To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Muzeum Warszawskiej Pragi

wtorek, 20 lutego 2018
Kinowo-muzealnie

Niedzielę także spędziłyśmy poza domem. 

W krótkim konkursiku w pewnym miejscu na facebooku wygrałam dwuosobowe zaproszenie na dowolny seans w kinie. Kino akurat znajduje się w mojej okolicy. Znowu zapomniałam o sobie i wybrałam film dla dzieci :) Poszłyśmy z Wiertka na "Gnomy rozrabiają". Moim zdaniem, film dla kategorii wiekowej 6-10 lat, choć bohaterowie mają trochę więcej - takie wczesne nastolatki. Ale wiadomo, że dzieciaki lubią historie aspirujące, czyli o starszych ;) Fabuła niby prosta, przewidywalna, z morałem, ale to w końcu rzecz dla młodych ludzi.  Mamy dziewczynę wrzuconą w nowe środowisko, próby zdobycia sympatii "popularnych dziewczyn", kolegę nerda. Jednak to tło, bo główną scenerią jest stare, dziwne domiszcze i banda krasnali w nim żyjąca. Można by pokusić się o grzebanie w symbolice - krasnale jako świat analogowy, przyrodę, to co wynika z nas, a dziwne stwory, z którymi walczą, to głęboko ukryty, pozbawiony namacalnych kształtów świat, który wciąga. Jak sieć internetowa. Nie będę się kłócić, jeśli to naciągane. Co się rzuca w oczy, to genialne sportretowanie młodych ludzi, którzy poruszają się mając non stop pochylone głowy, wgapione w ekran komórki. Nie widzą tego, co się dookoła nich dzieje, bo świat realny jest na ekranie, nie obok. Obawiam się, że akurat tego, moja córka nie wychwyciła :)

Kino było dla mojej córki, tak jak obiad w Macu potem. Dla mnie była wizyta w Muzeum Warszawskiej Pragi. Była o tym krótka dyskusja z Wiertką, która chciała się od tego wymigać i marudziła. Tłumaczyłam jej, że ja coś daję od siebie, ona coś daje od siebie. Będę jeszcze o tym pisać kiedyś, ale głównym argumentem mojego dziecka jest "Ale ty jesteś matką", czyli mam się poświęcać i rezygnować ze swoich zainteresowań.

Udało nam się zahaczyć o okres świętowania Urodzin Pragi, bo wejście do muzeum było bezpłatne. Nie można było nie wykorzystać takiej okazji. Okazało się, jak już to było widać przy okazji wizyt w innych muzeach, Wiertka dorwała audioprzewodnik i zatopiła się w słuchaniu różnych historii, eksponaty, zdjęcia kompletnie ją nie interesowały. Cieszyłam się, że cokolwiek ją w muzeum zainteresowało.

Opiszę ekspozycje tak jak są usytuowane, nie tak jak oglądałyśmy :) Zacznę tylko, że w sali konferencyjnej była wystawa okolicznościowa, która kończyła się w tę niedzielę - "Przetrwam?", zdjęcia miejsc na Pradze, które już zostały zburzone (budynków, wnętrz kamienic), albo właśnie zostają likwidowane.

Na parterze jest o Pradze historycznej. Na środku sali stoi wspaniała makieta pokazująca, jak osada wyglądała jeszcze przed nadaniem praw miejskich lub zaraz po. Widać chatki, pola, łąki, kościół i ryneczek w miejscu dzisiejszej ulicy Ratuszowej. Na ścianach są grafiki, reprodukcje, potem zdjęcia - pokazujące dokumenty, miejsca na Pradze od wczesnych wieków, aż po wiek XX. 

