To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Tydzień Mózgu

piątek, 14 marca 2014
Marcowo

Dziś jest pierwszy dzień, kiedy czuję się wreszcie zdrowa. I problemem nie był kaszel, czy katar. To nie one komplikowały mi życie. Kłopot był z jakimś ogromnym osłabieniem. Czułam się jak balonik, który zaraz oderwie się od ziemi i uleci w powietrze. I to jeszcze byłaby drobna niedogodność. Rzuciło się także na moje reakcje intelektualne. Miałam błyskotliwość kury. Jak na złość, w tym tygodniu miałam trzy rozmowy w sprawie pracy. Jedną jakoś przetrwałam, druga wolałabym by się w ogóle nie wydarzyła, bo sprawiałam wrażenie mało sprawnej intelektualnie, na trzeciej poległam na banalnych pytaniach logiczno-matematycznych. Na tą trzecią miałam także przygotować się z treści pewnej ustawy i wypadło tak sobie. Choć gdy ustawę czytałam pierwszy raz w poniedziałek, nic nie rozumiałam. Z tych spotkań mam wspomnienia jak przez mgłę, jakbym była wtedy pod wpływem alkoholu albo jakiś środków :/

Za to w środę byłam na wykładzie, który odbywał się w ramach Tygodnia Mózgu. Tematem były "Genetyczne podstawy chorób mózgu". Omawiane były Choroba Huntingtona, Alzheimera, padaczki, choroby intelektualne. Szkoda, że czasu nie starczyło na chorobę Parkinsona. Dzień przed Wigilią zmarła na nią babcia Wiertki i chciałabym wiedzieć, jak duże jest ryzyko, że moje dziecko też na to kiedyś zachoruje. Albo jak duże jest ryzyko, że będzie się zajmować chorym na to tatuśkiem. Z całego cyklu spotkań, to tematycznie było najciekawsze dla kogoś, takiego jak ja, kto aż tak nie pasjonuje się neurologią, biologią, ale lubi ciekawe rzeczy.

Z ciekawostek. Mamy w sobie 3 000 000 000 par zasad (słownie: trzy miliardy) i wystarczy błąd w jednej parze, by wystąpiła poważna choroba. To tak jakby człowiek musiał jednym ciągiem przepisać na komputerze trzy miliardy słów i nie wolno mu było zrobić ani jednej literówki inaczej tragedia. Co się dziwić, że w praktyce, co druga ciąża kończy się poronieniem w pierwszych dniach po zapłodnieniu. Byłam kiedyś na konferencji poświęconej temu problemowi i jeden z lekarzy opowiedział, że testowo zbadano kiedyś genetycznie kilka poronionych zarodków i okazało się, że mają tak ciężkie wady genetyczne, że uniemożliwiałoby to nawet samodzielne funkcjonowanie poza łonem matki.

Inna ciekawa rzecz - każdy z nas jest nosicielem co najmniej pięciu chorób genetycznych (więc "przepisywanie" nie jest wcale takie perfekcyjne), tyle że są recesywne. Problem zaczyna się, gdy spotkają się dwie osoby recesywne tej samej choroby - rodzi im się chore dziecko. To dopiero loteria życiowa.

Znam jedną chorobę, której jestem nosicielką :) Daltonizm :) Mój tata jest daltonistą. Jeszcze w liceum, na lekcjach z genetyki i dziedziczenia zorientowałam się, że jako córka mam ten gen uśpiony, do przekazania dalej dzieciom. Mój hipotetycznych syn miałby 50% szans na daltonizm.

Ostatnia ciekawostka dotyczyła Zespołu Downa i mozaiki. Nie chcę pisać tutaj bzdur, to dość skomplikowane, ale mozaika, to chyba taka łagodniejsza forma ZD. Trisomia jest wtedy tylko w części genów ciała. Niesamowita rzecz jest taka, że zdarza się mozaika tak rzadka, że dana osoba nawet nie wie, że ją ma i prowadzi zwyczajne życie. Zespół Downa ujawnia się dopiero u jej dzieci. Piszę za prowadzącą, bo po szybkim przejrzeniu internetu widzę, że takie historie są przyjmowane przez rodziców dzieci z ZD z rezerwą, bardziej jak "miejskie legendy". Rzadka mozaika ma w sobie potencjał na literacką historię :)

Tagi