To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: dziecko śmierć

poniedziałek, 29 czerwca 2015
Umarnięta

Podejrzewam, że każde dziecko ma taki etap. Akurat etap 5-6 latka. Uświadomienie sobie zjawiska śmierci. Jakiś czas temu Wiertka, kąpiąc się, wyznała mi:

- Ja nie chcę być umarnięta. Nie chcę być na chmurce jak babcia i prababcia.

Bywałyśmy na cmentarzu i tam tłumaczyłam jej, komu palimy świeczkę, a na pytanie, co się dzieje z tą osobą, mówiłam, że jest wysoko na chmurce. Jako agnostyczce jakoś to mi jeszcze uchodzi. Od listopada nie zabieram już dziecka, bo ona nie chce. Nie zamierzam jej zmuszać.

Potem moja córka dodała, że nie chce bym ja była umarnięta.

Wczoraj wieczorem, przed snem, temat powrócił. Mała dopytywała się, czy ja umrę, dodawała, że nie chce żebym umierała. Pytała, czy będę żyła sto lat. Doszła do wniosku, że skoro jestem od niej starsza, to będę krócej żyć, ale nadal uznaje, że żyć będę bardzo długo.

Jest chyba szkoła mówiąca o tym, że "szczerość w naszym klubie to norma", a więc należy dziecku wytłumaczyć, że ależ oczywiście może umrzeć i ależ oczywiście rodzic także może umrzeć. Bo przecież jutro może mnie przejechać samochód, a przecież obiecałam, że będę żyć sto lat. Nie potrafię hołdować takiej szczerości. Mówię córce, że obie będziemy żyły sto lat.

Jednak przychodzi wtedy smutna myśl, że co z dzieckiem, którego rodzic na prawdę nagle ginie, albo zapada na śmiertelną chorobę? Jaki to ogromny ból. Inna okropna myśl, co jeśli wróci depresja i jak żyć zakleszczoną pomiędzy nieumiejętnością życia, a pragnieniem nie skrzywdzenia dziecka? Już nie tylko gruba kasa włożona w wyleczone zęby i potencjalny implant (nie po to sobie to wstawiam, by pakować się taka elegancka do trumny), ale też obawa o dziecko musi powstrzymywać mnie przed skoczeniem z okna :)

Inna kwestia. Jak tę kwestię rozwiązują ateiści? Jak tłumaczą dziecku zjawisko nieodwracalności śmierci? Jak tłumaczą dziecku jego lęki przed śmiercią? Jak patrzą na dziecko, czując, że jego śmierć to strata, wyrwa, dziura nie do zracjonalizowania? W problemie biologiczności życia, śmierci jako ostatecznego końca najłatwiej przyjąć to, gdy dotyczy tylko nas.

W dodatku, boję się rozważania, rozmowy o śmierci, przywołują ją. Boję się o moje dziecko.

19:56, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
Tagi