To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: bunt pięciolatka

wtorek, 03 marca 2015
Walka o pozycję w stadzie

Będzie kilka wpisów o moim dziecku, ale pogrupowanych tematycznie.

Dziś o buncie pięciolatki, czyli kto tu jest Samicą Alfa do cholery?

W niedzielę zabrałam ją na niedaleki koncert w plenerze. W założeniu miało być krótko, przed obiadem się z nią bawiłam. Potem posprawdzałam wiersze na komputerze. Obiad. Tyle, że tuż przed wyjściem, Wiertka ponownie wymyśliła zabawę. I generalnie, ostatnio moje wszelkie propozycje wyjścia gdzieś przyjmowane są z góry jako nudne. Mała wyszła z domu rycząc, a potem mówiła do mnie idąc:

- To wszystko przez te twoje gównoty. Gdyby nie twoje gównoty, to bawiłabyś się ze mną.

 

Wczoraj wieczorem przyniosła do łóżka pięć dużych pluszaków. Śpimy razem, wiem nieładnie, zaprotestowałam przeciwko takiej ilości zabawek, kazałam wybrać jedną.

- Nie tylko ty rządzisz w tym domu!

Nadal podtrzymywałam swoje stanowisko. Rozpłakana Wiertka, gestykulując dłońmi:

- Ja się nie wtrącam w twoje sprawy. - tu pokazała ekran telewizora - Ty się nie trącaj w moje.

Uznałam, że nie ma co wykłócać się o pluszaki.

Podkreślam, że ona nie krzyczy, nie awanturuje się. Ona walczy słowem. Z opowieści rodzinnych pamiętam, że byłam podobna - słowami mojego ojca: pyskowałam :) Nie mogę więc teraz się oburzać, że dziecko ma milczeć, ważyć słowa i być trusią :) Czekam, kiedy zdecyduje się wyprowadzić, bo też jest historia o tym, jak po kłótni z babcią i ciocią postanowiłam się przenieść do drugiej babci - spakowałam nawet matki, rajstopy do reklamówki i wzięłam młodszego braciszka za rękę.

 

Sytuacja z niedzieli. Pożyczyłam od prowadzącego zajęcia na genderach książkę. Czytałam, zostawiłam na kanapie, czytałam, itd. Wieczorem zauważyłam ze zgrozą, że boczne białe kartki mają zielone ślady od kredki. Nie przyglądałam się książce uporczywie wcześniej, wykładowca ma 5/6 letnie dziecko. Jednak moja córka niedawno rysowała coś siedząc na kanapie i mogła książkę wziąć jako podkładkę. Wyjaśniłam jej o co chodzi, co mogło się stać.

- Czy porysowałaś książkę. - pytam Wiertkę

- Nie, nie porysowałam.

Wymieniłyśmy się tak zdaniami jeszcze ze dwa razy. Wpatruję się nieco dłużej w dziecko.

- Ja się uśmiecham, bo jest mi miło. - odrzekło

- Jeśli porysowałaś, to nie będę na ciebie zła.

- Nie będziesz na mnie zła, bo porysowałam?

- Ależ oczywiście.

- Nie porysowałam.

Ma zadatki na polityka.

 

Niedawno opowiadałam jej, że będą dni otwarte w szkołach w okolicy. Spytała, co to są dni otwarte? Wytłumaczyłam, że będziemy chodzić, oglądać szkoły i wybierzemy najlepszą. Moja córka:

- Ja wybiorę. To ja będę chodzić do tej szkoły. Ty nie decydujesz.

Byłby to temat na szerszy wpis - czy dziecko ma prawo decydować do jakiej szkoły pójdzie, jeśli wybiera tą z gorszych :) A wiadomo, że rankingi, punkty, egzaminy, przyszłość :) Moja córka ciągle uczy mnie nowych rzeczy. Bo czyż, jako codzienny użytkownik placówki, by nabrać ochoty na edukację, nie powinna mieć decydujący głos?

15:43, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
Tagi