To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: warsztaty literackie

sobota, 14 grudnia 2013
Zachwyt

Już kiedyś wspominałam, że ktoś podesłał mi link do informacji na pewnym FP facebooka o możliwości warsztatów z Eustachym Rylskim. Trzeba było tylko wysłać tekst na hasło "Zachwyt". O jego pisaniu już było :)

Postać samego Rylskiego mnie pociesza. Do prawie czterdziestki zajmował się w życiu wszystkim tylko nie literaturą, nie ma nawet studiów. Zadebiutował z sukcesem mają 40 lat, ale kolejne rzeczy wydał dopiero po 17 latach.

Zakwalifikowali mnie. Chwilę się zastanawiałam, bo spotkanie bezpłatne, ale bilety PKP do Łodzi już nie. Co tam, jak przygoda, to przygoda. Dzień urlopu wzięty, dziecko oddane ojcu, w budżecie się jakoś zepnę. Pociąg ruszył ze stacji i czułam, że to był dobry pomysł. Jak mi tego brakowało! Podróży, przemieszczania się, ruchu, spotkania z nieznanym. Wiem, że to się zapewne nudzi, ale ja kiedyś uwielbiałam delegacje, wyjazdy służbowe. Mam w sobie coś z bohatera filmu "W chmurach" granego przez Georga Clooneya (polecam, cholernie łamiące serce).

Byłam wcześniej, trochę pospacerowałam po Piotrkowskiej, zjadłam coś, postresowałam się lekko i poszłam do kawiarni, gdzie miało być spotkanie. Bałam się, że jestem stara, dawno to ja powinnam prowadzić takie spotkania jako wielka pisarka i będę czuła się głupio. Rzeczywistość była zabawniejsza.

- Pani jest moją studentką? Nie pamiętam?

Powitał mnie organizator spotkania. O kurcze. Okazało się, że to był jakiś wewnętrzny studencki FP :D Była jeszcze jedna dziewczyna spoza, ale w wieku studenckim. Uznałam, że nie wypada uciekać i trzeba to przetrwać.

Były to bardziej konsultacje niż warsztaty. Rylski sam przyznał, że nie czuje się dobrze w roli nauczyciela pisania i o wiele lepiej radzą sobie z tym ci, którzy nie publikują. Zrobił wstęp o przyjmowaniu krytyki, która nie musi, a najczęściej nie bywa jedyną słuszną i prawdziwą, bo każdemu co innego się podoba.

Potem omawiał krótko tekst każdego i delikatny nie był. Straszny też nie, ale dawał krytyczne uwagi. O kurcze. Dotarł do mojego. Starałam się notować w głowie, choć kolega obok notował na kartce wszystko :)

- To część większej całości. Chciałbym wiedzieć, co sprawiło, że bohater tak się czuje.

I tak kilka zdań. A potem rzucił jeszcze raz okiem w notatki.

- A nie, pomyliłem się. To jest pani tekst.

I usłyszałam, że tekst jest kompletny, skończony, dojrzały, gotowy by wysyłać go do czasopism literackich, a jeśli ma ich więcej to mogę z tym iść do wydawnictw. Dopytywał się, czy już coś pisałam, wydawałam. Podbudowały mnie te komplementy. Przydaje się czasem świadomość, że to co piszę jest dobre.

W drugiej części spotkania sami zadawaliśmy mu pytania. Prowadził prosperującą firmę budowlaną, gdy w stanie wojennym wszystko stanęło. Nie było zleceń, pracy, wspólnik pił. On po miesiącu bezczynności uznał, że zamiast pić woli coś napisać. I tak to się zaczęło. Opowiadał o różnicach pomiędzy rynkiem wydawniczym za PRL a dziś. Z wielu rzeczy sama już daję sobie sprawę.

Pomiędzy konsultacjami, a kolejnym spotkaniem literackim wybrałam się na grzane wino z dwoma poznanymi dziewczynami. Okazało się, że mamy wspólnym znajomych z innym konkursów i festiwali literackich :)

Zostałam jeszcze na takie ogólne, dla wszystkich spotkanie z Eustachym Rylskim. Prowadzący jest tym typem moderatora, na przeciwnym biegunie niż ja. Zanim zada pytanie, snuje kilkuminutową refleksję na temat, pisarz mówi coś chwilę i znowu moderator snuje kilkuminutową refleksję :D Sam przyznał, że najtrudniej mu było prowadzić spotkanie z Mrożkiem, który mówił tylko "tak" i "nie" :)

Zdążyłam jeszcze - wypluwając w biegu płuca - na wcześniejszy pociąg do Wawy. W domu byłam 22:30 nie o północy :)

Warto było :)

Tagi