To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: chemia

wtorek, 10 stycznia 2017
Filmowo - Chemia

Przedłużając umowę z siecią kablową, za późno przypomniałam sobie, że powinnam zablokować inne kanały i skoro już za nie płacę, to korzystam :) Mam tam odblokowane m.in. HBO. I wczoraj trafiłam na "Chemię". Scenariusz luźno inspirowany na życiu i chorobie Marzeny Prokopowicz założycielki fundacji Rak'n Roll.

Już wcześniej zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdybym dowiedziała się o śmiertelnej chorobie (wraca co jakiś czas ten strach). Bo, że rak to choroba śmiertelna jestem przekonana. Wiem, że są znane historie wygranej walki z tą chorobą - Krystyna Kofta, Jerzy Stuhr. A jest jeszcze więcej przykładów porażki. I nie znam osobiście nikogo, kto przez raka z sukcesem by przeszedł. A znam kilkoro, którzy już zmarli.

No dobra. W obliczu diagnozy można zrobić dwie rzeczy - leczyć się, wydłużyć życie, ale spędzić je w bólu, mdłościach, gorączce. Zostawić rzeczy swojemu biegowi, rzucić w cholerę zajęcia, na które marnuje się czas i żyć pełnią życia. Krótko, ale fajnie. Sama się zastanawiam, czy nie wybrałabym drugiej opcji. Skoro i tak śmierć jest prawie pewna.

I z takiego założenia wychodzi bohaterka filmu. Sam film jest - moim zdaniem nierówny. Ma przepiękną ścieżkę muzyczną, piosenki, animacje komputerowe pomiędzy scenami. Jednak historia rozbija się na dwie. Najpierw pełna radości i szaleństwa kobieta, która ostatnie chwile chce przeżyć na pełnym gazie. Jest kolorowo, intensywnie, szybko. Potem sceny nasycają się chłodnymi kolorami, tempo zwalnia, bo kobieta z miłości decyduje się walczyć o życie. A rak powoli obejmuje nie tylko ją, ale także związek, rodzinę. Bo wszystko kręci się wokół niego. Jest trzecim w tym trójkącie. A dwoje ludzi już dawno nie ma w sobie radości, błysku, ani kolorów.

Jest to też film o strachu przed śmiercią. Najpierw ucieka się przed tym strachem w seks, szybką jazdę samochodem i imprezę. Potem walczy się o życie, z ogromnym strachem na ramieniu. Na koniec przychodzi pogodzenie się z nim. Bo wyjścia już nie ma.

Jest też wątek ciąży i raka. Zapewne istotny dla jednej z akcji fundacji "Boskie matki" - o tym, że można leczyć raka i urodzić dziecko. Został wpleciony trochę z obowiązku i zwisa sobie z boku niczym sznurek. Bo, kiedy dziecko się rodzi, nie wiemy jaką bohaterka jest matką, jaki ma stosunek do swojego dziecka, czy jest w niej refleksja na temat zostawienia tego dziecka na tym świecie bez jednego rodzica. Jest scena przyjęcia urodzinowego dziecka, które dla bohaterki jest pretekstem do wygłoszenia kilku zdań o jej walce z rakiem. Może to było właśnie zamierzone. To odcięcie i samotność bohaterki, oraz obsesyjne skupienie się tylko na nie puszczeniu tych ostatnich nitek życia.

Pisałam, że dla mnie film jest nierówny, ale gdyby ktoś chciał kiedyś obejrzeć, to polecam.

Tagi