To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: życie lans intelektualny

sobota, 09 kwietnia 2016
Ustawa, a co to takiego?

Nie pisałam, bo chciałam się maksymalnie skupić na pewnej innej rzeczy.

Dziś się złamię, bo i więcej czasu miałam.

Było mi głupio, że od początku roku nie byłam na żadnej manifestacji, a miałam ochotę, popierałam i byłam sercem. Swoją drogą, brzmi to oszałamiająco - jedna czwarta roku za mną, a ja jestem kilka manifestacji w plecy. Ciekawy ten świat dookoła. Umówiłyśmy się z sokramką, zabrałam Wiertkę i poszłyśmy pod sejm protestować w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Ludzi sporo. Trochę znajomych. Miałam obawy, czy zabierać dziecko na takie wydarzenie, ale okazało się, że dzieci było całkiem sporo. Widziałam nawet jedno z Zespołem Downa - widać, że ktoś doskonale, w praktyce wie, że prawo wyboru, to prawo wyboru. Obawiałam się, że moja córka się wynudzi i po latach napisze w swojej autobiografii "matka zabierała mnie na feministyczne manifestacje, pamiętam uczucie przejmującej nudy". Znalazła jednak pomnik do wspinania, miejsce do skakania, a w jednym momencie nawet:

- Mamo, to też o nas. - skomentowała gdy ze sceny krzyczano "Dziewczyny, nasza sprawa" i też krzyczała :)

Jednak po godzinie wyciągała mnie do domu.

Czytałam w czwartkowej Gazecie Wyborczej artykuł opierający się o badania opinii społecznej. Badania dotyczyły ustawy. Okazało się, że najwięcej zwolenników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej jest wśród ludzi 18-24 lata. I wcale mnie to nie zdziwiło. Widzę wpisy na FB mojej chrześnicy i jej narzeczonego. Gdy koleżankom z pracy, 24 latkom, powiedziałam, że idę na demonstrację, miały obojętną minę. Pokolenie urodzone na początku lat 90tych jest w większości tradycjonalistyczne, narodowe. A ustawa?

Te kobiety urodziły się w czasach, gdy ustawa antyaborcyjna istniała. Dla nich nie ma innego świata, ograniczenie było zawsze. To naturalne. To nie ograniczenie. To norma. Nie czuły na własnej skórze tych zmian. Nie słyszały w domach, plotkach sąsiedzkich historii o zabiegach. W ich domach to temat tabu.

Teraz antykoncepcja, jeszcze, jest lepsza bardziej wszechstronna, niż 25 lat temu. Dla nas tampon był nowością i wtargnięciem awangardy w nasze ciała. Dziś pewność, że do ciąży nie dojdzie, gdy jej się nie chce, jest ogromna.

Gdy masz 20 lat, to dzieci są w całkiem realnych planach. Pragnie się ich. Jeśli antykoncepcja zawiedzie, to nic strasznego się nie stanie. Super. Będzie dzidzi po przytulanku. Dziecko bez ojca, samotne macierzyństwo, nie jest już taką hańbą dla rodziny. Tak przypuszczam.

Chore dziecko, ciężkie wady genetyczne? To dla starych kobiet. Młodym to się nie przytrafia. Gwałt? Nie łudźmy się. Każda mocno wierzy, że jej to nie spotka. Śmierć? Słodko jest umierać dla swojego nienarodzonego dzieciątka. Optyka się zmienia, gdy ma się jedno w domu i widzi się, kogo matki się pozbawi.

Efekt jest taki, że libertyńskie, ekscentryczne, odjechane to jesteśmy my 40+. Niczym Edina I Patsy z "Absolutely fabulous" :) Skojarzyło mi się, bo jedna z nich ma konserwatywną, odnoszącą się ze zgrozą do poczynań matki, córkę :)

 

Tagi