To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: sylwester

sobota, 31 grudnia 2016
O 2016

Ostatni dzień 2016 roku jest taki, jak i cały ten rok był. No prawie :) I oby nie do końca :)

Wiem, że spora część osób (no nie ci znajomi popierający Dobrą Zmianę - czy wypada użyć wielkiej litery?) uważa 2016 za dopust boży, karę od losu i plagę egipską. Ja roczniki odbieram przez pryzmat swojego własnego życia. Jakoś tak się składa i to nie jest myślenie życzeniowe, że lata parzyste są dla mnie trudniejsze, lata nieparzyste są piękne. Było trochę wyjątków i na szczęście w drugą stronę - czyli nieparzyste wspominam miło. Co najdziwniejsze, aura zaczyna się zmieniać już jesienią roku poprzedzającego, już wtedy czuję, że będzie trudno. 

2016 nie wyłamał się ze schematu. Byłam cztery razy przeziębiona, miałam trzy fale kilkutygodniowego okresu stresu, na który reagowałam niewspółmiernie do jego wagi. Przez większość część roku byłam zmęczona, leżałam i cudem udało mi się nie być "matką nieobecną".

2016 nie był taki jak 1994, 2002, 2008, czy 2014, które uważam za najtrudniejsze w moim życiu, ale stoi w szeregu z nimi. I zawsze wiem, że nie można obwiniać roku. Miał pecha, że skorelował się z wydarzeniami w moim życiu.

Efekt tego jest taki, że mam w sobie tak silne przekonanie, że 2017 będzie super, że jak będzie inaczej, po prostu zignoruję niewygodne fakty :)

W tym roku ja miałam wybrać się na Sylwestra, a Wiertka miała zostać z ojcem. Jednak dostałam zaproszenie na fajne przyjęcie 6 stycznia, na którym chcę być (nawet na dwie imprezy, ale musiałam wybierać) i uznałam, że nie wynegocjuję dwóch weekendów pod rząd. A w pracy Byłego noc noworoczna to jeden z niewielu dni w roku, gdy bardzo dobrze zarabia.

W tym roku, jak czasami mi się zdarza, uwierzyłam przesądowi (mojemu wewnętrznemu też), że w Nowy Rok trzeba wejść z zamkniętymi wszystkimi sprawami. Kiedyś nawet siedziałam i cisnęłam czytanie książki, by zdążyć ją skończyć przed imprezą sylwestrową. Wiem, że ze wszystkim się nie uda. Zrobiłam od wczoraj kilka prań. Ręczniki świeże, pościel zmieniona, klatki świnek wyczyszczone, większość rzeczy poukładana, pozmywana, ułożona, śmieci wyrzucone. Nawet na obiad były dziś kotlety, zamiast sosu pomidorowego, bo na 2017 zostałoby otwarte opakowanie sosu ;)

Oprócz tego, mam potrzebę wymiany domowych akcesoriów. Kupiłam nową pościel (dwie sztuki), nowe ręczniki. Jest jeszcze trochę tego. Wszystko to było kupowane tuż po, albo niedługo przed wprowadzeniem się tutaj, czyli ponad siedem lat temu. Chciałabym poprzestawiać meble, bo ten układ jest ponad trzech lat. Zaczynam przypominać węża zrzucającego skórę.

Od rana czułam się nie za dobrze. Swędziały mnie oczy, kichałam. Alergia? Na co??? Wzięłam proszek na alergię, wyszłam z dzieckiem na spacer. Nadal miałam oczy królika, tym razem pojawił się ciśnieniowy ból głowy, pobolewanie gardła. Jeśli rozchoruję się na przełomie roku, to ręce mi opadną. Przecież postanowiłam, że w 2017 roku będę przez 365 dni zdrowa. Wzięłam kolejną tabletkę - tym razem na przeziębienie. I działa. 17:00 a ja się wreszcie zaczynam czuć normalnie.

