To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Urodziny Pragi

wtorek, 20 lutego 2018
Kinowo-muzealnie

Niedzielę także spędziłyśmy poza domem. 

W krótkim konkursiku w pewnym miejscu na facebooku wygrałam dwuosobowe zaproszenie na dowolny seans w kinie. Kino akurat znajduje się w mojej okolicy. Znowu zapomniałam o sobie i wybrałam film dla dzieci :) Poszłyśmy z Wiertka na "Gnomy rozrabiają". Moim zdaniem, film dla kategorii wiekowej 6-10 lat, choć bohaterowie mają trochę więcej - takie wczesne nastolatki. Ale wiadomo, że dzieciaki lubią historie aspirujące, czyli o starszych ;) Fabuła niby prosta, przewidywalna, z morałem, ale to w końcu rzecz dla młodych ludzi.  Mamy dziewczynę wrzuconą w nowe środowisko, próby zdobycia sympatii "popularnych dziewczyn", kolegę nerda. Jednak to tło, bo główną scenerią jest stare, dziwne domiszcze i banda krasnali w nim żyjąca. Można by pokusić się o grzebanie w symbolice - krasnale jako świat analogowy, przyrodę, to co wynika z nas, a dziwne stwory, z którymi walczą, to głęboko ukryty, pozbawiony namacalnych kształtów świat, który wciąga. Jak sieć internetowa. Nie będę się kłócić, jeśli to naciągane. Co się rzuca w oczy, to genialne sportretowanie młodych ludzi, którzy poruszają się mając non stop pochylone głowy, wgapione w ekran komórki. Nie widzą tego, co się dookoła nich dzieje, bo świat realny jest na ekranie, nie obok. Obawiam się, że akurat tego, moja córka nie wychwyciła :)

Kino było dla mojej córki, tak jak obiad w Macu potem. Dla mnie była wizyta w Muzeum Warszawskiej Pragi. Była o tym krótka dyskusja z Wiertką, która chciała się od tego wymigać i marudziła. Tłumaczyłam jej, że ja coś daję od siebie, ona coś daje od siebie. Będę jeszcze o tym pisać kiedyś, ale głównym argumentem mojego dziecka jest "Ale ty jesteś matką", czyli mam się poświęcać i rezygnować ze swoich zainteresowań.

Udało nam się zahaczyć o okres świętowania Urodzin Pragi, bo wejście do muzeum było bezpłatne. Nie można było nie wykorzystać takiej okazji. Okazało się, jak już to było widać przy okazji wizyt w innych muzeach, Wiertka dorwała audioprzewodnik i zatopiła się w słuchaniu różnych historii, eksponaty, zdjęcia kompletnie ją nie interesowały. Cieszyłam się, że cokolwiek ją w muzeum zainteresowało.

Opiszę ekspozycje tak jak są usytuowane, nie tak jak oglądałyśmy :) Zacznę tylko, że w sali konferencyjnej była wystawa okolicznościowa, która kończyła się w tę niedzielę - "Przetrwam?", zdjęcia miejsc na Pradze, które już zostały zburzone (budynków, wnętrz kamienic), albo właśnie zostają likwidowane.

Na parterze jest o Pradze historycznej. Na środku sali stoi wspaniała makieta pokazująca, jak osada wyglądała jeszcze przed nadaniem praw miejskich lub zaraz po. Widać chatki, pola, łąki, kościół i ryneczek w miejscu dzisiejszej ulicy Ratuszowej. Na ścianach są grafiki, reprodukcje, potem zdjęcia - pokazujące dokumenty, miejsca na Pradze od wczesnych wieków, aż po wiek XX. 

Pierwsze piętro, to - na razie rzecz najważniejsza: gablota z oryginalnym aktem nadającym Pradze prawa miejskie. Uważam, że dokument powinien już w Muzeum Pragi zostać na zawsze, skoro dzielnica ma swoje miejsce dokumentujące jej historię. Oprócz tego jest tam ekspozycja pokazująca historyczną Pragę, ale od strony ludzi. Na środku jest miejsce, gdzie złożone są pamiątki, artefakty przyniesione na prośbę muzeum przez mieszkańców. Może nie zawsze są to rzeczy tylko związane z dzielnicą, ale mają swoją sentymentalną wartość - medale, kieliszki, buty, przyrządy. Tam są także instalacje multimedialne, gdzie można wysłuchać historii opowiedzianych przez starych mieszkańców Pragi - o Wedlu, fabryce FSO, fryzjerze, szewcu. Przewodniki są bardzo fajne pomyślane - nie trzeba czekać w kolejce do słuchawek, tylko ma się swoje indywidualne z takim czytnikiem, którym dotyka się czujnika pod opisem. 

