To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: druga linia metra

środa, 11 marca 2015
Linia Metra 2

Wczoraj miałam podróż życia. Wracałam z warsztatów poetyckich - najpierw linią Metra 1, potem przesiadka w linię Metra 2. O dziwo, nie pogubiłam się. Choć obawiałam się, że stacja przesiadkowa nie ma jeszcze połączeń pomiędzy liniami. To na prawdę nie byłoby takie mało prawdopodobne, znając to miasto.

Łącznik pomiędzy stacjami kosmiczny. Czułam się, jak w Odysei. Stacje totalnie w innym klimacie niż w linii pierwszej. Każda w innym dominującym kolorze. Bardzo żywym kolorze. Z napisami w różnych barwach. I mam mieszane uczucia. Jedni stwierdzą, że "pasteloza", kicz. Inni, że zabawnie, energetycznie. Może nie mam wyczucia estetycznego, ale mnie się to podoba. Czuję się rozbawiona. Plus jest taki, że trudno tam się rzucić pod pociąg, celem pozbawienia życia. Te kolorki nie licują z powagą śmierci.

Za to dziś jechałam także do pracy Metrem 2 i tu dokonałam rzeczy dla siebie typowej. Najpierw nie wiedziałam, którym wyjście wydostać się na powierzchnię. Oczywiście, wszystkie wyjścia kierowały na powierzchnię, ale tylko jedno w okolice interesującego mnie tramwaju :) Nie mam orientacji przestrzennej. Ja z tych, co to kręcą mapą ;) Wyszłam, nie tym krańcem. Ok. Zobaczyłam tramwaj. Szybko dotarłam do niego. W emocjach nie pomyślałam, by spojrzeć na wyświetlacz z przodu, bo przecież jechał w dobrym kierunku. To przecież naturalne, że zawsze przed sobą mam ulicę Kasprzaka :)

Usiadłam, wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam pisać. Od wczoraj poleciały ze mnie teksty - po ponad tygodniowej blokadzie - i teraz muszę ten moment wykorzystać. Dopiero po kilku przystankach, wsłuchałam się w komunikat zapowiadający ten najbliższy. Żytnia? Jaka, do cholery Żytnia??? Zamiast w kierunku Centrum, pojechałam w głąb Woli. Natychmiast wysiadłam. Na przystanku w jedną stronę, więc musiałam szukać kolejnego.

Trasa prawie ustalona. Wiem, jakim krańcem mam wyjść z peronu. Potem przyjdzie czas na zapamiętanie wyjścia z samej stacji :)

Jestem znana z gubienia się pod ziemią. Bardzo długi dobijał mnie labirynt podziemnych korytarzy pomiędzy Dworcem Centralnym, Dworcem Śródmieście, a skrzyżowaniem Alei Jerozolimskich / Jana Pawła II. Kiedyś wyprowadzał mnie stamtąd niewidomy kolega...

 

Jeszcze drobny up-date. Znam osoby, które nie wsiądą do Metra 2, bo obawiają się zalania w tunelu pod Wisłą. Wczoraj wieczorem trzech podrostków głośno komentowało moment przejeżdżania pod rzeką. Myślałam, że to niedobitki, ale dziś koło 7:40 na stacji i w składzie było całkiem luźno. Może osobowy z Tłuszcza jeszcze nie nadjechał :)

Gwiazdy przepowiadają mi niedługo ryzyko śmierci w wypadku w środku transportu, ewentualnie w wyniku utonięcia ;) Dobrze się składa. Jednak na przejechanie mostu samochodem nie dam się namówić. Pokonuje je tramwajem od lat, bo ten strach jest od dawna. Kiedyś miałam prawie atak paniki w autobusie :)

Tagi