To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: mole spożywcze

niedziela, 27 listopada 2016
Zagłodzić mole

Wpis z serii mocno zaległych.

O tym, jak zagłodziłam mole spożywcze :)

Nigdy nie miałam czegoś takiego w domu. W domu rodzinnym też się nie pojawiały. Podejrzewam, że dlatego, że moim rodzice jadali głównie ziemniaki, kasze pojawiały się rzadko.

Jeszcze przed remontem latały mi ze dwa, czy trzy przed nosem, ale z braku wcześniejszego kontaktu, przyjęłam to jako koloryt kuchenny. Potem wyniosłam wszystkie rzeczy spożywcze do pokoju. Wymieniałam szafki. Załadowałam ponownie. I po jakimś tygodniu, latało tego sporo. W dodatku w kaszy pęczak znalazłam coś, czego bym zjeść nie chciała, choć zapewne było bogate w białko, a w Azji może być przysmakiem.

Dopiero wtedy zaczęłam przeglądać internet pod kątem walki z molami spożywczymi i włosy stanęły mi na głowie. Bo to cholerstwo rozmnaża się w tempie geometrycznym, acz w interwałach tygodniowych. Ludzie męczą się z tym miesiącami. Jeden napisał, że musiał wymienić szafki kuchenne na nowe, a inny... zerwał boazerię ze ściany...

Tylko blondynka odmaluje ściany kuchni, wymieni szafki kuchenne na nowe, a następnie wstawi w nie jedzenie z larwami moli kuchennych... 

Postanowiłam walczyć kompleksowo i po całości. Rozstawiłam pułapki z klejem na mole. Nie tylko w kuchni. Także w dużym pokoju i pokoju dziecka. Te cholery latały już wszędzie i wszędzie mogły składać jaja. Nawet karma dla świnek morskich jest dla nich kusząca. Przez pierwsze dni nic się nie działo i już myślałam, że to wielka ściema. Potem zaczęły się przyklejać. Równocześnie, wyszorowałam dokładnie nowe szafki, łącznie z zawiasami. 

Biegałam po kuchni ze ścierką i wybijałam, to co latało. Z papierowym ręcznikiem, gniotłam egzemplarze oddające się orgiom na ścianie i drzwiach. W rogu kuchni, nad kuchenką, zobaczyłam coś przypominające w mikroskali to, co zniszczyło statek Nostromo. Nie dałam rady dosięgnąć ręką, ale wypaliłam to zapalniczką :) Trudno, nie będę mieć już idealnego sufitu :)

Ale najważniejsze było jedzenie. Bolało to moją oszczędną naturę, ale wzięłam worek na śmieci i wrzuciłam do niego wszystko. Absolutnie wszystko - makarony, kasze, ryże, przyprawy, kakao, galaretki, budynie. Poleciał do zsypu cały kosz :( Został tylko słój z płatkami śniadaniowymi, bo miał zasysane wieczko, herbata i kawa, bo szybko schodzą i mają mocne zakrętki.

To był początek. Co z tego, że jedzenie w hipotetycznymi larwami wyrzucone. Te mole, które latały nie mogły się niczym pożywić. Postanowiłam, że dopóki będzie latać choć jedna sztuka, plus jeden tydzień, nie wstawię do szafek żadnego produktu spożywczego. Wyjątkiem były wafelki i ciastka, które - jak zdążono mnie tu poznać - żyją w moim mieszkaniu kilka godzin.

Przez wiele dni kupowałam garmażerkę do podgrzania w domu. Jeśli już coś do ugotowania, to resztę opakowania wstawiałam do lodówki. Na stole też nie mogło nic długo leżeć, bo jak wspomniałam, mole latały po całym mieszkaniu. Wiertka też była przejęta i kiedyś, po tym jak zostawiła na pięć minut żelki, płukała je pod bieżącą wodą ;) Raz w życiu się przydało, że nie jestem boginią gotowania i nie zależy mi na skomplikowanym przygotowywaniu potraw.

Po miesiącu minął tydzień, odkąd zniknął ostatni mol i mogłam uznać, że moratorium jest zakończone. Nieśmiało wstawiłam najpierw jakiś ryż, potem makaron. Dopiero po kilku dniach, odważyłam się zrobić większe zapasy. Przy okazji, zauważyłam w sąsiednim sklepie latającego mola i zanotowałam, by nie kupować tam kasz, ani ryżu.

Minął miesiąc odkąd normalnie gotuję. Mole kuchenne nie powróciły. Może będę miała szczęście i nigdy już ich nie spotkam.

Teraz mogę się chwalić, że jestem tak kiepską gospodynią, że zagłodziłam nawet mole spożywcze :)

Tagi