Drugie piętro, to wystawa czasowa - "Co słychać na Pradze". Tutaj praktycznie się słucha. Jest mapa dzielnicy z punkcikami, gdzie po przytknięciu czytnika można posłuchać odgłosów związanych z dzielnicą - lwy w zoo, chorały w katedrze, pszczoły żyjące na dachu centrum handlowego, zgiełk dworca kolejowego. Są tam tez inne stanowiska, gdzie można posłuchać opowieści o tym, jak produkuje się czekoladę w Wedlu, jak rodzą się dzieci w Szpitalu Praskim, jak odbywają się teatrzyki w Baju (oraz można pobawić się lalką). Omówione są tak najważniejsze punkty na Pradze. Dla mnie zaskoczeniem była Katedra Świętego Floriana, bo audycja zaczyna się długim chorałem śpiewanym przez młodych księży. Nie sądziłam, że będzie to takie odprężające :) Można się w tych strzelistych dźwiękach zanurzyć i unieść do góry :) W sali są krzesła, można więc sobie usiąść i posłuchać wszystkiego. Jak wspominałam to (i opowieści na pierwszym piętrze) była ulubiona część zwiedzania dla Wiertki. 

W piwnicach zaś jest ekspozycja dotycząca Pragi dziś i jej historii z ostatnich kilkudziesięciu lat. Piwnice są wysokie, jasne, tyle że - dla klimatu - ściany są obłożone cegłą. Moje dziecko piwnic nie lubi, boi się. Zostawiłam ją więc przy szatni, dałam mój telefon i sama poszłam zwiedzać. Byłam już trochę zmęczona, nie chciałam zostawiać dziecka zbyt długo samego i niestety oglądałam szybko i pobieżnie. A można by tam spędzić sporo czasu. Były zdjęcia z mieszkań praskich - nie tylko młodych, przebojowych, ale także z tych biedniejszych kamienic, zwyczajnych ludzi. Były także słuchowiska, ale czas mnie gonił. Muszę tam kiedyś wrócić.

Spędziłyśmy w muzeum półtorej godziny, ale gdyby poświęciłam części w piwnicy tyle, ile bym chciała, to jeszcze z minimum godzinę by to zajęło. Muzeum jest świetne i każdemu polecam.

Do domu wróciłyśmy po południu, bym mogła trochę posiedzieć na kanapie z nogami podwiniętymi do klatki piersiowej. Tak odpoczywał mój kręgosłup. W niedzielę nie bolał, ale miała uczucie jakby ktoś wsadził mi tam kilogramowy odważnik. Na szczęście, z dnia na dzień jest coraz lepiej. 

poniedziałek, 12 lutego 2018
Urodziny Pragi - 370

Warszawska Praga obchodziła właśnie swoje 370 urodziny jako miasto :) 10-go lutego 1648 roku, król Władysław IV Waza, na prośbę biskupów kamienieckich ustanowił tu miasto na prawie magdenburskim :)

Od kilku lat, w okolicach tej daty, dzielnica świętuje przez kilka dni. A w tym roku nawet ponad tydzień. Na większość wydarzeń się nie wybrałam, bo wieczory spędzam z dzieckiem w domu. Plan był bardzo fajny i rozległy, każdy mógł znaleźć coś dla siebie fajnego. Akurat spacery miejskie po dzielnicy już zaliczyłam, na potańcówki i koncerty głupio mi było wybierać się samej. Trochę żałowałam, że nie wybrałam się w sobotę na rekord jedzenia pyz :) Zjadło je jednocześnie ponad 370 osób :)

Za to wykłady uwielbiam i to jest mój typ energii :) Udało mi się dotrzeć na dwa. Oba miały miejsce bardzo blisko mojego domu, w pewnej klimatycznej kwiaciarni prowadzonej także przez pasjonatów historii dzielnicy. Jedno spotkanie poświęcone było ciekawostkom i przy okazji prowadzący opowiedział o dwóch, nieistniejących już kolejkach - jabłonowsko-karczewskiej i mareckiej. Obie linie należały do kolejek wąskotorowych, w dodatku (do czasów PRL) należących do prywatnych towarzystw. obie zostały zlikwidowane na rzecz poszerzania arterii, ulic. Istotnym argumentem za ich zniknięciem było także zagrożenie wypadkami (ludzie jeździli nimi "na winogronka" wisząc ze schodków) oraz kwestia ekologiczna (ogromne zadymienie). Zobaczyłam kawałek materiału filmowego z jazdy kolejką marecką i z nostalgią popatrzyłam na trasę, którą tyle razy pokonywałam autobusem, okolice gdzie mieszkałam z rodzicami. 

