To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: katastrofa lotnicza

piątek, 27 marca 2015
Samobójstwo rozszerzone

Zapewne wiele będzie teraz wpisów o niedawnym wypadku lotniczym. Jak okazało się, drugi pilot popełnił samobójstwo rozszerzone.

Dygresja. Ciężko mi wierzyć na najbardziej możliwe wyjaśnienia, choć cenię "brzytwę Okhama". Gdyby jednak to był splot idiotycznych przypadków - drugi pilot, po wyjściu pierwszego odruchowo zablokował wejście (bo tak się umawiali), dostał zawału. A teraz ma piętno mordercy. Wiem, miał zawał, a jednocześnie obniżył lot maszyny i oddychał. Za pokręcony ten splot.

Pojawiły się głosy protestu - jakie samobójstwo rozszerzone, to było morderstwo. I zaczęłam się zastanawiać nad tym starym terminem z czasów, gdy ludzie mieli może mniejszy rozmach w pozbawianiu się życia. I wreszcie załapałam. W samobójstwie rozszerzonym samobójca zabiera ze sobą bliskich (dzieci, starszych rodziców), bliskich, którzy w jego przekonaniu lub rzeczywiście są od niego zależni. On autentycznie wierzy, że gdy zabraknie jego osoby, jego opieki, te osoby czeka życie w męczarniach i także śmierć. Dlatego, niestety, często rodzic zabiera ze sobą dzieci. Mnie też także chwytał kiedyś strach, że gdybym odebrała sobie życie, to nikt nie zaopiekuje się moją córką, bo nikt nie ma do tego głowy i jej życie będzie tragiczne.

Rozbicie wypełnionego ludźmi środka transportu, w celu pozbawienia się życia, nie jest raczej samobójstwem rozszerzonym. Czy kierowca w depresji, który chce się zabić rozbijając samochodem o ścianę i rykoszetem przejeżdżający niechcący przechodnia popełnia samobójstwo rozszerzone? Jasne, że nie.

Dygresja. Mój blog, więc może być o mnie. Kiedyś rozważałam różne formy pozbawienia się życia i jedną z opcji było rzucenie się po TIRa na autostradzie. Proszę się nie śmiać. Chodzi o to by było szybko i 100% skutecznie :) Pomyślałam jednak, że kierowca może w ostatniej chwili próbować uniknąć wjechania we mnie, skręci, staranuje inne auta, będą ofiary śmiertelne. Ja przeżyję, zginą inni. Opcja odpadła. Obawiałam się jeszcze, że kierowca będzie załamany, że kogoś zabił, znaczy się mnie. Dlatego miałam plan przyczepienia do ubrania karteczki z informacją dla niego, żeby się nie przejmował. I zobaczyłam jak to by idiotycznie wyglądało i zachciało mi się śmiać. Może aż tak źle ze mną nie było? Nawet pozbawiając się życia, muszę się przejmować innymi.

Inną kwestią są badania psychologiczne pilotów, sygnały, czy coś było z tym mężczyzną nie tak. Podobno linie lotnicze, to już inna wersja korpo - liczą się tabelki, wyniki, zestawienia. Nie człowiek, któremu powierza się życie innych.

Rozpisałam się, więc nie będę już bardzo komentować nawiązań do ataku terrorystycznego, czy spisku. Choć idąc w politcal fiction - pilot mógł zostać zaszantażowany, zmuszony przed wylotem jeszcze do rozbicia samolotu, a stały za tym jakieś siły polityczne, które wykonały krótki telefon do głowy lub sił specjalnych jednego z państw ofiar, by wymusić jakieś decyzje. Przecież to nigdy nie wyjdzie na światło dzienne. Widać, że "Służby specjalne" Vego ostatnio oglądałam :) 

Tagi