To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Dni Darwina

sobota, 27 lutego 2016
Darwin

Sobota spędzona z dzieckiem na Dniach Darwina, które odbywały się na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Nie taka cała. Bo najpierw się wyspałyśmy. Potem ona oglądała bajki, a ja czytałam w łóżku. A na koniec coś jeszcze ogarnęłam przed południem.

Dni Darwina to wykłady dla dorosłych i warsztaty dla dzieci. Siłą rzeczy, trafiłam na te drugie. Lepienie wulkanu, zabawa w planety, malowanie dinozaurów oraz lepienie amonitów. W holu było stanowisko, gdzie studenci, czy też pracownicy wydziału pokazywali chętnym czaszki różnych ssaków, czy skamieliny. Mnie powaliła czaszka suma. Nie wiedziałam, że to taka ogromna ryba. Czaszka delfina też była ciekawa.

Próbuję się odstresować po tygodniu pracv i przed nowym tygodniem. Pracy jest w tej chwili dużo, jest stresująca. Jednak to taki miły stres, gdy na końcu jesteś wypompowana, ale z uczuciem, że zrobiłaś kawał cholernie dobrej roboty. Tak jest dziewiętnastką z dwudziestu moich klientów. Małe firmy, średnie firmy, korporacje. A ta dwudziesta to moloch, państwowy, a gorsza jest niż cały Mordor warszawski do kupy wzięty. Mam wrażenie, że jestem ostatnim ogniwem jakiegoś łańcucha, przez który idzie fala wkurwu z gabinetu na Krakowskim Przedmieściu osoba po osobie w dół. W piątek po południu zostałam tak przeciągnięta (co z tego, że roboty dużo, stresu dużo, ciągle coś nie tak), że wróciłam do domu i zadzwoniłam do przyjaciółki. Zazwyczaj to ona dzwoni to mnie i płacze. Ja gdy mam problemy, to przegryzam je sama niczym spirytus pigwę. Teraz jednak zadzwoniłam i 13 minut ryczałam do słuchawki. A ona była zachwycona, że nie tylko ona jest rąbnięta. Mówiła banały, jakie się zazwyczaj mówi, ale nie da się mówić nic z sensem w takiej sytuacji. Dopiero teraz, po 24 godzinach wchodzę w fazę "czy warto się tym tak przejmować?".

Tagi