Na drugim wykładzie, w fajny sposób, przystępnie, przedstawił historię dzielnicy. Zaczął od ciekawej hipotezy, że to Praga jest starsza od Warszawy :) To tu najpierw osiedlali się przybysze. Z prawej strony rzeki ciągnęły się pola, lasy z dogodnym dostępem do wody i żeglugi, wyładowania towarów z łodzi. Gdy na lewym brzegu nad wodą widniała wysoka skarpa. Dobra ochronnie, co historia potem pokaże. I pierwsze osadnictwo na tych terenach, to gród na miejscu dzisiejszego Bródna. By zbudować chaty trzeba było usunąć drzewa. Ciężko było je wyrąbywać. Szybciej można to było zrobić wypalając las. Prażąc go. Stąd nazwa - Praga.

Gdyby Zygmunt II August doczekał się męskiego potomka, może Praga wyglądała by dziś inaczej. Jednak nastąpiły czasy wolnej elekcji i to na tutejszych terenach. Szlachta, duchowieństwo zaczęli wykupywać tutaj ziemie, by stawiać domy, w których można by się na czas wyborów zatrzymać. I to na prośbę duchowieństwa, król ustanowił w praskiej osadzie miasto. W XVIII wieku zaczęli ściągać także Żydzi, bo - ciekawostka - nie mieli wstępu do Warszawy bez opłacenia biletu za pobyt. A Praga przyjęła ich bez pytania. Dodam tylko, że osiedlali się nie w granicach miasta, bo to było długie wąskie, ciągnące się wzdłuż rzeki, ale tuż za rogatkami (dzisiejsza ul. Marecka). Potem te tereny - dziś Szmulki - także dołączyły do Pragi.

Z Warszawą Praga była połączona trzy razy mostami. Najpierw w XVII wieku, most drewniany (na wysokości ul. Ratuszowej), rozpinany przy brzegu (na łodziach), by przepuszczać statki. Most był niski - 2-3 metry nad wodą, więc po kilkunastu latach wczesnowiosenne kry lodowe zniszczyły go na dobre. W XVIII wieku zbudowano most na łodziach. Do dziś stoi budynek komory wodnej, gdzie pobierano opłaty za przejazd - jest tam praski Urząd Stanu Cywilnego. Przejście osoby kosztowało 2 grosze, zwierzęcia - 4 grosze, przejazd karety - 2 złote, wozu z towarem sporo drożej, a rozpięcie mostu by przepłynął statek jeszcze sporo drożej. Z opłat zwolnieni byli żebracy i żołnierze :) Na zimę most rozpinano i holowano do brzegu. Zimy były wtedy, jak zimy i po Wiśle można był bez problemu przejechać ;) I w końcu trzeci most, zbudowany w połowie XIX wieku - Most Aleksandryjski oficjalnie, ale zawsze nazywany Mostem Kierbedzia (od budowniczego), dziś na jego oryginalnych przęsłach stoi most Śląsko-Dąbrowski.

Oraz super ciekawostka - to na Pradze powstała pierwsza w Warszawie zajezdnia tramwajowa. Najpierw były to tramwaje konne, potem elektryczne. Jeszcze dziś, na budynku, na ul. Inżynierskiej, można zobaczyć oryginalne sztukaterie, obok kawałek torów, a w bramie (jeśli mieszkańcy pozwolą) ławeczkę dla motorniczych oraz tablicę na ogłoszenia. Potem zajezdnię przeniesiono na ul. Kawęczyńską.

