To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Kawiarnia Naukowa

poniedziałek, 13 marca 2017
Seksualność niczym damska torebka, cz. 2

Jeszcze tylko jedna ciekawa rzecz związana ogólnie z seksualnością i preferencjami, jaką wyniosłam z wykładu doktor Długołęckiej.

W Polsce mamy przyjęte trzy orientacje seksualne - hetero, homo i bi. Okazuje się, że w latach 60tych, Kinsley - pół wieku temu (sic!) - wyróżnił ich kilka poziomów. My jeszcze do tego nie dotarliśmy. I tak była: orientacja ekskluzywna hetero (osoba absolutnie nie miała nigdy i unikała kontaktów homoseksualnych), przypadkowy epizod homoseksualny (osoba dała się skusić, czy też ponieść chwili, okazji), nieprzypadkowy epizod homoseksualny (osoba świadomie spróbowała kilka razy seksu z osobą tej samej płci), biseksualizm, homoseksualizm. Jak widać, od jednego numerku, nikt homoseksualny się nie staje. W sumie dość intuicyjne.

Jak wspomniałam, to było już pół wieku temu. Bo oto, w latach 90tych - dwie dekady temu, w zachowaniach seksualnych wprowadzono rozróżnienie na komponent instrumentalny (zachowania) i emocjonalny (zaangażowanie). Idąc tym tropem - by być osobą homoseksualną lub biseksualną, nie wystarczy uprawiać seks z osobami tej samej płci, ale trzeba także wchodzić lub być gotowym na związek emocjonalny z osobą tej samej płci. Czyli mężczyzna, przebywający w miejscu odosobnienia na koszt podatnika, sypiający z kolegą z celi, bo obaj są samotni i wygłodniali - nie jest homoseksualny. Kobieta chodząca do sobotę na imprezy LGTB i wychodząca z nich z nową koleżanką na jedną noc, nie musi być ani lesbijką, ani biseksualistką, jeśli nigdy nie zaangażowała się relację emocjonalną z kobietą, ani nigdy o tym nie pomyślała.

Okazuje się, że bycie bi nie jest wcale takie proste ;)

Ciekawa jestem, co w takim razie można powiedzieć o osobie uprawiającej seks, ekskluzywnie, z osobami tej samej płci - komponent instrumentalny, ale która nigdy nie zaangażowała się emocjonalnie? Czy istnieje możliwość istnienia osoby, która jest aktywna seksualnie, ale na pytanie z jakiej płci osobą weszłaby w związek, odpowie, że nie ma pojęcia i nie obchodzi ją to?

I na wykładzie doktor, oraz w opracowaniach, podawanych badaniach, nie podano jeszcze jednej orientacji seksualnej, która zaczęła od niedawna dochodzić do głosu - aseksualnych. Bo jeśli popęd seksualny jest charakterystyczny dla wszystkich ssaków, jest składową ludzkiego temperamentu i na skali może co najniżej być gdzieś koło zera, może nie być wyznacznikiem zachowań seksualnych? Teraz zapewne wydaje się to dziwne. Zobaczymy, co powiedzą naukowcy za kilka lat.

A przypominam, że Polska ciągle jest na etapie hetero, homo, bi, gdzie możesz zostać gejem, bo przytuliłeś się do kolegi i twierdzić, że jesteś biseksualna, bo raz dałaś się chłopakowi namówić na trójkącik z koleżanką.

piątek, 10 marca 2017
Seksualność niczym damska torebka, cz. 1

Czasami różne ciekawe rzeczy zbiegają się w czasie. Dzień Kobiet uczciłam wizytą w kinie na "Sztuce kochania" - ekscentrycznie, bo wybrałam się z kolegą gejem, który w dodatku zapłacił za oba bilety i przyniósł ciasteczka czekoladowe.

Film mi się strasznie spodobał, a że jestem łatwo wzruszająca się, to nawet w niektórych momentach trochę łzawiłam ;) Polecam każdemu, kto jeszcze nie oglądał, a jeszcze będzie miał okazję. Fakt, że reżyserowany przez kobietę w czasach Marszów Kobiet, bardzo mocno podkreśla właśnie kobiecą siłę i solidarność. Walkę o prawa kobiet do przeżywania seksu równie radośnie, co mężczyźni. Pakt i wsparcie żon członków partii uznałabym za wątek wymyślony, gdyby nie to, że Wisłocka sama o tym opowiadała. Miała Zespół Aspergera - Aspi nie wymyślają, nie konfabulują :) Magdalena Boczarska, znana dotąd z obrzeży dobrego kina (w rolach teatralnych jej nie widziałam) stworzyła wspaniałą postać. Szczególnie sceny na samym końcu, wywiad z Wisłocką - to totalne przeobrażenie w inną osobę. Ona stała się Wisłocką.

Na marginesie dodam tylko, że na Marsz Kobiet nie poszłam - byłam na niedzielnej Manifie. Trudno. Spędziłam resztę dnia z dzieckiem.

