To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Ryszard Siwiec

niedziela, 30 września 2012
Przedstawienie trwa dalej, czyli jak spłonąć na oczach 100 tys ludzi, by o tym nie pamiętali

Miało być zbiorczo o Festiwalu Nauki i "Jednym dniu w PRL", ale wczorajsze popołudnie było tak mocne, że będzie dziś tylko o wydarzeniu Domu Spotkań z Historią.

"Jeden Dzień w PRL" to cykl wydarzeń, organizowanych przez DSH wokół filmu dokumentalnego Macieja Drygasa o tym samym tytule. Wziął na warsztat jeden zwyczajny dzień, w którym nic ciekawego się nie wydarzyło - 27 września 1962 roku. O filmie później. Na spotkania w czwartek i piątek nie dotarłam, żałuję, ale byłam z małą i nałożyły się inne rzeczy.

W sobotnie popołudnie, gdy przedarło się przez marsz w obronie telewizji Trwam - robił wrażenie - obejrzeliśmy w małej salce kina "Rejs": "Usłyszcie mój krzyk" i "Jeden dzień w PRL".

Pierwszy dokument dotyczy Ryszarda Siwca, który w akcie protestu przeciw najechaniu Czechosłowacji spalił się na Stadionie Dziesięciolecia w czasie uroczystości dożynek - 8 września 1968 roku. Mocne. Moje pierwsze refleksje, jeszcze przed filmem - to histeryczne, egzaltowane, bez sensu. Wiedziałam o wydarzeniu tyle, że było. Ktoś w filmie ciekawie zauważył, że gdy płonie buddyjski mnich jest to głębokie i duchowe, gdy polski intelektualista, to objaw nierównowagi psychicznej.

Nie chcę rozpisywać się do zanudzenia, ale najciekawszymi częściami filmu były opowieści, na tym samym stadionie po trzydziestu latach kilku świadków tego wydarzenia. Spiker radiowy najpierw mówi jak trudno relacjonować przez radio tańce ludowe, jak opowiedzieć słuchaczom tak by ten taniec widzieli. Wymyślili więc, że ich słowa będą w rytmie muzyki - rozwleczone przy polonezie, żywsze przy mazurku. Piękne. Wybiegam do przodu - Maciej Drygas opowiada, że przesłuchiwał taśmy wiele razy, przesłuchiwał by zauważyć choćby drgnienie w głosie, pauzę, zawahanie, gdy na trybunie płonie żywcem człowiek. Nie ma tam czegoś takiego. Pełen profesjonalizm. Spiker tłumaczy się, że jak miał mówić słuchaczom o czymś takim, gdy w tle ciągle leciała muzyka ludowa... I, że co to za pomysł podpalać się w czasie tańców, w czasie przemówienia Gomułki trzeba było... Starsza pani, która przywiozła uczniów, by zatańczyli na płycie mówi, jak to kazała im się tam nie gapić, tylko wyjść i zatańczyć. Teraz ich kolej była. Czy można zaburzyć tok uroczystości? Ówczesna młoda studentka opowiada o tamtych chwilach, podsumowując: błękitne niebo, tańczący ludzie, nagle płonie człowiek, zabierają go, niebo jest nadal błękitne, ludzie nadal tańczą, zrozumiałam, że to nic nie dało.

Mocne siedem sekund taśmy, jedyne jakie zostało, gdzie przez siedem sekund widać płonącego Siwca. Mistrzowsko zmontowane, bo puścić siedem sekund, ale w kawałkach - za każdy razem inny fragment kadru, najważniejsze zostawiając na koniec. Widzimy ludzi chwytających się za głowę, ktoś odbiega na bosaka trzymając buty w dłoniach, ktoś biegnie z marynarką, ktoś zakrywa sobie usta dłonią. Widzimy tańczące na płycie dziewczynki a na ich twarzach płacz, odwracają w bok głowy, ale tańczą dalej. Wreszcie na koniec widzimy środek kadru, siedem sekund płonącego, wymachującego ramionami i krzyczącego coś człowieka.

