To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: świnki morskie

wtorek, 07 lipca 2015
Edek i Tusia

Obserwacja dwóch świnek morskich to ciekawe, acz czasami męczące zajęcie. Okazało się, że Tusia bardzo różni się od Edka. Ona ciągle piszczy, on jest prawie (o czym za chwilę) niemy. On wypuszczony z klatki, chowa się pod krzesłem, robi dziesięć bobków, jakieś siku i jak tylko zobaczy klatkę z sianem biegnie do niej. Ona wypuszczona na wolność idzie na rekonesans po pokoju, a włożona z powrotem oburza się i przez bardzo długą chwilę gryzie metalowe pręty, by się wydostać.

Na razie są w sąsiednich klatkach i widać jak trącają się czasami pyszczkami, gryzą pręty. I tu znowu widać, że więcej energii wkłada w to Tusia. Edek częściej po prostu sobie siedzi. Wczoraj wieczorem chyba ze trzy godziny szarpała klatką by się do niego przedostać. Aż już chciałam ją wynieść do przedpokoju. Świnki są w mojej sypialnio-salono-gabinecie.

Wczoraj, próbowałyśmy testowo umieścić je w jednej klatce. Niby krótką adaptację, na obcym terenie już miały. Wyglądało to dziwnie. Tuśka drobniutka biegała po klatce, a Edek wielki sunął za nią niczym Dulski na Kopiec Kościuszki. Jego pół okrążenia, to jej trzy. W dodatku, znowu zaczął wydawać dźwięki. Przypominało to atak astmatyka. Wyglądało to tak, jakby Kuba Rozpruwacz zasadzał się na londyńską prostytutkę. Piętnastoletnią. Bałam się, że jak wreszcie obdarzy ją swymi wdziękami, to Tuśce pęknie nie tylko serce, ale też żołądek i śledziona. Zabrałam ją zaniepokojona do jej klatki.

Dziś przeszłam się do weterynarza, by o tym porozmawiać. Zasadniczo jestem otwarta na jeden miot małych świnek, ale docelowo Edek ma iść pod skalpelek. Pani doktor wytłumaczyła mi, że adaptacja na neutralnym terenie musi trwać dłużej, kilka razy i nie może to być w klatce Edka. Długo żył sam. Musi czuć się bezpiecznie i wiedzieć, że może uciec do siebie, kiedy zechce. Typowy samiec. Pobzykać to ok, ale żeby biegała i piszczała po klatce, to niekoniecznie ;) W innym wypadku oblubieniec może być agresywny.

Co do skalpelka. Wydawało mi się, że świnki morskie są zbyt drobne na zabieg sterylizacji, ryzyko nie wybudzenia po narkozie, przy tak drobnym ciele jest zbyt wysokie. W piątek pogadałam sobie z kolegą z pracy. On z chłopakiem mają dwie świnki morskie. Najpierw kupili samca. Potem przynieśli mu kolegę i kiedy ci zainteresowali się żywo sobą, panowie wpadli w radość, że zdarzyła się szansa na milion na gejowskie świnki. Szybko okazało się, że po prostu mylnie ocenili płeć pierwszej :) Dlatego samczyk został wysterylizowany. Tak się dowiedziałam, że weterynaria poszła do przodu. Obeszłam już okoliczne gabinety i okazało się, że robią to tylko wyspecjalizowane kliniki - jednak typ znieczulenia jest bardzo specyficzny (nie zastrzyk, tylko wziew). Muszę podzwonić dalej. Przy okazji okazji dowiedziałam się, że kolega na świnki wydaje miesięcznie tyle ile ja na swoje dziecko - mają jedzenie w najlepszym ekologicznie gatunku, by się nie struć metalami ciężkimi. A ich klatka to penthaus wśród klatek :) Chyba, rzeczywiście osoby nie heteronormatywne napędzają gospodarkę :) Choć znam heteryka, który równie ceni jakość, nie oszczędzając. Kwestia charakteru.

Tagi