To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: kamienice

wtorek, 16 maja 2017
Tajemnice ścian kamienic

Mam swoje dziwne hobby. Lubię rozkłady mieszkań. Nie aranżacje wnętrz, urządzanie, sztukowanie, meblowanie. To nudne. Lubię tropić rozkłady pokoi, kuchni - przyglądając się z z zewnątrz budynkom. O ile z blokami z czasów powojennych problemu nie ma - poznasz w odwiedzinach jedno przykładowe i wiesz jak rozgryźć inne z tej epoki - tak przedwojenne kamienice to wiedza ukryta. Szczególnie, że czasem dzisiejszy układ niewiele ma wspólnego z pierwotnym.

Dlatego z entuzjazmem przyjęłam zapowiedź wykładu Piotra Kilanowskiego "Rozkłady mieszkań warszawskich". Nastawiłam się na rzuty mieszkań, a nie szczegóły ogólne budynków, ale okazało się, że każda minuta tej opowieści była ciekawa.

Do omówienia wzięto sześć kamienic - trzy z lewego i trzy z prawego brzegu. Po jednej klasycznej, po jednej zawężonej (jakoś tak to szło) i po jednej narożnej. Wszystkie wybudowano w okolicach 1910-1914 roku.

Opowieść zacząć trzeba od tego, że w 1857 roku wydano rozporządzenie według którego kamienica musiała trzymać się trzech zasad: musi być sklejona bokami, nie wolno jej wystawać, wewnętrzny dziedziniec musi mieć minimum 9 metrów 14 cm szerokości / 135 metrów kwadratowych. Ostatni punkt dyktowany był przepisami przeciwpożarowymi. W takim na przykład Berlinie dziedzińce potrafiły mieć zaledwie 35 metrów kwadratowych... W związku z tym, z lodu ptaka, Warszawa wyglądała jak kwartały ulic zapełnione kwadratami kamienic. A trzeba jeszcze dodać, że była - po Petersburgu - najbardziej zagęszczonym miastem świata.

Kamienice budowane były na zlecenie kamienicznika, który wynajmował tam mieszkania. Nikt nie kupował mieszkania na własność. Nikt nie myślałam w tamtym czasach o takich rzeczach. Święte prawo do posiadania na własność swoich kątów dla każdego obywatela, to pomysł XXI wieku. Jego początki wzięły się od osiedli socjalistycznych budowanych w dwudziestoleciu międzywojennym. To robotnicy marzyli o własności. Może gdyby wziąć pod lupę kamienice w których mieszkali, baraki, oficyny, to przestałoby to dziwić. 

Bo mieszczańskie lokale były okazałe. Ich metraż dochodził do 260 m kw, średnio 192 kw, a takie minimum wynajmowane bez focha, to było 120-160 m kw. Niezłe przestrzenie. Rekord pobiło mieszkanie w kamienicy na Marszałkowskiej (pomiędzy Sienkiewicza, a Moniuszki) - 480 m kw, 12 pokoi! Minimalna wysokość powinna była wynosić 3 metry 45 centymetrów + wysokie okna. I to nie dlatego, żeby było okazale. Jeśli pomieszczenia były ogrzewane piecami, a sadza szła do góry, musiała się odkładać ponad głową najwyższego domownika.

Budynek miał dwie klatki schodowe - dwie oficjalne i dwie służbowe. Jak można się domyśleć pierwszymi wchodzili domownicy oraz goście, drugimi służba wnosiła węgiel, wodę, zakupy. W jednej z praskich kamienic wchodziłam kiedyś do mieszkania znajomej klatką dla służby i lata później na jogę klatką dla mieszczan - wstrząsające porównanie, jedna wąska, ciemna, bałam się, że spadnę, druga okazała, zakręcona, z pięknymi płytkami. Wracając do wykładu, na piętrze były cztery mieszkania - do każdego wejście było z dwóch klatek. Od strony ulicy były pokoje oficjalne - salon, w miejscu narożnym budynku, gdzie okno było najmniejsze (pomiędzy dwoma prostopadłymi ścianami) była jadalnia, dalej sypialnie, a blisko wejścia służbowego kuchnia i służbówka. Służbówka była dziuplą bez okna mającą 4-6 m kw (jak niektóre pokoje w dzisiejszej wielkiej płycie), z łóżkiem na zawiasach przykładanym do ściany. Jednak, gdy popatrzeć w jakich warunkach żyli robotnicy, chłopi, to ta panna służąca miała tylko dla siebie całkiem miły kąt. Generalnie, mieszkanie było podzielone na część dla gości i część intymną. Każde miało łazienkę, a niektóre nawet dwie. Fajnie było patrzeć na rzuty tych lokali, układ pokoi. Wyobrazić sobie, jak domownicy poruszali się w ich obrębie.

Pokazane kamienice miały już kilka pięter. Do końca XIX wieku budowano trzy piętrowe. Wysokie piętra, schody sprawiały, że mieszkanie nawet na trzecim piętrze trudno było wynająć. Jednak oto następuje przełom - w 1903 roku w Warszawie pojawia się prąd i windy. Można budować wyżej. Pierwsze windy były na agregaty umieszczone w piwnicy (specjalny komin odprowadzał spaliny). Niestety, jeszcze gdzieniegdzie zachowały się oryginalne szyby wind, ale nie została ani jedna, ani jedna, ani jedna winda. Ani jedna :( Wszystkie poszły na żyletki :(

A potem wybuchła pierwsza wojna światowa. Po niej zmienił się świat i budownictwo.

Super spotkanie.

Tagi