To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: ślub

niedziela, 25 maja 2014
Raporcik majowy

Ostatnie dni, to obecność na stoisku Warszawskich Targów Książki przez cztery dni, a w sobotni wieczór ślub i wesele kuzyna.

O dylematach związanych z weselem już było. W sobotę wyszłam z targów o 14:00, w domu prysznic, przebranie się, umalowanie, zapakowanie albumu zamiast kwiatów. I podróż kilkadziesiąt kilometrów. Przyznam, że ślub z wojskowym, to miła dla oka rzecz, bo pan młody wystąpił w galowym mundurze. Jego koledzy tak samo. Zrobili im szpaler z szabel przed kościołem. Potem wesele. Nie starzeję się, niestety. Starałam się, ale nadal estetyka weselnej zabawy mi nie wchodzi. Coś zjadłam, napiłam się drinków, pospacerowałam. Tańczyć za bardzo nie chciałam, bo wszyscy byli w parze, a z mojej strony rodziny niewiele było osób.

Zatańczyłam cztery razy - raz z ojcem pana młodego, wujem własnym, drugi raz z trzyletnim synkiem mojej siostry ciotecznej, trzeci raz poprosił mnie do tańca, tak na oko pięciolatek i czwarty raz w wężyku grupowym w dziwnej peruce na głowie. Bridget Jones mogłaby uczyć się ode mnie pogody ducha.

Ciekawym wydarzenie było towarzyszenie kuzynce w karmieniu jej rocznego synka. Poprosiła mnie o pomoc w rozpięciu sukienki, zdjęciu żakietu. Znalazła obok recepcji zaciszną wnękę, z fotelami, przyciemnioną. Dopiero gdy mały się przyssał zauważyłyśmy za plecami telewizor. A na ekranie zaczynał się właśnie mecz Ligi Mistrzów. Po sekundzie, w zacisznej wnęce zaroiło się od gości weselnych płci męskiej. Panowie zastrzegli, że się nie gapią. To jeszcze nic. Po chwili pokazał się kamerzysta by filmować... Na szczęście, taktownie się wycofał :) Wesele i ważny mecz. Niczym z serialu "Alternatywy 4" :)

Targi spadły mi z nieba, bo były wytłumaczeniem dlaczego nie zostaję dłużej, tylko wracam do domu po 22.00 razem z kuzynostwem i ich małymi dziećmi.

W niedzielę wyspałam się, napiłam kawy, przejrzałam internet i pojechałam na targi. Dziewczyny mówiły bym się nie spieszyła :)

Na targach, jak to na targach, opowiadałam o książkach, odwiedziłam koleżankę, która podpisywała swoją na innym stoisku :) W piątek miałam przyjemność obejrzeć w sąsiedztwie Martę Kaczyńską, która podpisywała swoją książkę "Moi rodzice". Tłumek był. Może nie taki jak u Grocholi, ale przebiła wszystkich ilością fotoreporterów.

Przeszłam się po stoiskach, trochę pogadać z dystrybutorami (oj bardzo nie lubią jak się ich nazywa hurtowniami), trochę coś wybrać dla siebie. I cholera popłynęłam, bo kupiłam w sumie cztery książki (+ album o podróżach dla młodej pary). Pojawiła się nowa pułapka - terminale płatnicze.

Kupując jedną z książek okazałam się niechcący buraczką (nie ma żeńskiej wersji od buraka, co na seksizm). Od szefowej dowiedziałam się, że innym wystawcom dajemy wyższe rabaty, tak z uprzejmości branżowej. Sama wybrałam książkę. Usłyszałam 32 zł, z rabatem z okazji targów. Niczym blondynka podałam panu dwa banknoty myśląc, ze to 20 zł i 20 zl.

- Chce Pan 2 złote? - dopytałam myśląc, że łatwiej wyda resztę.

Pan się zawahał, spojrzał.

- A to trzydzieści, rabat dla wystawców.

I wtedy zobaczyłam, że dałam mu 20 zł i 10 zł... Zaczęłam się tłumaczyć, ale chyba wyszło na to, że wymusiłam dodatkowy rabat.

Targi skończyły się o 17:00 i zaczęła się wywózka niczym na Ziemie Odzyskane. Podjechać po wejście targowe można było dopiero od 17:00 (pierwotnie od 17:30). I tak, o tej porze zaczęli wychodzić ludzie, masa kobiet z wózkami dziecięcymi oraz piersi wystawcy z wózkami pełnymi paczek. Czyli kolejki do windy. Potem wystawców z pakami zrobiło się jeszcze więcej. Ja stałam w kolejce do windy z wypchanym po czubek nosa wózkiem, a koleżanka kursowała z drobnicą schodami. Windy były dwie, kręta i chwiejna od pak kolejka wiła się przy jednej. Nagle podchodzi jakaś pani bezpośrednio do drzwi pierwszej windy, ale ktoś zwraca jej uwagę, że jest kolejka. W takim razie ona podeszła do drugiej obok ze słowami:

- To ta będzie dla nas.

- Do dwóch! - cała kolejka chórem rzuciła.

Pani była zaskoczona i niemile zdziwiona. Potem tylko weszłam wreszcie do windy prawie rozsypując paczki i narażając się na lincz wydawców słowa. By i tak przewrócić wszystko tuż przy samochodzie. Ale tam pomógł mi jakiś miły pan z antykwariatu. Była 18:00.

Spotkałam kilku miłych mężczyzn przy sąsiednich stoiskach, ale z racji specyfiki tematycznej książek mojego wydawnictwa szybko wychodziło na jaw, że mają dzieci. Czyli małżonki takoż.

Przez to wszystko nie dałam rady odgruzować mieszkania, odessać kurz, czy wreszcie posortować i przejrzeć ubrania letnie. Brakuje tylko, żeby Edek po wypuszczenie z klatki narobił na środku pokoju trochę świnkomorskich bobków.

20:19, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi