To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: dojrzewalnia róż

poniedziałek, 17 października 2011
Po warsztatach Dojrzewalni

Udało mi się wyrwać na dwa spotkania. Rezerwując warsztaty i płacąc za nie zdawałam sobie sprawę, że w ten weekend byłego nie będzie, nie mogę bez przerwy prosić go o zajmowanie się dzieckiem. Postanowiłam, że jakoś sobie poradzę - w sobotę przyszła moja ciocia, a w niedzielę Opiekunek z lipca.

Krótka dygresja - przed przyjściem ciotki wypucowałam mieszkanie, ogarnęłam jak się tylko dało w sobotni poranek, bo to pedantka, a jej mieszkanie wygląda jak z programu "Perfekcyjna Pani Domu". Wracam wieczorem, miła rozmowa i co mi się rzuca w oczy? Wysprzątała mi kuchnię i pokój Wiertka. Nie powiem, lepiej to teraz wygląda, o wiele lepiej, wiem, że sprzątać nie potrafię i boleję nad tym faktem. Jednak dziwnie się czuję - to miał być wyraz troski, czy sugestia?

Wracając do warsztatów, oba były poświęcone metodzie Porozumienia Bez Przemocy Marshalla Rosenberga - jeden w kontaktach z dzieckiem, drugi w relacjach matka-córka.

Dygresja kolejna - podchodziłam do tego z dystansem, bo ostatnio wszystkie rzeczy typu Rodzicielstwo Bliskości, Hustowanie, itp wydają mi się modnymi nowinkami, snobizmami. Tak samo z Nonviolent Communication - bądźmy dobrzy, głaszczmy się i świat jest taki słodki. Mam czasem wrażenie, że można wymyśleć dowolną rzecz, opakować ją w historie jak to działało w plemionach afrykańskich/indiańskich/eskimoskich i młode matki łykną to jak gołębie ryż nowożeńców. Co nie znaczy, że nie stosuję czasem, którejś z tych rzeczy, nie ma tam pomysłów, które można wprowadzić w życie.

Tak jest z PBP, które mi pokazało, że za każdym "Nie" kryje się jakieś "Tak" dla pewnej idei, z którą "Nie" stoi w sprzeczności. Pierwszy z brzegu przykład - "Nie ubiorę się po kąpieli i będę biegać nago" - "Tak fajnie i zabawnie jest być swobodnym". W relacji z dzieckiem ważne jest by pytaniem skłonić je do odpowiedzenia "Tak", czyli ustalenia i pokazania mu, że wiem czego pragnie, uszanowania jego potrzeb. Dalej jest "język potrzeb" i "język dziękuję". Nie będę się rozpisywać, bo drobne notatki zrobiłam, a kto jest zaciekawiony to sobie teraz wygugluje ;) Będzie inny wpis, o tym czy na moje dziecko to działa :D

Zajęcia o relacji matka-córka wybebeszyły mnie emocjonalnie i prawie się na nich popłakałam. Zaczęłam też rozpatrywać tematy poboczne jak potrzeba bliskości, deficyty, które wyniosłam z dzieciństwa.

Dygresja ostatnia - ludzie się dziwią (nie ci zainteresowani Rodzicielstwem Bliskości) jak mogę tak folgować mojemu dziecku w wspólnym spaniu, przytulaniu się do mnie, absorbowaniu mojego czasu. Ja jednak nie chciałabym by ona tak jak ja miała w młodości tak ogromne dziury emocjonalne i niedosyt, a co za tym idzie kłopoty z bliskością w relacjach. A co za tym idzie, niefortunne wybieranie partnerów. Jest też inna bolesna sprawa - nie kochałam mojej matki i w dzieciństwie miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. Ciągle się boję, że Wiertek mnie nie kocha, albo nie pokocha, albo przestanie kochać. Ale to długi temat chyba.

Tak oto zakrętem z dygresji wróciłam do zarzuconego na chwilę akapitu. W moich rozmyślaniach po warsztatowych dotarłam do punktu, w którym doszłam do wniosku - być może oczywistego - że mając kłopoty z bliskością, nazywaną przez mnie potrzebą wolności i niezależności, podświadomie wybrałam na partnera osobę, która też ma problemy z bliskością. I tak żyliśmy sobie oddzielnie, każde swoim życiem, w swoim świecie, aż podryfowaliśmy w przeciwnych kierunkach, a ja z roku na rok czułam się w tej relacji coraz bardziej nieszczęśliwa. Nieszczęśliwa, bo chciałam stworzyć protezę bliskości poprzez wspólne dziecko.

A dlaczego moje myśli podryfowały w stronę byłego związku? Bo w jego trakcie padło mnóstwo słów i zdań, z obu stron, które PBP nazwałoby "przemocą". I które ja akurat właśnie jako formę ranienia mnie odbierałam.

Na tym poprzestanę, bo były czasem podczytuje mi bloga.

Tagi