To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Otwarta Ząbkowska

niedziela, 27 sierpnia 2017
Niedzielnie - prasko

Dziś, w ramach Otwartej Ząbkowskiej, wybrałyśmy się z Wiertką na Paradę Kundelków. Pomysł świetny i bardzo w praskim klimacie. Na miejscu zbiórki fajnie było popatrzeć na te wszystkie psiaki. Zebrało się sporo osób. Samych kundelków było grubo ponad trzydzieści sztuk. Najpierw wszyscy przemaszerowali Ząbkowską, aż do terenu Konesera, gdzie była fajna łączka na drugą część imprezy. Tam odbywały się konkursy dla chętnych psiaków. Wśród jurorów był między innymi Szymon Majewski i autorka rysunków Psie Sucharki.

Dla mnie to była okazja do spotkania się z koleżanką (jedną z czytelniczek bloga) i jej suczką. Była z nami też jej kuzynka ze swoim psem. My dwie siedziałyśmy sobie na trawie i gadałyśmy, dookoła trochę osób też tak spędzało czas. A niedaleko tłumek otaczał miejsce, gdzie odbywały się pokazy. Wiertka tam pobiegła i co jakiś czas relacjonowała nam, jak wyglądają zawody. W jednej z konkurencji drugie miejsce zajęła kuzynka mojej koleżanki ze swoją suczką.

Potem miałyśmy iść na długi spacer, by odprowadzić moją koleżankę w stronę jej domu, ale zahaczyłyśmy też o "Flaki, pyzy gorące!" na Brzeskiej. Moja koleżanka była tak miła, że zaprosiła nas na obiad. Miejsce jest świetne, tuż przy samym bazarze, korzystające z dawnych klimatów praskich - w memu flaki, pyzy, knedle, kopytka. Oraz tłumy. Ani jednego wolnego stolika, a co niektórzy stali przed wejściem. Jak w bardzo dobrej, modnej restauracji - czeka się na stolik :) My zamówiłyśmy po porcji i poszłyśmy sobie zjeść na drugiej stronie ulicy, siedząc na chodniku. Jedzenie podawane jest w słoikach, owiniętych serwetką by się nie poparzyć, a je się drewnianym widelcem :) Klimat praski był. Pogoda też dopisywała, bo choć chwilę kropiło, to zaraz wyszło słońce. Ja wzięłam pyzy z mięsem, a Wiertka knedle ze śliwkami. Jak to zwykle bywa, po kilku gryzach, moja córka uznała, że jednak woli moje pyzy i zamieniłyśmy się :) Knedle były super, bo miały w środku przekrojone na pół śliwki, żadne tam marmolady, czy dżemy. Zalane były jogurtem owocowym i to sprawiało, że jednak były bardzo słodkie. Pyzy też były zacne, choć omastę z przysmażonego boczku Wiertka oddała psu :)

Poszłyśmy na ten spacer, ale dość szybko - najpierw moje dziecko, potem suczka koleżanki okazały zmęczenie i trzeba było iść do autobusu :)

A od jutra wraca lans intelektualny :)

sobota, 01 lipca 2017
Otwarta / Zamknięta Ząbkowska

Jestem fanką Otwartej Ząbkowskiej. Były już tutaj wpisy z moich wizyt w czasie tego wydarzenia kulturalnego. Dla mieszkających w innej części kraju doprecyzuję, że w poprzednich dwóch latach, w sezonie letnim, w weekendy zamykano jedną z pięknięjszych ulic mojej dzielnicy dla ruchu samochodowego. Można było sobie pospacerować, popatrzeć na różne wydarzenia, coś kupić. Zamykano na długości jednej przecznicy. I super.

Na takie miejsce trzeba mieć pomysł i po jakimś czasie zauważyłam, że głównym pomysłem staje się wystawienie stolików i leżaków kawiarni, pubów (jest ich tam sporo), wystawienie food trucków i straganów z książkami, winylami, rękodziełem. Czyli dla mieszkańca z okolicy, zarabiającego gdzieś poniżej średniej krajowej, albo w ogóle nie zarabiającego, to miejsce zaczęło się robić mało interesujące. Bardziej dla turystów.

Nadal jednak byłam zwolenniczką tej inicjatywy. Niech turyści z lewego brzegu przyjeżdżają poznawać Pragę chociażby z pozycji leżaka i piwska. Może kiedyś pójdą dalej.

