To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: lato

niedziela, 05 lipca 2015
Summer in the city, cz. 1

Pierwszy weekend lata w Warszawie.

Upalny upał w blokowisku. Teoretycznie ciężko wysiedzieć w swoim M3, przez niektórych uznawane - przez wzgląd na gabaryty - za komórkę lokatorską. Próba wyjścia z domu przed 16:00 klasyfikuje do nominacji do Nagrody Darwina.

Dwa wolne dni, oprócz na wyspanie się, poświęciłam na względne posprzątanie domu, bo wyglądał na równie umęczony, co i ja niedawno. A ten bałagan sprawiał, że i moje zmęczenie wracało :) Pomagała mi trochę Wiertka. Na przykład rzuciła się na mycie podłóg. Chciała to zrobić sama od początku do końca, żebym po niej nie poprawiała, ani nie zwracała uwagi (jej słowa). Tak, mam naleciałości z bycia gospodynią - wydaje mi się, że jak sama zrobię, to będzie zrobione super, a ktoś inny dokona tego po łebkach, niedokładnie. A wiem przecież, że jak dziecko zgłasza się do sprzątania, to się nie gasi entuzjazmu, ani też nie poprawia. Boli jak cholera :) To poszłam pozmywać. Wróciłam i byłam na serio zaskoczona - moja córka podłogę umyła tak jak zleciłam (no, nie mogłam się powstrzymać): całą nie kawałek, trochę wody, a nie kałuże. Poszła potem jeszcze zmywać podłogę w kuchni i przedpokoju :)

Sobotnie popołudnie spędziłyśmy na przyjęciu urodzinowym mojego siostrzeńca (mam jedno rodzeństwo rodzone, reszta to cioteczni, ale nie będę się rozdrabniać). Wiertka miała do zabawy dwóch młodszych kuzynów i dwa lata starszego kolegę ze strony rodziny szwagra. To ją było głównie słychać oraz jej dyspozycje. Dwuletni jubilat nie zawsze ją słuchał i tłumaczyłam, że jest jeszcze mały:

- Nie ma uszu? - spytała rezolutnie i nie był to sarkazm :)

Pod koniec spotkania padł spontaniczny pomysł, by pojechać zobaczyć pokaz fontann. Pora była akurat odpowiednia. Moje dziecko spytałam tylko pro forma, bo ona jest zawsze chętna na kontynuowanie imprezy w nowych aranżacjach.

Podjechaliśmy więc autobusem w trzy rodziny z kilkorgiem dzieci w wieku od 2 do 16 lat. Pokaz robił wrażenie, ale ze względu na tłumy, musiałam trzymać Wiertkę na rękach, co dziś rano wypomniał mi kręgosłup. Na szczęście, była już zmęczona i tuż przed końcem chciała wracać. Na szczęście, bo obawiałam się wracać z nią piechotą aż na most. Obok był przystanek autobusowy i udało nam się w nadciągającym tłumie zająć dobre miejsce. Było mało rozsądne stać tak z małym dzieckiem, wśród tylu ludzi, czy nikt jej nie zgniecie, ale alternatywą był ponad kilometr spaceru lub czekanie dwadzieścia minut na kolejny autobus. Autobus nadjechał, a przed nami weszło dwóch facetów o gabarytach wikingów i stanęło przy krawędzi drzwi, rozglądali się. A bokiem wciskał się tłumek ludzi. No żesz cholera. Wreszcie weszli, ale dla nas zostałby już skrawek autobusu. Bez szans. Drzwi się nie zamkną. Nie było rady, stałam się "wózkową". Poprosiłam panów by przesunęli się do przodu, bo za nimi jest małe dziecko. Nie wiem, dlaczego ubzdurałam sobie, że tam może być jeszcze miejsce. Panowie się przejęli, wpuścili nas, zrobili "bańkę powietrzną" dla dziecka, nawet miała się czego chwycić. Do 22:30 byłyśmy w domu.

Dziś dzień odpoczynku. Koło 13:00 wyszłyśmy na lody, ale skwar był taki, że szybko wróciłyśmy do domu. Potem odbyłam sentymentalną podróż w świat dzieciństwa oglądając, pierwszy raz od trzydziestu lat serial "Korzenie". A po południu pojechałyśmy nad jeziorko do Parku Skaryszewskiego. Po południe było tak ciepłe, że dziecko spokojnie ponad godzinę taplało się w wodzie, a potem bawiło na placu zabaw.

Tagi: lato
20:59, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi