To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Miasto w Budowie

piątek, 21 października 2011
Zasoby i osoby, czyli jak mieszkać, gdy nie ma gdzie i za co

Jednak wyszłam wczoraj z domu. Wieczorem mój poziom energii życiowej podskoczył na skali. Normalne u mnie.

W ramach Festiwalu "Miasto w budowie" (można się domyśleć jakie, ale konsekwentnie nazw miast i bliskich osób precyzować tu nie chcę) byłam na panelu dyskusyjnym "Jak mieszkać? Mieszkania czy osiedla kontenerów?".

Obecni jako eksperci i mądre głowy byli - Katarzyna Łęgiewicz z zarządu mojej dzielnicy, Adam Grzegrzółka z zarządu dzielnicy sąsiedniej (obie w zasobach mieszkaniowych mają więcej budynków komunalnych niż deweloperskich, spółdzielczych), Radosław Barek, architekt, Marek Bryx były prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, oraz Piotr Styczeń z Ministerstwa Infrastruktury.

Dużo mądrych głów, dużo okrągłych zdań, pięknych frazesów. Powtarzały się dwa ważne hasła - "uelastycznienie najmu": dziś mieszkanie komunalne, to wieczna "własność" rodziny, która je dostała, dziedziczone z pokolenia na pokolenie bez względu na sytuację finansową ludzi i dochodzi do sytuacji kuriozalnych (opowieść Grzegrzółki o prezesie spółki notowanej na giełdzie, który zajmuje mieszkanie komunalne, czy o rodzinach które mają domy pod miastem). Takie umowy powinny być, co jakiś czas, renegocjowane. "Wynajem nie jest straszny" - doprowadzić do sytuacji, gdy rodzina na każdym poziomie stopy życiowej może wynająć mieszkanie, czy od gminy, czy na rynku prywatnym (domy czynszowe). "Bezpieczeństwo" - ludzie mają potrzebę wykupywanie mieszkań komunalnych, mają potrzebę własności, bycia na swoim. Nie znam statystyk, ale podobno w innych krajach europejskich mieszkania na wynajem to 80% rynku. To Polacy mają silną potrzebę posiadania.

Ciszewski zwracał uwagę na wyśrubowane limity powyżej których nie można już dostać mieszkania komunalnego, oddawania kamiennic spadkobiercom byłych właścicieli.

Spotkanie miało być o pięknych frazesach i postulatach, więc nie dyskutowano o tym, że ceny mieszkań na wynajem są wyśrubowane, niepewność mieszkania w nich na dłużej, a w końcu - nikt nie buduje domów czynszowych dla klasy średniej. Inną sprawą jest, że dziś wystarczy ledwo dotknąć czubkami palców dłoni, stojąc na wyciągniętych palcach stóp - ledwo dotknąć średniego wynagrodzenia by stać się klasą średnią, zbyt bogatą na mieszkania komunalne, zbyt dobrze żyjącą na wszelką pomoc.

Przeglądam czasem w necie dyskusje na ten temat i różne grupy ludzi, różne podejścia do tego tematu:

  • podejście promowane przez prof. Bryxa - po co posiadać mieszkanie na własność, wynajem jest dobry, daje wolność, mobilność, co najważniejsze wolność od obciążeń kredytem, wahań kursów walut (dziś stać cię na 30 letni kredyt, za 10 lat niekoniecznie lub będziesz tkwić w toksycznej pracy tylko dla zarobków, które umożliwiają spłatę kredytu); kwestia zdobycia dachu nad głową, to wyłączne zmartwienie człowieka
  • własne mieszkanie to wolność - wolność od kaprysów najemców, windowanych stawek, bo wynajmowane mieszkanie musi się zamortyzować, rata kredytu tylko trochę przewyższa koszt najmu; tu też kwestia wynajmu mieszkania, to wyłącznie zmartwienie człowieka
  • państwo powinno zapewnić mieszkanie słabiej zarabiającym obywatelom; mieszkanie to zmartwienie całego społeczeństwa, które na mocy umowy społecznej uznało, że będzie wspomagać jednostki, którym wiedzie się gorzej (nigdy nie wiesz, czy jutro to nie będziesz ty).

Widzę, że dwie pierwsze grupy ostro krytykują przywileje mieszkaniowe udzielane tej trzeciej. Dlaczego tylko niektórzy są obarczeni ciężarem finansowym? Z drugiej strony, zawsze będą zawody opłacane stawkami, za które nie uda się opłacić dachu nad głową. Nie da się żyć w społeczeństwie złożonym ze specjalistów IT, menadżerów, pijarowców. Ktoś musi sprzątać nam biura i mieszkania, obsługiwać w sklepie, punktach usługowych, uczyć nasze dzieci, itd.

Ja należałam do pierwszej grupy, po części z wyboru, po części z konieczności - moje zarobki nigdy nie pozwolą mi na kupno mieszkania, choć nie jestem biedna. Miałam to szczęście w życiu, że na dom ciężko pracowali - także własnymi rękoma - moi rodzice i dzięki temu ja teraz mam własne mieszkanie, bez kredytu. Za to czuję się zobowiązana pomóc kiedyś mojej córce. Tylko jak?

Tak oto dotarłam do tematu Wiertki, która rano jeszcze delikatnie pokasływała, za to wieczorem i w nocy miała już silne ataki suchego kaszlu. Zostawiłam ją w żłobku obiecując, że odbiorę jeszcze przed drzemką i zbieram się teraz do rozmowy z szefem, który zgodził się niedawno byśmy jeden dzień w tygodniu mogli pracować w domu.

Tagi