Za to w czwartek byłam na wykładzie Kawiarni Naukowej, doktor Alicja Długołęcka opowiadała o "Współczesnym spojrzeniu na seksualność kobiet". Chyba nie uda mi się poruszyć wszystkich ciekawych wątków w tym wpisie. Wykład był w większości opowieścią o badaniach nad seksualnością kobiet od wieku XIX. Dużo rzeczy mi znajomych, ale fajnie posłuchać. Wychodzi na to, że do pewnego momentu każda z kultur - chrześcijaństwo, islam, hinduizm postrzegała popęd kobiety jako większy, ale też trudniejszy do okiełznania. Jako, że to co męskie było punktem odniesienia dla normy, konsekwencje tego były różne - od posądzeń o czary, przez wędrującą w histerii macicę, po wycinanie łechtaczek dla uspokojenia. Dopiero XIX wiek uznał, że kobieta jest aseksualna i nie odczuwa pożądania. Ciekawe jak wyglądał ten proces, który do tego doprowadził? W końcu jeszcze w XVIII wieku panie dość swobodnie sobie poczynały.

Wiek XX to badania nad seksualnością - Masters, Johnson, Kinsley. Jednak to dopiero przełom wieku XX i XXI to czas, gdy badania przejęły kobiety. I wreszcie sprawa ruszyła do przodu.

Bo dotąd seksualność człowieka, to była seksualność mężczyzny. Jak szachownica. Prosta. Akcja, reakcja. Jeden, zero. Podniecenie, plateau, orgazm, odprężenie. Pudełeczka, szufladeczki. A okazało się, że seksualność kobiety jest jak dywan turecki, jak damska torebka. Elastyczna, wszechstronna, płynna, podlegająca w czasie zmianom natężenia pożądania. Podniecenie, plateau, orgazm... i czasami większe podniecenie. Żadne tam odprężenie. W najlepszym wypadku powolne opadanie pożądania. Nic dziwnego, że kobiety były uważane za nienasycone. Już w "Młocie na czarownice" o tym pisali ;)

A o innych przemyśleniach z wykładu, będzie w innym wpisie :)

wtorek, 18 października 2011
Czy muzułmanka może być modna?

Tata Wiertka zjechał do miasta, zajął się dzieckiem, a matka, czyli ja poszła w miasto (co zamierzam kontynuować ile się da).

Dotarłam, choć spóźniona, na wykład Kawiarni Naukowej, która w tym miesiącu miała dość kontrowersyjny temat: "Muzułmanka: modna i religijna?". Prowadziła go Katarzyna Górak-Sosnowska. Z jednej strony było to intrygujące, bo bo krótkim przeglądzie ubrań dla "świata zewnętrznego", czyli burek, nikabów, hidżabów, czadorów (chętne/i mogli przymierzyć), można było zobaczyć ubrania i bieliznę jakie noszą muzułmańskie kobiety w "świecie domowym" (dla męża, rodziny, przyjaciół). Czyli pełen wypas odzieżowy - kuse sukienki, wycięte bluzki, stringi, niekiedy bardzo frywolne. Odwrotnie niż w naszej kulturze, gdzie przed wyjściem z domu kobieta robi się na bóstwo, by w czterech ścianach snuje się w stroju bardzo, bardzo casual (w formie najbardziej skrajnej, to wyciągnięty podkoszulek i spodnie od dresu).

Na sali były kobiety muzułmanki, które opowiadały potem o zwyczajach i życiu, starając się bronić swojej kultury i jej praw.

Być może jest to kultura opresyjna, zmuszająca lub skłaniająca mocno kobiety do noszenia określonych ubrań. Zastanowiłam się jednak, czy ja aby na pewno żyję w takim cudownym świecie? W świecie bez ścisłym norm kulturowych? Czy można wyobrazić sobie kobietę Zachodu, która w upalne lato wyjdzie z domu w krótkiej spódnicy, topie na ramiączkach i... nie ogolonych nogach i pachach. Nie golonych, nie od kilku dni, tygodni, ale miesięcy, tak by zaprezentować dorodny busz. Nie ma żadnych nakazów, norm prawnym, policji higienicznej, a mimo to chyba 100% kobiet raczej weźmie dzień wolny i zamknie się w domu, niż tak pokaże.

A dziś rano jadąc do pracy czytałam ostatnią "Panią" i krótki komiks z Magdą Cielecką w roli głównej, gdzie ona też mądrze zwracała uwagę, na terror depilacji, który nas opanowuje - prawdziwie bliski, intymny, fajny związek jest dopiero z facetem, przy którym można być niewydepilowaną. Tylko jak bardzo nie wydepilowaną :D

Na koniec, dla mnie najfajniejszy punkt tamtego wieczoru - prezentacja dwóch reklam. Jak zareklamować szampon, gdy nie można pokazać włosów modelki? Jak zareklamować Viagrę, nie odnosząc się bezpośrednio do seksu pomiędzy mężczyzną i kobietą? Co za wyzwanie dla agencji reklamowej.

W pierwszym przypadku mamy krótką historię, kręconą urywanymi scenkami zbliżania się do siebie młodej dziewczyny i chłopaka (wiemy, z pierwszej scenki że ona ma umyte, świeże, pachnące włosy pod hidżabem). W drugiej widzimy męskie dłonie próbujące wbić słomkę w przykrywkę na kubku (takim w jakim podaje się napoje w fast-foodach), a słomka gnie się, wygina. Wreszcie w kolejnej scenie dłonie wbijają twardą słomkę bez kłopotu ;) I scena ostatnia w reklamie - panorama wielu kubków ze słomkami w środku :D

Tagi