To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Kongres Kobiet Polskich

wtorek, 20 września 2011
KKP drugi dzień

Wpis zaległy za niedzielę.

W niedzielę zostawiłam Małą pod opieką ojca i starszego rodzeństwa, pojechałam na drugi dzień III Kongresu Kobiet Polskich. Serce bolało, bo paneli było tyle, że organizowano je równoległe, a wiele było ciekawych. Najpierw miałam dylemat pomiędzy "Opuszczone przez los, czy przez państwo - problemy feminizacji opieki w Polsce", a "Los i decyzje, Opowieści kobiet". Jako samotna matka doświadczana albo przez los, albo przez państwo, wybrałam to pierwsze. Okazało się, że głównym tematem była kobieca starość - jako, że kobiety żyją dłużej, wypracowują mniejsze emerytury, to częściej dotykają je problemy związane z ubóstwem. Czułam się trochę jak na wykładzie z czasów studenckich, albo na tamtych panelach naukowych. Efekt był taki, że zmieniłam panel, a tam był całkiem inny przepływ energii, jakiś fajny flow :) Henryka Krzywonos, Dorota Gardias (pielęgniarka, nie pogodynka ;) ), Monika Itoya, Jadwiga Król opowiadały swoje historie. Potem robiły to inne kobiety z sali. Dla mężczyzn może to wydawać się miałkie i jałowe, ale takie budowanie więzi jest fajne.

Z kolejnym panelem był ból, płacz i zgrzytanie zębów - aż cztery fajne: "Ja kobieta, ja pisarka", "Kobiety robią kulturę - doświadczenie twórczyń", "Równościowe rodzicielstwo, równościowe dzieciństwo", oraz "Edukacja seksualna i niepłodność w Polsce roku 2011". Jak wybrać?! Pierwsza eliminacja - zostają dwa pierwsze. Pisarką już nie będę, twórczynią kultury może - wybieram drugi panel. Panel był taki sobie, ale trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona. Moderowała Beata Stasińska, obecni byli: Joanna Wowrzeczko-Warczok (zajęcia kulturalne z dziećmi w Cieszynie), Justyna Bargielska (pisarka, prowadziła warsztaty), Agnieszka Gajewska (warsztaty w Poznaniu) oraz Edwin Bendyk ("Polityka", wsparcie teoretyczne).

Najbardziej w pamięć wbiła się Bargielska swoimi kontrowersyjnymi lub niefortunnymi wypowiedziami. Najpierw skrytykowała młode matki, z którymi prowadziła warsztaty pisarskie, bo chciały być głaskane, a "sztuka musi boleć". Jak musi, to się jej nie proponuje grupie społecznej, która potrzebuje czegoś innego niż "ból", bo to już ma. Potem była kwestia niewykształconych świetliczanek i nie wiadomo było, czy to wg niej źle, bo opiekują się dziećmi, czy nieistotne, bo trzeba je motywować. Na koniec było krótkie spięcie z Wowrzeczko, co do edukacji dzieci - W jest za wspieraniem talentów, B twierdzi, że nie każde dziecko musi być utalentowane. Każda pań mówiła dobrze, ale czasu nie było na wyjaśnianie - ważne jest by w każdym dziecku wyłuskać jakiś talent, bo to je motywuje do rozwoju, inwestowania w siebie i może uczyni z niego kiedyś np. dobrą, profesjonalną, zadowoloną z życia fryzjerkę. Z drugiej strony, nie ma nic bardziej frustrującego niż matka, który umyśliła, że jej dziecko zostanie pisarką/malarką/tancerką/kimś kim chciała być mamunia, ale je nie wyszło. A czasem warto nauczyć kogoś być "szczęśliwym przeciętnym".

