To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: remont

piątek, 26 sierpnia 2016
By było czysto, bywa jeszcze brudniej

Nie wspominałam jeszcze, że pod koniec urlopu przełamałam się i wreszcie po dwóch latach wahań, hamletyzowania, rozważań kupiłam nowe szafki do kuchni. Komuś może się wydać przesadą i może rzeczywiście przeginam czasem w obawą przed biedą, utratą płynności finansowej. Znamy historie ludzi, którzy odstrzelili sobie jakieś pomieszczenie w domu, potem stracili źródło dochodu i zostali z pięknymi przedmiotami i komornikiem na karku. To był główny powód powstrzymujący mnie przed wydaniem większej ilości pieniędzy. Jednak przyjaciółka podrzuciła info o całkiem tanich meblach kuchennych w pewnej sieci, sprawdziłam na stronie, przejrzałam, wybrałam sobie. Uznałam, że zmieszczę się finansowo. I stwierdziłam, że zajmę się tym.

Pojechałyśmy jeszcze do tego sklepu z Wiertką, obejrzałyśmy sobie te szafki na żywo, by ostatecznie zdecydować. Planowałam wziąć je na raty, by wreszcie stać się wiarygodnym człowiekiem dla banków. A nie kimś niepoważnym. Zapomniałam jednak, o czym szybko przypomniał mi pan w punkcie kredytowym, że mam umowę do końca sierpnia. W sumie, na jego pytanie mogłam odpowiedzieć inaczej, ale ja zachowałam się jak ktoś, kto kredytu nigdy nie brał. Szczerze. Na raty mebli kupić nie mogłam. Zapłaciłam żywą gotówką. One naprawdę były w miarę tanie.

Oczywiście, zaraz potem wpadłam w trwający ponad tydzień stan lękowy. Wydałam tyle pieniędzy, kupiłam jakieś graty i teraz stanie się coś złego. Pocieszyła mnie dobra koleżanka, też samotna matka - on musiała kupić nową lodówkę i miała podobnie. Na szczęście już mi przeszło.

Nie chciałam robić większej rewolucji. Bo przecież pieniądze musiałabym wydać i jeszcze bardziej panikować ;) Dlatego rewolucja w kuchni ma polegać tylko na wymianie mebli i przearanżowaniu przestrzeni. Kafelki na ścianach - te same, fugi - te same, płytki na podłodze - te same, boazeria na jednej ze ścian (o zgrozo) - ta sama. Typ mebli dobrałam pod kafelki, żeby jakoś współgrały. I nawet chyba z tą boazerią grają. Sąsiadka, która robi też generalny remont kuchni zarzuca mnie pomysłami - a to fugi rozjaśnić, a to boazerię przemalować. Super. Cedzę przez zęby, że nie - mnie się podoba tak jak jest. Nie mam męża, który wziął miesiąc urlopu :)

Jeszcze tylko muszę dokupić nowy okap, zlew, baterię i blat :) Stare były tak stare, że rozpadały się w oczach.

W zmianach pomaga mi tata. Biedak pracuje od 6:00 do 15:00, niby nic męczącego, bo wpuszcza samochody dostawcze, ale zawsze to jakaś aktywność. Dlatego tyle to jeszcze trwa. Po pracy codziennie sobie przyjeżdżał i skręcał jedną szafkę. Te górne zastawiły mi pokój dziecięcy. Potem bolała go noga, miał więc tydzień przerwy. Jednego dnia zdjął mi górne szafki. Gdy je opróżniałam, niestety nieopatrzenie, spojrzałam na ściany i uznałam, że trzeba je odświeżyć. Jedyny dobry moment. Ściany są puste, blaty i sprzęty opróżnione. Byłam gotowa nawet sama spróbować to zrobić, przy asyście taty, ale ten uznał, że nie dam rady. Bo coś tam, bo coś tam. Przecież nie będę się pchać. Nawet idiota by to jakoś pomalował, ale skoro mój tata chce czuć się bardziej fachowcem.

Dlatego powoli sierpień się kończy, a ja mam mały pokój zastawiony nowymi szafkami, balkon zawalony starymi do wyniesienia, duży pokój obłożony talerzami, produktami spożywczymi. A kuchnia prawie pusta i w pyle.

Sprawa jest rozwojowa. Będę być może jeszcze o tym pisać.

Umowę o pracę mam przedłużoną o rok.

Tagi: remont życie
21:00, bezcielesna
Link Komentarze (4) »
Tagi