To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: wiara dziecka

środa, 04 marca 2015
Dylematy religijne matki

Jestem agnostyczką, to znaczy, że nie potrafię emocjonalnie zaakceptować świata złożonego z tu i teraz. Z drugiej strony racjonalność podpowiada, że innego nie ma.

Dlatego, choć nie ochrzciłam córki, to założyłam, że będzie miała wolną rękę w wyborze drogi religijnej, czy jej odrzucenia. W dyskusjach internetowych padają też pytania, od jakiego wieku pozwalać dziecku na decydowanie? Czy na przykład sześciolatek ma prawo chcieć być ochrzczony, czy czekać aż będzie późnym nastolatkiem i pozna wszystkie konsekwencje wejścia do wspólnoty wyznaniowej?

Jest jeszcze moja matka chrzestna, jedyna ciocia jaka mi została, która stara się skupiać dookoła siebie rodzinę. I ona jest osobą głęboko wierzącą, praktykującą, udzielającą się w życiu parafii. Kiedyś często pytała o chrzest małej, mówiła, że przypominanie o tym, to jej katolicki obowiązek i modli się o to. Nawet proponowała mi, myśląc chyba, że wstydzę się już takiego dużego dziecka, że jej zaprzyjaźniony ksiądz po prostu ochrzci Wiertkę któregoś wieczoru, bez pompy i celebry :)

Na szczęście, moja ciocia nie zna chyba idei "chrztu z wody". Taka anegdotka :) Moja koleżanka w czasach liceum opowiadała nam, jak na sąsiedniej posesji mieszkali ludzie niewierzący. Jej babcia, nie mogła przeboleć, że tamtych dwoje dzieci żyje z grzechem pierworodnym. Pewnego dnia zawołała tych dwoje malców do ogrodzenia i opryskując ich wodą ochrzciła ich :) Nie wiem, kanonicznie, ja bardzo ważny jest taki chrzest :) Wiem, że jeśli "chrzczą z wody" rodzice, bo zaistniały bardzo ważne przesłanki (np. noworodek w ciężkim stanie), to po ustaniu tych przesłanek mają obowiązek jak najszybciej przeprowadzić tradycyjny chrzest z księdzem.

Bardzo długi wstęp wyszedł :) Teraz o Wiertce.

W tamtym roku, w czerwcu, dostała od mojej cioci książeczkę "Opowiedz mi Jezu". Nie będę przecież ukrywać tego przed dzieckiem. Przejrzałam. Książeczka opisująca terminy z zakresu etyki - miłość, braterstwo, itp - pod kątem etyki i pod kątem religii. Po prostu czytałam tylko akapity etyczne, a wstawki religijne omijałam. Wiertka szybko się książką znudziła i dzieło leży gdzieś na półce.

Dygresja, anegdotka :) Taką samą książeczkę dostał, wtedy jeszcze malutki, syn mojej kuzynki. Jak to żywy niemowlak rozszarpał ją zębami (Wiertka miała tak samo ze słowem pisanym). Dzięki czemu dostał od, zaprzyjaźnionego księdza (kuzynka też jest religijna), ksywę "Nergal" :)

Jednak sytuacja jest rozwojowa. Wpływ ma to zapewne fakt, że Wiertka chodzi do przedszkola o profilu ludowym, a obrzędy ludowe są mocno podbite religijnością. W grudniu były Jasełka. Inne dzieci też coś mówią, bo kiedyś córka wróciła zaaferowana.

- Jezus umarł na krzyżu, wiesz.

Dopytałam się nauczycielki. Nie było rozmów religijnych, Wiertka musiała usłyszeć to od innego dziecka.

Teraz znalazła w bibliotece książkę o dzieciństwie Jezusa. Książka napisana jest tak religijnie egzaltowanym językiem, że dokonuję akrobacji by na gorąco przerabiać tekst na coś neutralnego. Wiertka ekscytuje się tym, że Jezusowi udało się uciec Herodowi, jakby to była bajka o superbohaterze. Po jednym czytaniu książka powędrowała na półkę. Są inne.

Są pytania o zamki - kościoły, bicie dzwonów. Tłumaczę, że to świątynie, gdzie idą się modlić katolicy. A katolicy wierzą w Boga, Maryję, Jezusa.

- Ja wierzę w Jezusa i Boga.

Pada też komentarz dlaczego nie chodzimy do kościoła. A potem, że przecież byłyśmy w jakimś - tak, jako "turystki", posłuchać koncertu, obejrzeć szopki.

Zaraz będzie szkoła podstawowa, kwestia lekcji religii, potem problem z pierwszą komunią. Wiem, że z tą ostatnią nie będzie lekko - bo piękna sukienka, przyjęcie, prezenty, znam moją córkę.

Sama byłam dzieckiem, nastolatką, kobietą mocno starającą się samo stanowić o sobie, walczyć o własne zdanie. Nie wyobrażam sobie, by zabraniać czegoś dziecku w kwestiach światopoglądowych, skoro sama wymagałam uszanowania moich decyzji od rodziny.

Wiem też, że najbardziej zagorzali religijnie ludzie, to neofici, wychowani przez dużą część życia świecko. Gdy osoba ma rys charakteru poszukujący duchowości, to co byś jej nie wbijał do głowy, znajdzie wspólnotę realizującą te potrzeby. Pół biedy jeśli katolików. Na serio, bardziej się boję, że moja córka, jako dorosła kobieta może utknąć w jakiejś sekcie, albo chodzić w chuście jako oddana małżonka muzułmanina. Na prawdę, katolicy jawią mi się przy tym niewinnie.

Zaś nic tak nie odstręcza od kościoła katolickiego, jak zanurzenie w nim od wczesnego dzieciństwa :)

 

Jeszcze jedna historyjka przypomniała mi się. Młoda, siostra przyrodnia Wiertki, jest także religijna i zabiera ją czasem na mszę dla dzieci. Dziecko opowiada, że było w kościele, dostało obrazek, malowało.

- Czyli jesteś poddawana indoktrynacji religijnej? - zażartowałam

- Mamo, ale ja byłam grzeczna. - zarzeka się mała :)

Tagi