To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: style rodziny

środa, 08 kwietnia 2015
Poświątecznie

Chyba nawet pisałam kiedyś o stylu życia rodzinnego jaki prowadzi mój tata i mój brat. teraz ponownie się z tym zderzyłam. I przypomniały mi się rozmowy z koleżankami na temat trudnej akceptacji pewnych zachowań u innych członków rodziny.

Od razu uprzedzę, po poprzednim wpisie, że jako dzieci, nastolatki i ludzie wchodzący w wiek dorosły byliśmy z moim bratem w napiętych stosunkach. Łącznie z tłuczeniem się. Dobrze opanowałam sztukę rzucania ciężkimi przedmiotami, bo był ode mnie silniejszy fizycznie. Tak, niektórym zapewne trudno wyobrazić sobie mnie w stanie furii, rzucającą czymś :D Chyba trzeba mieć rodzeństwo niewiele różniące się wiekiem, by to odrobinę rozumieć :) To była walka o terytorium :) Pomimo tego, mój brat jest uczciwym, lojalnym człowiekiem i zawsze mogłam na niego liczyć. My po prostu nie możemy mieszkać pod jednym dachem.

Tak jak kiedyś wspominałam, mój tata i brat nie odwiedzają rodziny mojej zmarłej mamy. Tata utrzymuje kontakt ze swoim ojcem i bratem. Mój brat spędza życie głównie w domu. I nie dlatego, że kogoś nienawidzi. Oni po prostu nie cierpią spotkań towarzyskich i rodzinnego smal-talku. Ich rodzina ogranicza się do kilku najbliższych osób, nie jest rozgałęziona. Te najbliższe osoby to żona i dzieci. Koniec. Kropka. Ja z Wiertką jeszcze się zaliczamy :)

Mój brat nie zorganizował nawet żadnej uroczystości weselnej. Odbyła się krótka ceremonia w USC (zaproszona była najbliższa rodzina, bez rodzeństwa ciotecznego, z którym mój brat miał tak samo kiedyś intensywny kontakt jak i ja), po życzeniach w urzędzie wszyscy rozjechali się do swoich domów. Żartowałam, że i tak się ugiął, bo wybrał na dzień ślubu sobotę, a nie w tygodniu po pracy. Też śmiał się, że tak byłoby lepiej.

Ma to też swoje gorsze strony. Z okazji świąt odwiedziłam także dziadka. Staruszek ma 94 lata z hakiem, ledwo się porusza, głównie siedzi w fotelu. I on co jakiś czas dopytuje mnie, dlaczego mój brat go nie odwiedza. Czy on coś mu zrobił złego? Coś jest nie tak? Dziadek świadomie lub nie lubi stosować szantaż emocjonalny, ale może w tym wieku to da się wybaczyć.

I jest mi przykro z tego powodu. Mojego brata i dziadka dzieli kilka ulic. Bez jaj - kilka minut drogi piechotą. A dziadek prawnuka widział dwa razy - raz bo spotkali się na cmentarzu, drugi raz na pogrzebie babci. Pogrzeb był ponad dwa lata temu. Dziadek prawnuczki nigdy nie widział. Mała zaraz skończy rok. Zapewne nigdy już tych prawnuków nie zobaczy. I to nie z powodu żalów, pretensji, zemsty. Mojemu bratu się po prostu nie chce, nie ma czasu, nie schodzi się.

Akceptuję styl rodzinny mojego brata. Spotykamy się 3-4 razy w roku, na cieście + kawa, dwie godziny pogaduszek i do widzenia. Jak mam potrzebę relacji społecznych, to zrealizuję ją gdzie indziej. Ludzie są jacy są.

Tylko cholernie żal mi mojego dziadka. Tak bardzo mi go żal. Byłam u brata w poniedziałek i żałuję, że zapomniałam aparatu fotograficznego. Zrobiłabym zdjęcia i pokazała dziadkowi. Nadrobię to jeszcze w pierwsze urodziny bratanicy, w czerwcu. Byle dziadek doczekał.

Powiedziałam bratu, że ma zaproszenie od dziadka. Pokiwał z uśmiechem głową i tyle. Więcej nie mogę zrobić. Uważam, że powtarzanie i dogadywanie bratu co powinien zrobić, nie pomoże, a pogorszy sprawę. A może właśnie raz powinnam mu powiedzieć, że to nie fair.

Rodzina bratowej ma nieograniczony wstęp oraz jest licznie odwiedzana. Jednak nie mogę do bratowej mieć pretensji, że dba o kontakty ze swoimi bliskim. To mój brat jest odpowiedzialny za swoją część rodziny.

Tagi