Praga nigdy nie była spokojnym miejscem. Coś ma w sobie, co generuje napięcia. Najpierw najechały ją wojska szwedzkie, w czasie Potopu Szwedzkiego. Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej, Suworow dokonał rzezi Pragi, mordując większość mieszkańców. Miało to za zadanie złamanie oporu Warszawy - skutecznie. W roku 1868 (o ile nie pomyliłam roku, plus minus 3 lata), miasto strawił pożar. O ironio, Powstanie Warszawskie, które zrównało stolicę z ziemią, dla Pragi okazało się litościwe. Jedyną raną w obrazie dzielnicy było wysadzenie w powietrze Katedry św. Floriana. Wieść niesie, że katedra ocaliła sąsiedni Szpital Praski. Niemcy wysadzić chcieli oba budynki, jednak świątynia okazała się na tyle mocna, że dynamitu zużyto jak na dwie budowle. Za to potem, polityka lokalowa, wobec mieszkańców, sprawiła, że dzielnica stała się jedną z tych mrocznych, niebezpiecznych, zaniedbanych.

XXI staje się dla Pragi czasem, kiedy wreszcie nikt nie najeżdża, PR się poprawia. Tylko, czasami, niestety, w starych kamienicach wybuchają pożary... Niby jest spokojnie, ale dzielnica ma ochotę na kolejną awanturę.

Na wykładzie padło jeszcze sporo fajnych informacji, ale wpis byłby strasznie zagracony. Wybrałam to, co było dla mnie najciekawsze :)

wtorek, 07 lutego 2017
Urodziny Pragi 2017 - inauguracja

Nie wiem, co tkwiło w głowie króla Władysława IV, że nadał wioseczce Praga prawa miejskie w środku zimy. A wtedy trzaskająca musiała być bardziej. Do wiosny poczekać nie mógł? I teraz musimy, wariaci, świętować w śniegu i mrozie :)

Tegoroczne obchody rozpoczęły się już wczoraj wykładem o Pradze w filmach. Odbywało się to w "To się Wytnie". Knajpa z klimatem, fajna. Jednak jak większość lokali na Nowej Pradze ma pewną wadę - brak ogrzewania połączony z wysokim sufitem. Był jeden grzejnik olejowy, ale to dość mało. Zebrało się sporo ludzi, atmosfera była prasko-rozrywkowa dzięki nieocenionemu Pani Mieczysławowi Janiszewskiemu i jego ferajnie.

Wykład był bardzo fajny, z fragmentami filmów. Karol Bulski, prowadzący, wybrał - z ponad stu pozycji - kilkanaście tytułów, których akcja albo plenery były wzięte z Pragi. Opowiadał o scenariuszach, a nawet - przy okazji oglądania "Rezerwatu" dzielił się własnymi wspomnieniami z wynajmowania mieszkanek w praskich kamienicach. Przy okazji dowiedziałam się, że najbardziej znana, najczęściej na świecie oglądana polska ulica jest właśnie tu na Pradze Północ, na Nowej Pradze. To ulica Mała. Dzięki swoim kamienicom, zabudowie jest sceną dla wielu plenerów w filmach o drugiej wojnie światowej, latach przedwojennych. 

Wytrzymałam ponad dwie godziny. A pomimo kubka gorącej herbaty, moje ciało stopniowo wytracało ciepło i zaczęło troszeczkę dygotać. Wiem, że metoda tylko pogarsza sprawę, ale przydałby się duży kubas grzanego wina ;) Po powrocie do domu, weszłam do wanny z gorącą wodą, by się wyparzyć.

Dziś pogoda się nie poprawia i nadal jestem zmarznięta.

W sobotę, Karol Bulski, poprowadzi spacer miejski śladami scenerii filmowych, a zainteresowanych świętowaniem zapraszam do przejrzenia programu ;)

http://www.twoja-praga.pl/info/informacje/5199.html

https://www.facebook.com/events/324460981283435/

 

czwartek, 05 lutego 2015
Piany dostaję

Piany dostaję. Nie jestem kompatybilna z nowym szablonem bloxa, a chyba taki był dostępny gdy zakładałam praskilajftajl. I tło fajnie wygląda, więc szkoda byłoby przechodzić na stary. Kiedy wklejam tam tekst, to pojawia się granatową czcionką na czarnym tle. Nie daje się go edytować. I tak jest nie pierwszy raz. A dziś blox ma chyba grypę żołądkową.

Wrzucam dziś od rana program obchodów Urodzin Pragi jest nieczytelny. Jest tego też za dużo, by przepisywać.

Podaję tutaj i podlinkuję.

