To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Muzeum Domków dla Lalek

środa, 01 czerwca 2016
Dzień Dziecka

W Dzień Dziecka ponownie spełniłam jedną z próśb córki i wybrałam się z jej klasą, jako opiekun, do kina. Chyba się wprawiam, bo nie wymęczyło mnie to już tak. Choć wzięłam na siebie eskortowanie dzieci w czasie seansu do toalety. Jak można się domyśleć, pomimo akcji "sikamy przed filmem", w trakcie też się komuś przypominało. Obejrzeliśmy "Jak uratować mamę". Bajka bardzo fajna - połączenie animacji z grafiką trójwymiarową, wzruszająca historia i w dodatku od początku do końca polska (chyba, sądząc po napisach). Na koniec walczyłam by się nie popłakać, ale ja nawet na "Królu Lwie" ryczę.

Z okazji tego dnia wzięłam w pracy urlop. Odprowadziłam klasę do szkoły, poczekałam jeszcze aż dzieci dostaną podarunki z okazji Dnia Dziecka i zabrałam Wiertkę do domu. Trochę się pobawiłyśmy i pojechałyśmy na sesję zdjęciową. 

Po co owa sesja, jeszcze napiszę. Poprosiłam koleżankę, która zajmuje się fotografią o pomoc. Zaproponowałam park, by jej nie obciążać. A ona załatwiła nam studio, razem z koleżanką zrobiły mi makijaż i normalną sesję zdjęciową. Potem podobną sesję miałam ja z Wiertką i sama mała :) Moje dziecko czuje się świetnie przed aparatem - ma swobodę fizyczną i to (czego się człowiek dowiaduje z "Top Model") proponowanie pozy. Sama się ustawia, zmienia układ, skacze, wygina. Tylko zapewne prośba, by stała nieruchomo byłaby trudna do spełnienia.

Pojechałam tam ubrana w elegancką sukienkę. Plus ten makijaż. Naprawdę sama bym się uwiodła, gdyby nie to, że są z tym spore kłopoty techniczne.

Sesja była w Pałacu Kultury i Nauki. Natknęłyśmy się na informację, że właśnie otwiera się tam Muzeum Domków dla Lalek. Wybrałyśmy się od razu. Wejście na salę wystawową już robi wrażenie - przez niewielką, kolorową, dziecięcą szafę :) Wystawa może nie zabiera dużo miejsca, ale i domki dla lalek nie są ogromne. Trochę ich było. Głównie z XX wieku. Przyznam, że to ja bardziej się tam zachwycałam, stałam przy każdym domku i kwiliłam nad detalami - garnuszkami, poduszeczkami. Jak pięknie taki domek pokazuje design - domu, mebli - jaki był modny w czasie jego powstania. A najbardziej się wzruszyłam, gdy zobaczyłam mebelki... którymi sama się bawiłam. Po prostu serce mi się ścisnęło. A emocjonowałam się tym chyba bardziej niż moje, zasypane zabawkami dziecko. Miałam ze dwa pokoiki, łazienkę, kuchnię. Pamiętam, jak z koleżanką z klasy, podrzucałyśmy sobie pomysły, jak z drobiazgu zrobić fajny element wystroju.

Tagi