku, ale nie jestem w stanie do tego poniedziałku dociągnąć.

09:38, bezcielesna
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Tagi