 

Sobota, 7 lutego:

• „Ludzie, miejsca, historie - spacer w 367. urodziny Pragi” - start godz. 11.00 pod Katedrą św. Michała i Floriana.
Spacer z przewodnikiem miejskim. Prowadzi: Adrian Gajewski (Spacerkiem po Warszawie)
W ramach obchodów Urodzin Pragi zapraszamy na spacer, na którym przybliżymy jej historię od czasów nadania praw miejskich przez Władysława IV aż po współczesność. Powiemy o najważniejszych praskich budowlach – tych istniejących, jak kościół św. Floriana czy cerkiew i tych które nie dotrwały do naszych czasów, jak synagoga. Opowiemy o fabryce kamieni młyńskich, praskich kapliczkach i bazarze Różyckiego, na którym zakończymy spacer. Na miejscu złożymy Pradze życzenia i poczęstujemy się praskim przysmakiem.

• „Życzysz sobie pyzę?” - godz. 12.00, Bazar Różyckiego
Będzie okazja złożyć Pradze życzenia, zaśpiewać Sto Lat i spróbować jak smakują kultowe praskie pyzy.
Za każde złożone życzenia mieszkańcy dostaną porcję tradycyjnych pyz „z Różyka”. Życzenia będą następnie publikowane na portalach i stronach internetowych.

• Koncerty i prezentacje urodzinowe - godz. 17.00, ArtBistro Stalowa52
- Prezentacja o rewitalizacja kamienicy przy Stalowej 52
- Koncert Kapeli Praskiej - godz. 17.40.
- „Gwara Warszawska... czyli o co się detalycznie rozchodzi" - godz. 18.40
Wykładzik o tym jak się w naszym ukochanym Syrenim Grodzie nigdyś mówiło. A może nadal się mówi? Gwara warszawska to swoista esencje charakteru stolicy. To przebojowość, humor i cwaniackość. To wszystko, co sprawiło, że miasto wciąż trwa i się rozwija. Chcemy zainteresować warszawiaków, zarówno tych rodowitych, jak i flancowanych, gwarą warszawską. Chcemy ocalić od zapomnienia język Warszawy, pokazać, że "warsiaska nawijka" zasługuję na uwagie. Prowadzi: Martyna Górska, Stowarzyszenie Gwara Warszawska
- Koncert „Teściowa Śpiewa” - godz.: 20.00
Teściowa i zięć kleją warszawsko-folkową nutę z mocnym odniesieniem do współczesności w warstwie tekstowej. Jednym słowem muzyczne naturszczyki.
- „Praga okiem Kolekcjonerów”
Zdjęcia praskich zakamarków wykonane przez członków Stowarzyszenia Kolekcjonerzy Czasu. Będą prezentowane podczas koncertów.
- „Praga po żydowsku”- Zdjęcia pozostałości po praskiej społeczności żydowskiej wykonane przez autorkę bloga „Warszawa po żydowsku”.

Niedziela, 8 lutego:

• Zabawy edukacyjne dla dzieci i młodzieży. Godz.: 12:00 - 15:00, 8 Stóp, ul. Ratuszowa 2.
W programie liczne gry i zabawy dla dzieci, konkursy i zabawy z nagrodami oraz mały poczęstunek dla dzieci.
• Spacer z przewodnikiem miejskim "Nowa Praga w urodziny starszej siostry" - godz. 12.00 skrzyżowanie Targowej i Wileńskiej. Prowadzi: Rafał Dąbrowiecki (Butem po Wawie)
Urodziny Pragi to dobra okazja, by poznać też jej młodszą siostrę. Młodszą, choć nie można powiedzieć by Nowa Praga jako dzielnica miała jeszcze mleko pod nosem. Pierwsze zabudowania w tym rejonie zaczęły się pojawiać już w latach 60-tych XIX w. a w 1891 r. włączono ją do Warszawy. Tak jak Stara Praga otrzymała rozwojowego kopa w związku z oddaniem do użytku linii kolei petersburskiej i terespolskiej, tak w przypadku Nowej Pragi przesądziło to o jej powstaniu w ogóle. Zapraszam na spacer po tym fascynującym miejscu. Towarzyszyć nam będą stare kamienice, pozostałości dawnych budynków fabrycznych i ten specyficzny robotniczo-kolejowy klimat.

