To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: burkini

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Ciało gotowe na plażę

Przed sezonem wakacyjnym w jednym z krajów europejskich (chyba to Anglia była) przetoczyła się fala protestów, po pojawieniu się bilbordów z hasłem "Czy twoje ciało jest gotowe na plażę?". Akcja miała na celu ukazanie praw kobiety do pokazania się na plaży takąjaką jest, do bycia akceptowaną pomimo kilogramów, cellulitu, zmarszczek.

Teraz okazało się, że tylko jeden typ Europejek ma prawo wyjść na plażę, tak jak zechcą. Przed kilkoma dniami kilka francuskich kurortów zakazało wchodzenia na swoje plaże w burkini. Ubranie ma nie podkreślać przynależności religijnej. I spotkało się to w większości z poparciem. Męskim.

A dla mnie, to inna strona tego samego medalu. Znowu ktoś nakazuje kobiecie jak ma się ubierać. Islamski mąż każe jej zakrywać ciało, francuskie prawo zmusza do jego odsłaniania. Gdzie tu miejsce na jej wolność i prawo do samostanowienia? Ja naprawdę wierzę, że są muzułmanki, dla których zakrywanie ciała jest ważne, wzmacnia ich intymność. To wcale nie pomoże w ich wyzwoleniu, bo w efekcie przestaną przychodzić na te plaże. Zabroni im rodzina, lub same nie zechcą. Gdyby ktoś próbował skłonić mnie do zdejmowania stanika na plaży, więcej bym się tam nie pojawiła. Zrozumiałabym, gdyby szły za tym rozwiązania systemowe pomagające tym kobietom uwolnić się spod wpływu męża, znaleźć szybko wsparcie, schronienie. Aby na pewno są? Czy wystarczy tylko zabronić burkini na plaży?

I jak ma to niby uderzyć w świat islamu i zapobiegać terroryzmowi? Mężczyzn nie zaboli. Jeden argument więcej, by żony i córki nie wypuszczać z domu. Męskiego życia kompletnie to nie zmieni. To jeszcze jedna manifestacja w stylu "zobaczcie, jacy jesteśmy silni", co zmienienie sobie tła w zdjęciu profilowym na FB.

Przyglądałam się dyskusjom i spora część kobiet (no dobra - feministek) patrzyła na to krytycznie. Z wyjątkiem młodych kobiet i mężczyzn. Za te pierwsze się jeszcze zabiorę. Co do mężczyzn. Nic tak nie umacnia walki z terroryzmem, jak pokazanie kto tu u licha rządzi, niż narzuceniem żonie wroga jak ma wyglądać. Gdy wroga mężczyzny to nie dotyczy i w sumie mu nie przeszkadza, bo żonę zamknie się w domu. Czy tylko mnie to pachnie Monthy Pythonem?

Co do młodych kobiet. W tym wieku prawo do rozebrania się niemal nago, zakrywając skrawkami materiału przypominającymi bardziej dwie, trzy opaski dla ślepego pirata i zesmażenie się na frytkę wydaje się szczytem upojenia plażowego. My, kobiety stare niczym ostatnie rekordy wydobycia węgla i wytopu stali, wiemy, że można się dobrze bawić na plaży także zakrywając się przed słońcem, bo blade to nowy czarny. Sama chętnie bym zamotała się w jakieś białe giezło.

I tu przechodzimy do ostatniego punktu. Gdyby w mediach pojawiło się trochę newsów o raku skóry, zmarszczkach, kilka celebrytek pojawiło się blade na salonach, a jeden projektant wypuścił na wybieg kostium plażowe sięgające ziemi, kobiety same by biegały w burkini po piasku. 

Tagi