Pierwsze piętro, to - na razie rzecz najważniejsza: gablota z oryginalnym aktem nadającym Pradze prawa miejskie. Uważam, że dokument powinien już w Muzeum Pragi zostać na zawsze, skoro dzielnica ma swoje miejsce dokumentujące jej historię. Oprócz tego jest tam ekspozycja pokazująca historyczną Pragę, ale od strony ludzi. Na środku jest miejsce, gdzie złożone są pamiątki, artefakty przyniesione na prośbę muzeum przez mieszkańców. Może nie zawsze są to rzeczy tylko związane z dzielnicą, ale mają swoją sentymentalną wartość - medale, kieliszki, buty, przyrządy. Tam są także instalacje multimedialne, gdzie można wysłuchać historii opowiedzianych przez starych mieszkańców Pragi - o Wedlu, fabryce FSO, fryzjerze, szewcu. Przewodniki są bardzo fajne pomyślane - nie trzeba czekać w kolejce do słuchawek, tylko ma się swoje indywidualne z takim czytnikiem, którym dotyka się czujnika pod opisem. 

Drugie piętro, to wystawa czasowa - "Co słychać na Pradze". Tutaj praktycznie się słucha. Jest mapa dzielnicy z punkcikami, gdzie po przytknięciu czytnika można posłuchać odgłosów związanych z dzielnicą - lwy w zoo, chorały w katedrze, pszczoły żyjące na dachu centrum handlowego, zgiełk dworca kolejowego. Są tam tez inne stanowiska, gdzie można posłuchać opowieści o tym, jak produkuje się czekoladę w Wedlu, jak rodzą się dzieci w Szpitalu Praskim, jak odbywają się teatrzyki w Baju (oraz można pobawić się lalką). Omówione są tak najważniejsze punkty na Pradze. Dla mnie zaskoczeniem była Katedra Świętego Floriana, bo audycja zaczyna się długim chorałem śpiewanym przez młodych księży. Nie sądziłam, że będzie to takie odprężające :) Można się w tych strzelistych dźwiękach zanurzyć i unieść do góry :) W sali są krzesła, można więc sobie usiąść i posłuchać wszystkiego. Jak wspominałam to (i opowieści na pierwszym piętrze) była ulubiona część zwiedzania dla Wiertki. 

W piwnicach zaś jest ekspozycja dotycząca Pragi dziś i jej historii z ostatnich kilkudziesięciu lat. Piwnice są wysokie, jasne, tyle że - dla klimatu - ściany są obłożone cegłą. Moje dziecko piwnic nie lubi, boi się. Zostawiłam ją więc przy szatni, dałam mój telefon i sama poszłam zwiedzać. Byłam już trochę zmęczona, nie chciałam zostawiać dziecka zbyt długo samego i niestety oglądałam szybko i pobieżnie. A można by tam spędzić sporo czasu. Były zdjęcia z mieszkań praskich - nie tylko młodych, przebojowych, ale także z tych biedniejszych kamienic, zwyczajnych ludzi. Były także słuchowiska, ale czas mnie gonił. Muszę tam kiedyś wrócić.

Spędziłyśmy w muzeum półtorej godziny, ale gdyby poświęciłam części w piwnicy tyle, ile bym chciała, to jeszcze z minimum godzinę by to zajęło. Muzeum jest świetne i każdemu polecam.

Do domu wróciłyśmy po południu, bym mogła trochę posiedzieć na kanapie z nogami podwiniętymi do klatki piersiowej. Tak odpoczywał mój kręgosłup. W niedzielę nie bolał, ale miała uczucie jakby ktoś wsadził mi tam kilogramowy odważnik. Na szczęście, z dnia na dzień jest coraz lepiej. 

piątek, 08 września 2017
Praga nie zbudowana - cz. 1

Udało mi się wczoraj wyrwać na fajny wykład w Muzeum Warszawskiej Pragi na temat Pragi, która była planowana, ale nie powstała. To spotkanie poświęcone było XIX wiekowi. Temat fantastyczny, ale niestety tego dnia miałam niedobory snu (o czym w którymś z wpisów będzie), ciśnienie ostro pikowało w dół, więc mocno walczyłam by nie zasnąć na krześle. Miałam jakieś dwa kwadranse takiego kryzysu.