Wróciłam do domu razem, a zaraz za mną Mała, z jej ojcem, Młodą, Młodym. Eks zrobił wszystkim obiad, a ja się jeszcze sekundę zdrzemnęłam. Tamci pojechali, a Młoda na pożegnanie przytuliła się. Może jednak miło mnie wspomina, bo czułam lekki smutek, że ojciec znowu zmienił kobietę, a dzieci przyjęły to bez refleksji.

Miałam jeszcze opisać Festiwal Nauki, ale za dużo już czasu i miejsca ten wpis zajął. Potem.

sobota, 17 września 2011
KKP vol. III i kinderbal vol. 2 ;)

Pierwsza część dnia, to wycieczka w Wiertkiem na III Kongres Kobiet Polskich. Nie robiłam wielkich planów, bo zdaję sobie sprawę, że to co jest interesujące dla mnie, może być nudne dla mojego dziecka.

Dygresja. Ale pewnie już pisałam o zapewnieniach innych, jak to dziecko nie zmienia trybu życia. Gratuluję dobrego samopoczucia. Nie zmienia, jeśli ktoś nie liczy się z jego zdaniem. Koniec dygresji, bo szkoda wpisu.

Najpierw trafiłyśmy na kącik dla dzieci :) Mała wsiąkła tam na długo, a ja nie miałam serca ją zabierać. Byłam z małą. Nie chciałam zostawić ją bez mojej opieki i nie po to tydzień roboczy trzymam ją w żłobku, by w weekend znowu oddawać ją obcym ludziom. Tak, bo przecież pojawienie się dziecka nic nie zmienia :P  Przeszłyśmy w końcu na Salę Kongresową. Znalazłam fajne miejsce - na samym końcu, przy ścianie. Wiertek biegała pomiędzy pustymi kanapami, przejściem za fotelami, zahaczała o schodki, a ja rzucałam okiem na widownię. Obserwowałam wystąpienia. Nagłośnienie było dobre. Moje dziecko było twarde - 45 minut tam kursowało: przejście, puste fotele, schodki, przejście, fotel, schodki, fotel, przejście, schodki, schodki, fotel, przejście, fotel, fotel, fotel. Miałam dla niej chrupki, co motywowało ją do interesowania się tym miejscem. A ja już przywykłam do chłonięcia kultury i wydarzeń społecznych w ciągłym ruchu, w podzielnej uwadze ;)

W końcu uznałam, że nadwyrężam uprzejmość mojego dziecka oraz siedzących w ostatnim rzędzie (być może uczestniczki forum "Bezdzietni z wyboru") i znowu, na jakiś czas, trafiłyśmy do kącika zabaw.

Moja córka będzie mogła się pochwalić, że pierwszy KKP spędziła w brzuchu mamy, drugi - na jej rękach, trzeci - biegając po Sali Kongresowej. Ewentualnie interesować ją to nie będzie, bo światopoglądowo po jej prawej stronie będzie już tylko ściana :)

Powrót do domu na obiad i jedziemy na pierwsze urodziny mojego bratanka, czyli kinderbal. Prawie przed drzwiami domu solenizanta zorientowałam się, że... zapomniałam prezentu. Tak to jest, jak cała energia idzie w złapanie dziecka by - przewinąć, przebrać, założyć buty. Brat sam po niego podjechał, dałam mu klucze od mieszkania :)

Impreza była typowo rodzinna - mój tata, mój brat, rodzice, rodzeństwo jego żony, nasze dzieci. Ciepło. Tęsknię za takimi spotkaniami. Lubię takie.

Wiertek dostała od dziadka gadającą lalkę niemowlę i spacerówkę dla lalki (jeszcze nie rozpakowana). Moja córka lalką pointeresowała się chwilę, by rzucić nią o podłogę. Resztę popołudnia spędziła bawiąc się samochodzikami i piłkami swojego brata ciotecznego :) Oraz, jak zwykle, wierciła się i była w ciągłym ruchu. W opozycji do kuzyna, który praktykuje stoicyzm życiowy :)

Tagi