Poniedziałek, 9 lutego:

• Cykl wykładów dotyczących historii i znaczenia nadania praw miejskich Pradze 10-02-1648 r przez Króla Władysława IV.
Cykl wykładów dla uczniów i wychowanków kilku ośrodków na terenie Pragi, dotyczących historii Pragi (nadanie przywileju lokacyjnego, znaczenie i symbolika Herbu Pragi). W celu powtórzenia i zapamiętania wiedzy, po każdym wykładzie zostanie przeprowadzony konkurs z nagrodami.
• „Prażanin to brzmi dumnie”
wykład himalaisty Piotra Cieszewskiego dla wychowanków "Klubu Alternatywnego"
Lokal: Klub Alternatywny przy ul. 11-go Listopada 17/19
Godzina: 18:30

Wtorek, 10 lutego:

• Ogłoszenie wyników konkursu „Laurka na Urodziny Pragi” przeprowadzonego w czasie ferii zimowych w ośrodku ZOW im. Kazimierza „Dziadka” Lisieckiego.
• Godzina: 16.00 Uroczysta Sesja Rady Dzielnicy Praga-Północ w ZS Nr 15 przy ul. Jagiellońskiej 38.
Godzina: 16.30 Program artystyczny
• Wykład: "Miasto po drugiej stronie rzeki… O miejskości Pragi i nie tylko", godz. 18.30, Muzeum Warszawskiej Pragi

19:59, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 lutego 2013
Urodziny Pragi - wieczór trzeci

Wieczoru drugiego urodzin Pragi nie było z tego powodu, że sił nie miałam. W planach było wyjście na kabaret praski i imprezę w praskim klimacie - rzut beretem od mojego domu. Miałam zamiar nawet sama tam zajrzeć i trochę się pokręcić, a potem okazało się, że znajomi będą. Skończyło się na tym, że w sobotę obudziłam się zmęczona, słaniając się na nogach ogarnęłam mieszkanie i poszłam znowu na trzy godzinną drzemkę... Popołudniu się rozkręciłam, ale uznałam, że moje ciało coś chce mi powiedzieć.

Za to w niedzielę, wczesnym wieczorem, czy późnym popołudniem (zależy jaką porą roku na to patrzeć) wyszłam z domu. Najpierw DSH i jego "Kawa Kino Warszawa" - krótki film dokumentalny, z rzadkiego wtedy gatunku interwencyjnych o budowie domu kultury na Targówku, która to budowa od ośmiu lat nie może się skończyć ("Gdzie diabeł mówi dobranoc", 1956), "zawiedliśmy ich towarzysze". Ciekawe zdjęcia Targówka, jego pól i łąk,  drewnianych domków - świat który znikł. Po nim fabuła "Warszawskie gołębie" (1988) o rodzinie przenoszącej się z walącego, drewnianego domku na Targówku/Bródnie na czternaste piętro betonowego blokowiska Ursynowa. A z nimi kilkanaście gołębi głowy rodziny, które zamieszkają w eleganckiej loggi :) Ciekawa argumentacja - to mnie może obszczać piesek w windzie, a potem razem z innymi obsrać trawnik przed blokiem, ale to moje gołębie brudzą i śmierdzą :)

Z DSH relokowałam się do Domu Policjanta na wykład z okazji Urodzin Pragi o kryminalistyce i zagadkach kryminalnych. O samej Pradze było tylko pobocznie, bo obecny był emerytowany praski policjant - w porównaniu z latami 80tymi, czy początkiem 90tych Praga Północ jest dzielnicą spokojną i bezpieczną. Media niedawno podawały, że w rankingach może w napadach nie jesteśmy na końcu, ale w rozbojach i kradzieżach tak. Niestety, okazało się, że nie jest to efekt łapania i wsadzania złych ludzi w wieloletnie miejsca odosobnienia. To rezultat uporczywego uprzykrzania im życia i wypychania w inne dzielnice, bo kraść gdzieś muszą... Inna sprawa, to dość bliskie relacje sąsiedzkie, które utrudniają kradzieże w mieszkaniach - widać, gdy kręci się obcy (sama kiedyś udaremniłam wejście do mojego bloku, w środku dnia, jakimś dwóm dziwnym typom).

