To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: autyzm

piątek, 08 maja 2015
Autystycznie

Wczoraj była na wykładzie o bardzo prowokacyjny i ciekawym tytule "Czy wszyscy jesteśmy autystyczni?". Nawet sokramka do mnie dołączyła. Jej Mania bawiła się z moją Wiertką. Inaczej bym nie dała rady dotrzeć.

Profesor utknęła w korku, spóźniła się ponad pół godziny - w tym czasie słuchaliśmy historii z dziedziny genetyki. Opowiadała o rzeczach w większości mi znanych - cechy autyzmu, geneza, zmiana postrzegania. Dla wielu osób było to nowe i fascynujące. I super. Ja z tematem zetknęłam się już w liceum, a na studiach byłam przez jedno lato opiekunką autystycznego (i to mocno) chłopca. A gdy wreszcie profesor przeszła do najciekawszego wątku - autyzm a my "normalni", to nasze córki już zmęczyły się zabawą i chciały wracać do domu. Trudno. Gdyby nie to spóźnienie, to dałybyśmy radę wysłuchać wszystkiego.

Po temacie sporo sobie obiecywałam, bo tak zastanawiając się w ostatnich latach, to zaczęłam dochodzić do wniosku, że gdzieś tam mogę być "autystyczna". Szczególnie, że dziś już nie mówi się o autyzmie i Zespole Aspergera, ale o zaburzeń w spektrum autyzmu. Czyli, że spektrum może być szerokie - od mocnych autystycznych objawów, do cech które spokojnie pozwalają funkcjonować w życiu i pracy (dając tylko "łatkę" osoby ekscentrycznej). I dziś już nie mówi się, że autyzm to brak umiejętności odczytywania emocji połączona z brakiem własnych emocji - jak u jakiegoś androida. Autyzm to trudność z rozpoznawaniem, interpretowaniem emocji u innych, gdzie jednocześnie jest się emocjonalną osobą pełną odczuć. Dlatego te osoby bywają czasami ranione i cierpią, bo zachowują się nieadekwatnie do sytuacji, nie zawsze wiedząc dlaczego.

Z tym moim autyzmem to chyba przesadzam. Wydaje mi się, że mam problem odwrotny - nad empatyczność i - przynajmniej do niedawno - trudność z nie identyfikowaniem się z ludzkimi problemami. Dopiero teraz uczę się, że czasami nie można rozdzielać człowieka z jego cierpieniem, bo to jedyna ważna rzecz w jego życiu, nadająca mu sens ;) Nie można kogoś zbawiać na siłę ;) A może tak tylko mi się wydaje i nie potrafię interpretować czyiś emocji?

Przypomina mi się jednak moje dzieciństwo. I dziwne zachowania. Byłam samotniczką, uwielbiałam się bawić sama. To zabawa z innymi dziećmi była dla mnie udręką i stratą czasu. Z domu byłam wyciągana. Uwielbiałam wpadać w trans powtarzając jakąś aktywność - mogłam przez dwie, trzy godziny odbijać piłeczkę od ściany, kozłować piłką, układać kolorowe koraliki według pewnego schematu. Nie było to bezmyślne. Układałam wtedy historie, opowiadania, sagi rodzinne. Do dziś mi coś z tego zostało - najlepiej pisze mi się poza domem, gdy jestem "rozkołysana". Może to pomysł na przełamywanie "writers block", gdy mnie dopada ;) I dopiero sobie uświadomiłam, że spodobały mi się squash :D Tylko solo :)

Pocieszam się, że Agatha Christie wymyślała swoje kryminały podczas zmywania naczyń - zajęcie równie ogłupiające, co odbijanie piłki :) Ja też lubię zmywać naczynia :)

W gronie większym niż dwie, trzy osoby głównie milczę i słucham. Z tego powodu zdarzało się mi się słyszeć przykre komentarze łącznie z "wiedziałem, że z tobą jest coś nie tak" lub z posądzeniem o bycie nasłanym dziennikarzem (autorka tego zarzutu moim zdaniem miała rys psychopatii, ale co tam). Po czymś takim miałam ochotę nie wychodzić z domu. Bo po co?

Różnica pomiędzy dzieciństwem, a czasem od momentu dojrzewania jest taka, że uwielbiam przebywać z ludźmi. Choć może pożytku ze mnie nie ma :)

Tagi