 

Opowieść zaczynała się zaraz po rzezi Pragi (ostatnia bitwa insurekcji kościuszkowskiej), która jest chyba mało wzmiankowana w mediach, a pomniki i upamiętnienia są mało eksponowane, ale była prawdziwą rzezią – w kilka godzin wymordowano 20 tysięcy ludzi. Czyli została garstka mieszkańców. Oraz puste pola. Marzenie dla urbanistów.

I urbaniści mieli swoje marzenia. Wykład składał się głównie z omawiania planów urbanistycznych, wizji jak mogłaby Praga wyglądać. Wizji potem i tak nie tworzonych.  Będzie to czytelne raczej tylko dla warszawskich czytelników, ale XIX wieczna Praga, to był obszar od Wisły do ulicy Targowej, najdalej do ulicy Brzeskiej (strona północna) i Rondo Starzyńskiego (strona zachodnia). Na jednym z planów, widzimy trzy, czy cztery wjazdy do miasta, które idą ulicami promieniście biegnącymi ku mostowi, zbiegającymi się optycznie na Zamku Królewskim. Mogłoby to ciekawie wyglądać. Ciekawostką jest, że już w drugiej połowie tego wieku planowana była obwodnica miasta J I to w mnie więcej podobnym kształcie, jak budowana jest teraz J  

Dowiedziałam się też, że na zachód od Pragi stworzona była esplanada (niezabudowany, szeroki pas ziemi), oddzielająca miasto od twierdzy wojskowej, która sprawiła, że budynki powstały tam sporo później, dopiero w XX wieku.

Na jakimś innym wykładzie o historii Pragi, widziałam, że ziemia na tym obszarze podzielona była na podłużne pasy, każdy posiadający innego właściciela. Wydawało mi się to wtedy dziwne – co można zrobić z taką ziemią, jak ją zabudować? Na przykładzie fragmentu mapy Nowej Pragi – kwartał pomiędzy ulicami Wileńska, 11-go listopada, Inżynierska, Szwedzka, - zobaczyłam, jak było to robione. Mieściły się tam pod koniec wieku cztery pasy ziemi. Pierwszy z nich zabudowano kamienicami, stojącymi frontem do dworca Terespolskiego – czyli teraz ulica Wileńska. Przez środek kolejnego pasa poprowadzono ulicę, a boczną ziemie podzieloną na działki, na których stanęły kamienice. I tak dalej. Efektem są ulice – Mała, Stalowa, Strzelecka.

Na koniec obejrzeliśmy jedno zdjęcie ulicy Targowej z początku XX wieku. Przy okazji, dowiedziałam się, że jest to jedna z najszerszych ulic Warszawy i już wtedy taka była. Oprócz tego, że pędzono nią stado składające się z kilkudziesięciu krów, co innego jeszcze wzbudza zainteresowanie. Wzdłuż Targowej ciągnęło się sześć szpalerów drzew… Po jednym oddzielającym chodnik od ulicy i cztery szpalery idące jej środkiem (dziś tam są tory tramwajowe). Planowano jeszcze stworzenie ścieżki spacerowej na samym środku pomiędzy tymi wewnętrznymi drzewami. Żeby nie było tak idyllicznie, bo to przecież czasy carskie były, nie wolno było pomiędzy te drzewa środkowe wchodzić. Odgrodzono je od ulicy drutem, w późniejszych czasach metalowym płotkiem. Dopiero w latach 30tych XX wieku otworzono dla ludności.

Po wykładzie rozgorzała jeszcze gorąca dyskusja, ale niestety musiałam już wracać do domu.

Za tydzień będzie część dotycząca niezrealizowanych dla Pragi planów w XX wieku. Już się zastanawiam, jak się wyrwać.

 

Tagi