W tym roku, postanowiono inicjatywę rozszerzyć. Zamknąć ulicę na okres całego lata, we wszystkie dni. Także te robocze. Oczywiście, od razu padły argumenty, że kierowcy mogą sobie protestować, bo zaangażowany społecznie człowiek jeździ autobusem. Aktywistom, umknęło chyba uwadze, że jednocześnie zamknięto - z powodu budowy metra - kawałek, tuż obok, głównej ulicy i puszczono tramwaje objazdami. Plus zamknięcie, z powodu remontu, najbliższego mostu, łączącego Pragę z resztą miasta. Pierwszego dnia Otwartej Ząbkowskiej, okolica się zakorkowała. Ząbkowska pozostała czysta i świeża. Za to ulica równoległa do niej zasnuła się smrodem spalin. I nie, nie tylko kierowców samochodów cierpieli. Cierpieli także zwykli ludzie jeżdżący autobusami i tramwajami. Po protestach, trzeciego dnia ruch na Ząbkowskiej przywrócono.

Toczyły się spory pomiędzy aktywistami społecznymi, a zwyczajnymi mieszkańcami. Bo mam wrażenie, że wszyscy ci orędownicy zamknięcia ulicy, nie mieszkają w okolicy. I odpada tu argument, że nie trzeba było sobie tam wybierać mieszkania, w takiej okolicy turystycznej. Bo okolicą turystyczną to dopiero próbują Pragę uczynić. Ludzie mieszkając tutaj w warunkach, które - w niektórych kamienicach - cofają standard życia o sto lat. Nie wybrali sobie sami tego miejsca, życie i ograniczenia finansowe ich do tego skłoniły. I ktoś mówi im teraz, że nie są zaangażowani lokalnie.

Jest także inny argument. Sens Otwartej Ząbkowskiej widzę właśnie w inicjatywach kulturalnych, które angażują także okolicznych mieszkańców - koncerty, spektakle, a nawet zwyczajny basenik dla dzieci z kupą piasku. Co się może dziać w tym miejscu, w dniu roboczym w południe, gdy większość ludzi jest w pracy? Skorzystają tylko właściciele pubów. Czy właściciele pubów podzielą się zyskiem z okolicą - chociażby w donacji na jakieś wydarzenia? Jeszcze widziałabym tam realizację pomysłów wciągającą nudzące się w czasie wakacji dzieci i młodzież.

Wysuwając propozycję Otwartej Ząbkowskiej przez całe lato, nikt nie przedstawił żadnego planu - co się będzie dziać, co może człowieka tam spotkać w środku dnia. Po prostu zamknijmy, a docelowo odetnijmy ten kawałek ulicy na dobre.

A ci mieszkańcy to tacy niewdzięczni, nie zaangażowani społecznie, tylko w samochodach się rozbijają.

Czasami warto posłuchać ludzi, którzy muszą tam po prostu żyć. 

niedziela, 28 sierpnia 2016
Weekendowo

Ostatni weekend wakacji i chyba ostatnie dni z +30 stopni w tym roku :)

W sobotę przeszłam się na spacer miejski po Pradze, pod hasłem "codziennego życia dawnej Pragi". Spacer był ciekawy i nie był ciekawy. Odbywał się w ramach Festiwalu Singera. Dla osób, które są na Pradze pierwszy raz lub słabo ją znają, ciekawostki o okolicy były inspirujące. Ja to niemal wszystko już znałam. Uznałam jednak, że nie będę wycofywać się w trakcie i potraktuję to jako aktywność fizyczną. Dwie i pół godziny wędrowania w trzydziestostopniowym upale - mam nadzieję, że jeśli nie zrzuciłam kilograma, to choć tyle wypociłam :)

Pospacerowałam po Otwartej Ząbkowskiej. Dochodzę do wniosku, że pomysł i inicjatywa są wspaniałe, ale realizacja wymaga jeszcze pracy. Bo łatwo tu ludzi przyciągnąć. Przyjdą z ciekawości. Jednak jeśli jedyne, co zobaczą, to stoiska z książkami, winylami oraz knajpy, gdzie na piwo i jedzenie zostawisz sporo grosza, to za mało. Przyjdą raz i drugi nie wrócą, bo po co im kolejne przeglądanie książek i picie piwa. Mają tu miejsce ciekawe wydarzenia, ale są mało rozpropagowane choćby wizualnie na samej ulicy. Ktoś kto wie, jak grzebać, znajdzie info na FB. Ktoś kto akurat spaceruje, może się nie połapać, co się dzieje tuż obok.