Za to było wiele fajnych ciekawostek na temat zbierania dowodów na miejscu przestępstwa, mnóstwo informacji o np. śladach linii papilarnych (nie mówi się odciski palców), które mogą się przydać przy pisaniu kryminału :) A co tam - napiszę :) Ślady można rozróżnić na męskie i kobiece/dziecięce (tu już trudniej zawyrokować). Można także ustalić, czy ślad palca jest świeży, ma kilka dni, czy kilka miesięcy. Lepiej, można także ustalić, czy był to odcisk martwej ręki i od jak dawna - komentarz policjanta "widział pan rodzynki?", a także czy to nie jest silikonowy odcisk linii papilarnych, który ktoś przycisnął. Coraz trudniej pisać o zbrodni doskonałej :)

Dostaliśmy także radę z gatunku Perfekcyjnej Pani Domu! Jak zmyć - nie życzono nam oczywiście takiej sytuacji - ślady po... cholerka nie pamiętam jak ta substancja się nazywała, po tych opiłkach aluminium, którymi zbiera się ślady linii papilarnych. Otóż należy posmarować miejsce wazeliną, kremem dziecięcym i ściągnąć ręcznikiem papierowym :)

Smaczków było jeszcze trochę, ale może dla siebie zachowam :)

Na obu spotkaniach były tłumy, głównie stałam, bo już nie znalazłam dla siebie krzesła.

Z innej strony :) Praga Północ jest spod znaku Wodnika ;) I tak na prawdę dopiero chyba od niedawna to się ujawnia, gdy dzielnica postawiła na kluby, kawiarnie, pracownie artystyczne i festiwale kulturalne. Korpo zagłębie to tu nigdy nie będzie ;) A Era Wodnika już tuż tuż, chyba w następnym tygodniu się zaczyna ;) Choć już pięć dekad temu do wymiotów śpiewano o tym w musicalu "Hair" i człowiek myślał, że EW już nastała. A tu siurpryza - to dopiero przed nami.

sobota, 09 lutego 2013
Urodziny Pragi - wieczór pierwszy

Raz na jakiś czas napiszę coś, co dokładniej określa miejsce w którym żyje :) Co to za Miasto, co to za Dzielnica :)

Praga Północ obchodzi w niedzielę swoje 365 urodziny, rocznicę nadania praw miejskich. Już drugi rok bawię się na obchodach tego wydarzenia.

Najpierw wykład w Muzeum Pragi o niektórych eksponatach. Ciekawie opowiadano o budynkach, kawiarenkach które już nie istnieją. Był tam też element kolorytu lokalnego. Kręciło się początkowo troje jakiś dzieciaków, wyszli zabierając ze sobą po ciasteczku. Po chwili jeden chłopiec wrócił przyprowadzając koleżankę. To po ciasteczku. Nie mija kilka zdań wykładu, a wpada na salę kilkoro dzieciaków. Po ciasteczka :)

Potem szybki spacer w inną część dzielnicy, do klubowego zagłębia, gdzie w Kawiarni Chmury były dwa fajne wydarzenia. Pierwszym miał być wykład o gwarze praskiej, który okazał się opowieścią o historii dzielnicy, pokazywaniem archiwalnych zdjęć.

I teraz akapit, może dwa moich osobistych refleksji. Irytują mnie komentarze purystów warszawskich wspominających, że prawy brzeg to nie Warszawa, to inny świat. To chyba jedyny taki przypadek w historii socjologii miasta, gdzie podział przez rzekę, jest jednocześnie podziałem w głowie. Tak, Praga została przyłączona do Wawy dość późno. W takim razie czym jest dziś Ursynów, jak nie zabudowanymi w XX wieku krowimi polami ;) Można dojść do absurdu i za "prawdziwą" część miasta uznać Starówkę z przyległościami.

Jestem "słoikiem" (dla warszawskich purystów), wyrosłam i wychowałam się w "sypialni Warszawy", niedaleko jej granic. Zamieszkanie na Pradze Północ nie było dla mnie czymś strasznym, bo przez lata to była dla mnie Warszawa, prawdziwa, jedyna, niepowtarzalna. Pamiętam czasy, gdy funkcję galerii handlowej (takich Złotych Tarasów) pełnił bazar Różyckiego, na którym można było dostać wszystko. Szło się i robiło wielkie zakupy. Tam kupiłam sukienkę komunijną, ze wszystkimi dodatkami. Potem obiad w słynnej "Oazie" :) Czasami zakupy w PDT-cie, czy "Prażance". Dziś, prócz prażan sercem, te nazwy nic nie mówią, bo obiekty totalnie zmieniły swoje przeznaczenie. Patrząc na zdjęcia w czasie wykładu, widziałam swoje dzieciństwo. Pamiętam, gdy rósł blok, w którym teraz mieszkam - wjeżdżając pociągiem (ach, pod powieką trzymam resztki wspomnień dawnego dworca Wileńskiego i tamtych hot-dogów z paloną cebulką) na stację widziałam rosnące z piętra na piętro budynki.

