To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: wiatr

czwartek, 02 listopada 2017
Wichrowe pola

Pamiętacie "Wichrowe wzgórza" Emily Brontë, gdzie atmosferę dzikości bohaterów, namiętności pomiędzy nimi podkreślały nie tylko wrzosowiska, ale także wiatr. Gdzie dusza umęczonej Kathy tłukła się razem z gałęziami do okien - w wyobraźni Heathcliffa. Pamiętacie "Czekoladę" Joanne Harris, gdzie Vianne z córką wędruje z wiatrem z jednego miejsca do drugiego. Gdzie zaczyna mocniej wiać pewien określony wiatr, a w niej rodzi się niepokój, potrzeba ruszenia do przodu. 

To piękne zespolenie ludzkich emocji, pragnień oraz żywiołu przyrody. Takie literackie. Pisarze mają prawo wymyślać takie rzeczy. Czy w takim razie, zdarza się to na prawdę?

Jednak mamy w Polsce coś takiego jak wiatr halny, który także ma wpływ na ludzką psychikę. Nerwowość, napięcie, smutek, przymus redukowania ich alkoholem, czasem fala samobójstw. Zapewne jest dyskusyjne, czy są na to wystarczające dowody naukowe. Coś musi dziać się wtedy z ciśnieniem.

A po sobie doskonale wiem, że ciśnienie może mieć wpływ na ludzkie emocje. Gdy zmieniają się fronty pogody, ciśnienie gwałtownie idzie w górę, odczuwam ucisk w czaszce, niekiedy ból głowy. Kiedy ciśnienie gwałtownie spada w dół, czuję ogromne przygnębienie, smutek, pragnienie zwinięcia się w kłębek. Coś w środku mnie obsuwa się w dół. Oczywiście, musi to też korelować z dniem hormonalnym, czy aktualnymi stresami życiowymi. Wtedy to wszystko razem gra, jak smutna orkiestra.

To już jest na granicy prawdopodobieństwa, ale ja nawet czuję działanie halnego, choć mieszkam w Polsce centralnej.

Wolałam mieszkać na wysokim piętrze, bo szumiące za oknem gałęzie drzew wzbudzały mój niepokój. Nieracjonalnie, bez przyczyny, ale wzbudzały obawę przed czymś. W czasie pełni, czy nowiu księżyca mam bezsenne noce. Zawsze mnie budzi jego widok za oknem, choć od kilku lat śpię twarzą przeciwnie od okna. Wybudzam się, odwracam się i widzę go.

W poniedziałek, po mojej dzielnicy mocno szumiał orkan Grzegorz. Wiatr wył, tłukł się pomiędzy blokami, gałęzie szarpały się. A ja czułam się tak fatalnie, że płakałam. Dobrze, że miałam dzień wolny i zaszyłam się pod kocem. Miałam w planach odwiedzić wszystkie rodzinne cmentarze, ale nie dałam rady. Nie dlatego, że to męczące, ale dlatego, że bliskość miejsca związanego ze śmiercią mnie przerażała. We wtorek przeszło.

Nie wiem, czy to tylko poprzestawiane w głowie mam :) Może są jeszcze osoby, na które wiatr działa podobnie :) Odpukać, do teraz mam ciało nie zdarte, wszystko zdrowe, kręgosłup powykrzywiany, ale nie dający o sobie znać, wyniki badań prawie idealne. Choć obawiam się, że przez te wszystkie stresy życiowe i moje nadmierne ich przeżywanie, hoduje sobie powoli jakiegoś raka - pojawi się za wiele lat, gdy życie się ustabilizuje, uspokoi i uznam, że teraz mogę wreszcie pięknie żyć. Silna skorupa ciała, ale w środku kołacze wiatr. Inni mają zapewne odwrotnie.

Tagi: wiatr życie
11:09, bezcielesna
Link Komentarze (8) »
Tagi