W niedzielę za to wybrałam się - też w ramach Otwartej Ząbkowskiej - na Turniej Wiedzy o Pradze. Miałam w planach posiedzieć i posłuchać. Formułę turnieju szybko trzeba było zmienić, bo zgłosiło się mało chętnych uczestników. Do tego stopnia, że sama została wciągnięta ;) Kanapę i fotele przeniesiono z ogródka BalBaru na samą ulicę. Nieoceniony Pan Mieczysław Janiszewski - skarbnica wiedzy o Pradze i kopalnia anegdotek - sam zaczepiał przechodzących i namawiał ich do wzięcia udziału w konkursie. Pytania zadawał łatwe, pomagał znaleźć odpowiedź, okraszał żartami, praską gwarą. Na pożegnanie sama dostałam dyplom za udział :)

Sam weekend był leniwy. Uznałam, że jeśli Wszechświat mówi mi - połóż się i zaopiekuj sobą, to nie będę z nim polemizować. Potem wrócę do porządków.

A za moment wróci moje dziecko z wakacji. Mają być pomiędzy 18:00 a 20:00, a jest już po 19:00.

niedziela, 07 sierpnia 2016
Weekendowo

Jakiej pogody można spodziewać się w weekend, gdy w piątek jest 30 st? ;) Oczywiście, sobotniego deszczu. A na Otwartej Ząbkowskiej miały dziać się bardzo fajne rzeczy. Tylko, że niestety wszystkie pod gołym niebem. W końcu, po 15:00 nie mogłyśmy już wytrzymać w czterech ścianach i pod parasolką, w siąpiącym deszczyku przeszłyśmy się na spacer. Wiertce akurat deszczyk nie przeszkadzał. Biegała poza parasolką.

Pomysł wyjścia z domu był fajny, choć atmosfera była partyzancka. Po baldachimem, odważni kleili kolaże, a na scenie mieli swój Wieczór Improwizacji ludzie z Pana Wigwama. Z powodu pogody tłumów nie było, więc nasza garstka zainteresowanych siedziała pod daszkiem ogródkowego baru. 

Improwizacje polegały najpierw na odegraniu pewnej scenki i zdaniu się na publiczność, jak dalej ma potoczyć się historia. Po ocenie publiczności, dalej gra toczyła się właśnie improwizacją. Potem były scenki, historyjki robione pod hasła także rzucone z publiczności. Początkowo może ciężko było się w tym połapać, ale potem wciągało. Cała gra wymagała olbrzymiego refleksu, umiejętności błyskawicznego wymyślania ripost i poczucia humoru. Bo scenkę trzeba było stworzyć w sekundę, bez namawiania się, namyślania, rozdawania ról, czy tekstów. Na koniec była najciekawsza zabawa. Dwie osoby odgrywały scenkę i każda inna mogła w dowolnym momencie zatrzymać akcję, wejść w ustawienie ciała jednej z osób i zacząć kompletnie inną scenkę - np. wzniesione do góry ręce mogły być gestem w trakcie kazania, ale także podkreśleniem euforii. Wyzwanie dla drugiej osoby w parze, bo natychmiast musiała się przestawiać na inny dialog. Nie wiem, czy dobrze wyjaśniłam. To trzeba byłoby jednak zobaczyć. Osoby z publiczności mogły się dołączyć. Ja się nie odważyłam, ale zaciekawił mnie pomysł zajrzenia na ich warsztaty.

W międzyczasie, deszcz przestał padać, zaczęło się przejaśniać i po 17:00 rozpoczął się Salon Poetycki. Czytanie wierszy przez poetów, Turniej Jednego Wiersza z całkiem zacną nagrodą w wysokości 1000 zł. Spotkałam się z AsiąJot, która przyszła ze swoim wierszem. Poezja to energia kompletnie obca mojemu dziecku, więc marudziła żebyśmy wracały do domu, nudziła się. Po godzinie wyszłyśmy, by nie naciągać jej cierpliwości. A ja zaczynam się łamać, by w końcu w jakimś turnieju poetyckim wystąpić.

Niedziela to wizyta u rodziny. Przyjechała też moja daleka kuzynka z córką, obie chyba zobaczyłam po raz pierwszy. Poskładałam w głowie szczegóły drzewka geneologicznego i ustaliłam, że nasze babcie były siostrami i mamy wspólnych pradziadków. Na pożegnanie, powiedziała mi, że wyglądam dokładnie jak jedna jej kuzynka. Już się nie dopytywałam, czy także i moja. W tamtej okolicy, jak w większości wiosek do połowy XX wieku (zanim ludzie porozjeżdżali się do miast), rodziny były rozległe, łączyły się, tasowały, łączyły znowu. Może ja i owa kuzynka mamy twarz jakiejś kobiety, która nas łączy, ale która żyła dwa stulecia temu. Dlatego historia rodziny bywa dla mnie tak interesująca.

Tagi