Dobra, oprócz tego mieliśmy swoje złe mity o Pradze - Brzeska, "trójką bermudzki, oraz praskie dziewczyny, które podobno potrafiły wypić pół litra jednym łykiem ;) Wybacz sokramko ;)

Dziś moja córka jest praska od pierwszego oddechu, bo nawet odważyłam się rodzić w praskim szpitalu :)

Wykład cieszył się wielkim zainteresowaniem. Miałam szczęście, bo załapałam się na ostatnie niemal krzesło. Stojący ludzie wypełniali wolne miejsca pod ścianami, siedzący na podłodze pomiędzy krzesłami - jak piasek wsypany do słoja z kamieniami. Pod koniec ustąpiłam miejsca pewnej starszej pani, a sama zwinęłam się w paragraf na podłodze.

Ostatnim punktem piątkowych obchodów był kabaret kukiełkowy oparty na opowiadaniach Wiecha.

Przy okazji spotkałam znajomych ze studiów i mogłam sobie jeszcze pogadać. Na jednego z kolegów natknęłam się w kolejce do toalety. W pierwszej chwili go nie poznałam, gdy widziałam go kilka lat temu miał jeszcze włosy sięgające ramion i przypominał wikinga. Okazało się, że nadal mieszka dwa bloki ode mnie.

To jeszcze nie koniec obchodów urodzin wodnikowatej Pragi Północ, bo weekend się jeszcze nie skończył.

wtorek, 14 lutego 2012
Człowiek Matka

Nie jestem Matką Polką. Człowiekiem Matką jestem. Trudno.

Ostatnio Były nigdzie nie wyjeżdżał, więc mogłam sobie wyjść w kilka miejsc, z dzieckiem chorym na rotawirusa dwa dni posiedział. Bardzo miło z jego strony. Zaczęłam się obawiać, że Wiertka więcej czasu z nim zaczyna spędzać i zaraz dostanę od niego pozew o alimenty. To i tak nie jest szczyt moich możliwości, bo gdybym miała możliwość, to codziennie się dzieje coś fajnego w mieście. Starałam się to teraz jakoś wyważyć.

Zastanawiałam się też ile potrwa ten "miesiąc miodowy", bo że się w końcu skończy, to pewne. A spytać się nie mogę, bo to wścibskie, nieeleganckie i jak to miałoby brzmieć? "Zerwaliście ze sobą / Ona ma teraz ważniejsze sprawy / Nie masz pieniędzy na bilet / Masz dozór policyjny i nie możesz opuszczać miasta?". Już widzę tę agrafkę wystającą z jego tyłka i to "nie wiem, nie wiem, skąd mam wiedzieć, co będę robić za trzy dni". Nawet Jarosław Kret nie wie.

No to teraz "mm" się skończył. Były wyjeżdża i musi, musi. Akurat kiedy mam pierwsze zajęcia, dziewczyny ze stowarzyszenia dopytują się mnie, który termin warsztatów mi odpowiada, żebym mogła je wesprzeć. Te wszystkie wykłady, wieczory autorskie to duperele, bo mogę sobie z nich zrezygnować, świat się nie zawali. W takim układzie nie mogę za bardzo - zapisać się do lekarza, umówić ze znajomymi na kolację, do kina.

Może jak on znowu wróci do tygodniowych interwałów wyjazdowych, to będę mogła ponownie sprawy ogarnąć.

Jeszcze napiszę o niedzielnym zakończeniu urodzin Mojej Dzielnicy - wernisaż zdjęć "wczoraj i dziś". Zdjęcia "wczoraj" były głównie z lat 60tych, ale zdarzały się też i takie z przełomu 70/80tych, czyli czasów, gdy odbywałam pierwsze podróże do Miasta. Podróże w celach zakupowych - na Bazar, czyli taki podmiejski szyk "pret a porte" lub do PTDu, czyli świata "haute couture". Dziś zamykam oczy i pod powiekami widzę jeszcze tamte miejsca, tamten zgiełk. Tamten Dworzec. Po wystawie były jeszcze opowieści o ulicach dzielnicy, budynkach.

Tagi