To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: pieniądze

piątek, 24 marca 2017
O oszczędzaniu

Kolejne życiowe okazje do wprowadzania oszczędności i zaciskania pasa pokazują mi nowe rzeczy.

Kiedy mieszka się samemu lub z bardzo małym dzieckiem, to ograniczanie się jest banalnie proste. Jak ma się do tego trochę ikry, a ja niestety mam. Niestety, bo czasem mogę się zsunąć w skąpstwo. I nie chodzi mi tu tylko o to nieśmiertelne "kup mi to", gdy "nie" okraszone jest zalewem argumentów i żali. Nie wiem, jak inne, ale moje dziecko nie przyjmuje pierwszej odmowy.

Kiedy jestem sama, mogę zmniejszyć wielkość posiłku, zużycie wody w czasie kąpieli, a nawet - nie śmiać się - zrywać mniej listków papieru toaletowego :D Dziecko charakteryzuje się zdrowym apetytem. Po obiedzie w szkolnej stołówce wraca do domu i jest zawiedziona, że w domu nie będzie kolejnego obiadu. A jak na kolację zje kanapki, to jest ich od trzech do nawet pięciu. Suto okraszone. Kiedyś poszłam się kąpać, a ona w międzyczasie zrobiła sobie piętrową kanapkę z trzech kromek chleba, poprzekładanych kilkoma plastrami żółtego sera i szynki. Cóż poradzić - rośnie :) I mam jej gadać nad uchem, żeby tyle nie jadła? Mam wchodzić do łazienki i zakręcać kurek z wodą? Sama wiem, że dorastanie w takiej atmosferze może doprowadzić do nerwicy i wkurwu. Co do wody, to używam argumentów ekologicznych. Moje dziecko ma głęboko gdzieś kwestie finansowe - przecież pieniądze pobiera się z bankomatu lub banku, a jak trzeba je zarobić, to się idzie do pracy, najlepiej do banku. Jednak, gdy się jej opowiada o planecie, zasobach naturalnych, to zaczyna się przejmować. Drugim argumentem jest zdrowie - moje dziecko jest lekko hipochondryczne. By być zdrową, potrafi się ograniczać.

Inna kwestia, to opłaty dodatkowe. Opłata za zdjęcia z balu karnawałowego. Trzeba kupić nowe buty wiosenne. Oby jedna para dotrwała do lata. Urodziny koleżanki numer jeden - prezent. Urodziny koleżanki numer dwa - prezent. Wiem, że w maju będą kolejne. Wycieczka klasowa - voila, kolejne pieniądze. I jak by nie oszczędzać, schodzi raz po raz po kilkadziesiąt złotych.

I tak wykazałam się, jako taką, poradnością życiową. Dziecku rozkleiły się, na przedwiośniu, buty zimowe i wiedziałam, że nie ma sensu wydawać kolejnej stówy na nową parę, która będzie używana niecały miesiąc. Nie zaniosłam ich do szewca, do sklejenia. Nabyłam, za 2,50 zł klej typu "Kropelka" i sama je skleiłam. O dziwo, cały czas trzymają się kupy.

wtorek, 17 stycznia 2017
Gdy pieniądze dają odpowiedzialność

- Stasiu, ja jestem tradycjonalistą. Wolę jeśli pieniądze w małżeństwie trzyma kobieta.

Nie wiem, czy już o tym kiedyś pisałam. Być może tak. Autorem tych słów był mój tata, a wypowiedział je na pewnej imprezie rodzinnej do mojego wujka (imię zmienione). Bo w mojej rodzinie, od strony mamy, a zapewne od strony taty także, obie pensje trzymały w garści kobiety. 

Podejrzewam, że tak wyglądała rodzina w czasach sprzed wejścia na rynek pracy kobiet (jakby pójście do fabryki włókienniczej było jakimś wielkim wejściem na rynek). Mężczyźni pracowali, ale pieniądze oddawali żonom, jako tym robiącym zakupy i gotującym posiłki. Zapewne jakieś formy przemocy także wtedy istniały. A największym ryzykiem było to, że szanowny małżonek przepije całą wypłatę zanim dotrze do domu.

Inną formą nacisku bywało narzekanie na niegospodarność, nieumiejętność oszczędzania u małżonki. Sama pamiętam jak mój tata coś takiego z siebie wydawał. Aż za którymś razem moja mama zezłoszczona oddała mu obie wypłaty i kazała samemu nimi dysponować. Po tygodniu oddał pieniądze i powiedział, że woli jednak by ona to robiła.

Bo tu dochodzimy do najważniejszego punktu. Pieniądze to władza, ale pieniądze to także duża odpowiedzialność. Dwa oddzielne konta i karty płatnicze są dobre z związkach, gdzie oboje zarabiają minimum dwukrotność średniej krajowej i nie mają żadnych kredytów do spłacenia. W rodzinie, gdzie zarobków jest niewiele, albo jest czarna dziura zwana kredytem hipotecznym na 35 lat na mieszkanie, powinna być jedna osoba, która trzyma wszystko w garści. Nie dlatego, że to takie zabawne, ale dlatego, że wtedy ledwo starcza do kolejnej wypłaty. A fajnie byłoby coś jeszcze odłożyć. Gdy wydają oboje, pieniądze wyciekają.

W dawnych czasach mężczyzna ciężko pracował (albo i nie), ale po przekazaniu wypłaty nie martwił się już o więcej. Jadł to co zostało mu podane i ubierał się w to, co zostało mu kupione. To żona martwiła się, czy starczy do końca miesiąca, jak kupić coś w najkorzystniejszej cenie.

Wyrosłam w takim przekonaniu od dzieciństwa. Pieniądze i kontrola nad nimi dają mi poczucie bezpieczeństwa. W moim związku mieliśmy dwa oddzielne konta, choć wolałam inaczej. Nauczyłam się ufać, że bliska osoba ma jakieś pojęcie o wydatkach. Intuicję miałam dobrą, bo gdy związek się kończył, Były miał już pierwsze długi - zasada, że wydaję tyle ile zazwyczaj, mimo spadającej pensji. A teraz jest jeszcze gorzej. Skoro jednak uważał, że świetnie gospodaruje wydatkami, to życzę mu dalszych sukcesów.

Być może się mylę i chętnie poczytam o związkach, gdy konta są oddzielne, partnerzy wzajemnie nie mają do nich dostępu, nie widzą ile tam jest, zarabiają co najwyżej przeciętnie i wszystko gładko gra.

Tagi