Przeskoczę na chwilę drugi film i przejdę do dyskusji po spotkaniu. Był Andrzej Werner i sam Maciej Drygas. Werner bardzo ciekawie opowiedział o atmosferze, która panowała w latach sześćdziesiątych, o tym czymś, czego ja nie mogę już sobie wyobrazić. Dla mnie czyn Siwca jest egzaltowany, ale wpisywał się w duszną, zakłamaną, zamkniętą atmosferę tamtych czasów. Ja wychowana na kilku kanałach tv, gdzie każda opcja się wypowie, internecie, FB, w czasach gdy każdy news po sekundzie jest w niemal wszystkich zakątkach świata, nie ogarniam tego co się wtedy działo.

Opowieść Drygasa o odkryciu historii Siwca, historii ukrytej i zapomnianej w kraju na trzy dekady, o docieraniu do szczegółów, kręceniu materiałów była fascynująca. Może nawet bardziej niż sama historia. "Człowiek z marmuru" to przy tym nic. To jest temat na film, powieść sam w sobie. Przemknęło mi przez głowę - jeśli widzisz w tym temat, to idź do Drygasa i zaproponuj mu, że napiszesz ;) Taki tylko kawałek. W filmie słyszymy nagranie-przesłanie Siwca. Zostawił przyjacielowi kasetę magnetofonową, z prośbą by po wszystkim dostarczył ją gdzie trzeba. Jednak przyjaciel się przestraszył i zakopał ją w ogrodzie. Po samospaleniu Jana Palacha, które odbiło się echem na świecie, postanowił jednak kasetę upublicznić. Pojechał z Przemyśla do Warszawy i wszedł do Ambasady Brytyjskiej, czy inne podobnej placówki z prośbą by rozesłali to dalej. Ci jednak uznali go za prowokatora i odesłali do... polskiej instytucji dziennikarskiej. Nie mając pojęcia co dalej, poszedł na pocztę. Tam przez przypadek znalazł katalog wysyłkowy pewnej zagranicznej firmy. Wysłał kasetę na ich adres, z prośbą o przesłanie do Radia Wolna Europa. Wiem, w jakim języku to napisał, jakim cudem ono wzięli to na poważnie? Jednak kaseta do RWE trafiła, a ci złamali zasadę potwierdzenia materiału z dwóch źródeł i manifest wyemitowali. Dziwaczne? To wyobraźmy sobie, że mieszkamy dziś w Korei Północnej i chcemy zawiadomić świat o pewnym wydarzeniu. Proste? Niekoniecznie.

Jako podsumowanie. To w Czechach mówiło się o samospaleniu Siwca, to tam jako pierwszy został odznaczony, to tam dostał ulicę. W Polsce raczej milczano. Zatkało mnie, gdy dowiedziałam się na tym spotkaniu, że w maju obok Stadionu otworzono uliczkę imienia Siwca i odsłonięto jego pomnik. Ta informacja, gdzieś zaginęła w potoku innych, a to przecież kilka ulic ode mnie. Ważniejsze było, by nie psuć radosnej atmosfery Euro 2012 - czy to nie zabójczy chichot historii? Historia zatacza koło. Przestawienie musi trwać dalej.

Rozpisałam się strasznie, więc niestety krótko o "Jednym dniu w PRL". Pomysł świetny - znaleźć zapiski, materiały z tego jednego właśnie dnia. Materiał filmowy w tle był z okresu zbliżonego, nie z tego jedynie dnia. Mamy tam list żony do męża w wiezieniu, list syna z wojska, notatki z obserwacji figurantów przez służbę bezpieczeństwa, książki skarg i zażaleń, dzień z pamiętnika młodej mężatki i wiele innych dokumentów. Ludzkie radości, smutki, dramaty. Coś niesamowitego. O kulisach powstawania tego dokumentu, Drygas także opowiadał.

Dziś dalsze dwa filmy dokumentalne Drygasa w kinie "Rejs" i dyskusja, ale ja już nie będę mogła tam być. Jak ktoś zdąży przeczytać mój wpis i będzie miał wolny wieczór, to zapraszam ;)

Tagi