To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: wakacje

wtorek, 26 lipca 2016
O słońcu

Nad polskim morzem podobała mi się pogoda. Dla wielu teraz popełniłam bluźnierstwo :) Bo nie było upałów. Temperatury w porywach do 22 st C. Co kompletnie inaczej odczuwa się na plaży niż w betonie miasta. Najważniejsze, żeby nie padał deszcz. Nie cierpię smażenia się w pełnym słońcu.

Niestety, jak dla mnie, okazało się, że taka pogoda potrafi być zdradziecka. Pierwsze dwa dni niebo było zachmurzone, a na plaży mocno wiało. Dorośli siedzieli na matach, otoczeni parawanem, zawinięci w swetry. Zrozumiałam ideę parawanu - mniej urywa głowę, mniej zawiewa chłodem. A i tak musieliśmy usypać z piasku wały pomiędzy poziomem plaży a granicą parawanu, bo mocno ciągnęło dołem. Co robiły dzieci? Dzieciaki biegały w kostiumach kąpielowych i taplały w wodzie. Na sam widok można było szczękać zębami? Czy mniejsze ciała mają inną termoregulację, czy tak właśnie zaczyna się starość? Pomimo pogody, wróciłam do domku z opaloną twarzą. To powinno mi dać do myślenia.

Trzeciego dnia przestało mocno wiać i zza chmur czasami wyglądało słońce. Nadal jednak bez mocnego świecenia. Można było leżeć w kostiumie. Był komfort termiczny. I wtedy popełniłam błąd. Jak blondynka. Nie, nie upiłam się do nieprzytomności. Nie, nie przespałam się z żadnym z zajętych panów, w towarzystwie których wypoczywałam. Zrobiłam coś o wiele gorszego. Nie posmarowałam się balsamem ochronnym. Zazwyczaj kładę na siebie 50tkę, bo nie zależy mi na opaliźnie. Miałam na tyle przytomności umysłu, że posmarowałam dziecko.

Poszłyśmy jeszcze na spacer po plaży - panowie zostali z dziećmi, panie spacerowały. Spacer skończył się szybko w knajpce na piwie i zdaniu "Wreszcie czuję, że jestem na urlopie", ale co tam :) Już musiałam się okrywać pareo.

A wieczorem zaczęła mnie piec skóra. Słońca jakby nie było, często siedziało sobie za chmurami, a zgrillowało mnie niczym karkówkę. Niestety, tłuszczyk się nie wytopił - jak to spytał pewien znajomy. W dodatku opalam się najpierw na czerwono, więc resztę pobytu wyglądałam jak homar. Towarzystwo wyszło wieczorem na miasto, a ja posadziłam dziecko przed bajkami i położyłam się. Trochę mną telepało i chyba miałam lekki udar słoneczny. Leżałam tak do rana, sycząc z każdym ruchem. Co za kretynka. Zapomniałam, że słońce jest nawet gdy go nie ma.

Nie rozumiem, całe lata 90te przeleżałam opalając się bez zabezpieczenia, czasem też nad wodą i wychodziłam z tego cało. W XXI wieku już się smaruję. Z wyjątkiem tego jedynego razu.

Nie należy się dziwić, że w kolejne dni na hasło plaża reagowałam niczym dziewczynka z "Egzorcysty" - prychałam i robiłam mostek na suficie. Spacerowałam z dzieckiem po okolicy. Kolejnego dnia dołączyła się reszta, bo też opalanie ich zmęczyło.

Pod koniec pobytu zrobiło się chłodniej i fajniej. Spacerowaliśmy sobie po plaży. Mogłam usiąść sobie na leżaku, wpatrywać w fale, relaksować. Fajny wrzesień. Morskie powietrze wywoływało we mnie chęć spania :) Być może nadmiar tlenu, który przyjęłam, sprawił, że mózg był przyćpany. Chciałabym tu wrócić sama i spędzić tak ze dzień, czy dwa. W ciszy, samotności.

Wadą mało upalnych dni, były chłodne wieczory i noce. Nie przygotowałam dużej liczby bluz, czy swetrów. Ciężko było chodzić. Za to jeden wieczór spędziliśmy na plaży, która o tej porze, okazała się cieplejsza niż miasto. Koncert szantowy, kontemplacja zachodu słońca, wino, dyskoteka. Dzieciaki też szalały. Dobrze, że udało je się wszystkie pozbierać na koniec.

Mija tydzień od mojego grillowania i wreszcie zbrązowiałam, a skóra przestała biadolić. Muszę się przyzwyczaić do siebie opalonej, bo mam wrażenie, że opalenizna dodaje mi kilka lat. Ja naprawdę lubię być blada. Co najdziwniejsze, moje dziecko ledwo złapało słońce - ma niewielką różnicę pomiędzy skórą pod kostiumem, a obok.

Tagi: urlop wakacje
12:32, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 lipca 2016
Morze, takie polskie

Powróciłam z wojaży. Jak to ja, daleko nie ujechałam - nad polskie morze, do Dębek.

Wypoczynek był stadny - pięć par, jedna samotna matka i łącznie jedenaścioro dzieci (w wieku od 11 do 4 lat). Nie mieszkaliśmy wszyscy w jednym ośrodku - choć padł taki pomysł, w związku z kolejnymi wakacjami - ale dużo część czasu spędzaliśmy razem. Jeden z pierwszych wieczorów spędziliśmy razem w pewnej knajpce, gdzie chyba popamiętają nas na bardzo długo. Ze względu na dzieci...

- Więcej dzieci nie mogliście mieć? - rzuciła właścicielka, trochę żartobliwie, trochę nie.

- Bo to dzieci z jednej imprezy, teraz wszędzie chodzimy razem, nie wiemy które jest czyje. - odpowiedziała jej jedna z koleżanek.

Nauczkę jednak wyciągnęliśmy i kolejne wieczorne imprezy odbywały się w miejscach, gdzie nasz miot wtapiał się w tłum.

Wiertka przed wyjazdem bała się, że nie zna dzieci, będzie się niedobrze czuła. Szybko jednak złapała kontakt. Zauważyłam, że dzieciaki podzieliły się na dwie wiekowe frakcje i moja córka bardziej ciągnęła do tych młodszych od siebie. Chyba woli dyrygować koleżankami, zamiast ciągnąć się jak ogon za starszymi. Była jeszcze podgrupa wydzielona ze względu na płeć - starsi chłopcy trzymali się razem, zniesmaczeni babskimi sprawami. Zobaczymy za kilka lat. 

Dni spędzałam w grupie. Po to właśnie tam pojechałam, by pobyć z ludźmi, nie alienować się. Wieczory poświęcone były na wspólne picie wina lub piwa. Dzieciaki bawiły się obok. Po 23:00 odbywało się kładzenie ich spać i powrót do spotkań w cichych podgrupach. Efekt jest jednak taki, że wróciłam do domu, by teraz trochę odpocząć po urlopie. Mam jeszcze tydzień wolnego :)

Będzie jeszcze więcej wspomnień znad morza, ale to w innych wpisach.

12:41, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
Tagi