To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: dziewczynki

czwartek, 23 kwietnia 2015
Dziewczęcy świat

Niedawno na pewnym ukrytym forum rozgorzała gorąca dyskusja na temat relacji pomiędzy dziewczynkami, gdzie jednym z wniosków było, że jednak bycie rodzicem chłopca jest łatwiejsze. Z tym bym polemizowała.

Jednak jest w tym dużo prawdy i argumenty "za" trafiają do mnie. Szczególnie jeśli przerabia się to w praktyce. Kiedyś wspominałam, że Wiertka spotyka się regularnie z koleżanką mieszkającą kilka pięter wyżej. Polubiły się bardzo. Aż byłam mile zaskoczona, bo dla mnie tak intensywny kontakt z drugą osobą jest klaustrofobiczny. I wykrakałam. 

Reguła jest taka, że raz jedna odwiedza drugą, potem jest rewizyta. Oczywiście, dla każdej fajniej jest jak idzie do cudzego domu :) Przed świętami nastąpiło spięcie. Bawiły się cały dzień. Najpierw u nas, potem Wiertka poszła do koleżanki. Nastał nowy dzień, już się z tamtą mamą umówiłyśmy sms-owo, dziewczynkę miał sprowadzić tata. Ja miała plany, czego to nie zrobię, jak będę miała spokój :) I tu moja córka zbuntowała się. Bo teraz jej kolej iść jako gość. Tłumaczyłam, że jednego dnia obie się wizytowały i teraz nadal jest czas na bycie gospodynią. Nie. Ona była wczoraj gospodynią, więc dziś powinna iść do koleżanki. Rozpłakała się, zaczęła krzyczeć, aż w końcu stwierdziła, że w takim razie nie chce w ogóle widywać tamtej dziewczynki. Musiałam odwoływać wizytę, tłumaczyć się. Było mi strasznie przykro, bo dziecko pewnie czekało, aż będzie mogło przyjść.

A moja córka zacięła się, uparła i pławiła w poczuciu bycia wykorzystaną. Dodatkowo uznała jeszcze, że koleżanka nie dawała jej się bawić swoimi zabawkami. Faktu, że stoi to w sprzeczności z chęcią pójścia do niej już nie wyjawiałam. Próbowałam co jakiś czas wrócić do tematu, ale Wiertka miała pamięć słonia.

Aż tu pod dwóch tygodniach uznała, że się stęskniła za koleżanką i chce ją zaprosić. Miałam mieszane uczucia, bo nadal uważam, że tak się innych nie traktuje. Relacje się pielęgnuje. Do mojego dziecka to nie dociera.

To jest właśnie te świat dziewczęcy, który z biegiem lat robi się tylko jeszcze bardziej powikłany i makiaweliczny. Z dzieciństwa pamiętam, że skłóceni chłopcy, szli "na boisko, na gołe klaty", czyli po prostu prali się pysku, by po bójce kumplować się jak przedtem. Gdy dziewczynki zakładały koterie, paczki, jedna przechodziła do drugiej, tą się wywaliło, tamtą obgadało. Sama pamiętam jakie to bywało bolesne. O ile bycie rodzicem syna to zaopatrzenie się w plastry i bandaże, to bycie rodzicem córki, to zrobienie prywatnego kursu psychologicznego.

Wracając do Wiertki i koleżanki. Spotkanie po długiej rozłące nie było sielankowe, bo okazało się, że tamta też była obrażona. Moja córka się na coś sfochowała i leżała na kanapie, ja mediowałam. Po dwóch godzinach napiętych relacji i walki o dominację, bawiły się już w najlepsze. Pomimo to, wiem, że trzeba też dopuszczać myśl, że nawet przyjaźniąc się dzieci mogą się kłócić, sprzeczać.

Jednak to zapewne nie koniec. Moja córka żali się, że jej najlepsza przyjaciółka ma już dwie inne koleżanki i z nią już się nie bawi.

14:07, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
Tagi