Miałyśmy się z Wiertką wybrać na koncert noworoczny w okolicy, ale jakoś żadnej się nie chce :)

sobota, 31 grudnia 2011
Sylwester oddany walkowerem

W tym roku dyżur z Wiertką miał spędzić ojciec, a ja miałam się bawić. Nie dokonałam jednak stosownych kroków, by gdzieś się zagnieździć. Miałam nadzieję, że coś wymyślimy wspólnie z kumpelą z NY. Jak już wiadomo, ona musi się rankiem stawić na lotnisku, a w prefiksie wieku ma 3 z przodu, więc ceni sobie trochę snu. Do tego rozchorowała się i istnieje obawa, że PL wyśle ją do USA jako broń biologiczną i szczezną ostatnie nadzieję na zniesienie wiz ;)

Mogłabym wykonać kilka rozpaczliwych, choć z pozoru niewinnych rozmów, które by mnie na jakąś zabawę Sylwestrową wcisnęły. Do kina na maraton filmowy, albo na Plac na zabawę miejską można by iść. Ostatecznie mogłam ten wieczór spędzić sama w domu i też byłoby miło. Zastanowiłam się jednak, czy na prawdę jest sens wciskać dziecko ojcu, który być może miałby w zamian ciekawsze plany. To mu napisałam, że jak by chciał. Odpisał w tonie jakby szczęśliwym, co zepsuło mi trochę humor, bo jego szczęście nie jest już moim priorytetem.

Dopiero dziś, pod wieczór, uświadomiłam sobie, że ten "przymus zabawy" w sylwestrową noc, to przekonywanie samego siebie, że jest ktoś tam, kto chce z nami ten niepowtarzalny wieczór spędzić. A jak nie ma nikogo? Ile można zrobić, by tak się nie poczuć?

Ja lubię towarzystwo ludzi. Lubię wychodzić z domu. W nocy Sylwestrowej lubię ten moment strzelania petard, sztucznych ogni, rzucania się sobie na szyję i głupich życzeń. Ludzka wspólnota. Taka konwencja. Paradoksalnie, romantyczne powitanie Nowego Roku z Byłym kończyło się koło 22.00, bo on zasypiał. Powinnam się cieszyć, że nie wysyłał floty kosmicznej rozbijającej planety wroga na pył. A może szkoda, bo jakby wysłał o 22:00, to o północy byłby jeszcze na nogach by sprawdzić raporty. Jednak chyba nie, po okazało się, że przehandlował mnie za wiadro krowiego łajna i kilka łopat.

Dzień nie był stracony. Spotkanie z przyjaciółką, dawno nie widzianą. Dziecko spało do 10:30, a ja z nią. Minus tego taki, że wypoczęta była maksymalnie. Nie robiłam Wiertce żadnego specjalnego wieczoru Sylwestrowego. Dla niej uroczystym wymiarem było to, że mogła sobie hasać i bawić się aż do 22:30. Tak daleko moja matczyna cierpliwość nigdy nie sięgnęła.

Ja sobie "Pretty Woman" obejrzałam i miękko mi się zrobiło, sentymentalnie. Przypomniały mi się słowa Ann Snitow o pornografii dla kobiet. Ona mówiła o literaturze, ale filmy można spokojnie pod to podciągnąć. "Pretty Woman" też. Obraz pokazujący jak wg kobiet  mogliby się zachowywać mężczyźni, tak jak pornografia pokazuje jak wg mężczyzn mogłaby się zachowywać kobieta. Obie wersje równie realne. Obie płcie równie zawiedzione.

Nie ciekawi mnie co przyniesie rok 2012. Nie robię podsumowań 2011, choć raczej na plus, bo pracę znalazłam, finansowo jestem na dobrym poziomie (jak na mnie), bywa ktoś przy kim mogę się śmiać.

Zaraz będzie pokaz sztucznych ogni za oknem.

23:52, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2011
Nowy Urok

Najgorszy Sylwester mojego życia.

Ale poprzednich było kilkanaście, więc trauma nie jest tak ogromna.

Sama z małą, która nie chciała zasnąć i w końcu dostała histerii. W końcu Acid Drinkers z ich wersją "Nothing Else Mattter" ją uspali. Puszczeni 5 raz bodajże. Nie pierwszy raz. Ładna piosenka, ale chyba mam jej dość. Nie zliczę ile jeszcze raz ją usłyszę.

Ostatnie minuty 2010 spędzone w gorącej kąpieli z kieliszkiem zimnego szampana i książką w ręku. Na prawdę, chyba nie jest tak źle.

2011.

00:24, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi