To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: gender studies

piątek, 24 lutego 2012
Czy możliwy jest autofoch?

Z opóźnieniem o środowych zajęciach z Pisarką. Inną niż w zeszłym semestrze, inną niż dwa lata temu. Może powinnam je jakoś nazywać, numerować? ;)

Tym razem o etapach w życiu kobiety, w oparciu o literaturę i własne pisane teksty. Zaczęłyśmy od "dziewczynki". Na warsztat poszły - Jadwinia z "Mikołajka", Mała Mi z "Muminków", Pippi. Przy okazji pierwszej - o dziewczyńskich strategiach radzenia sobie w konfliktach, czyli fochu. Ale, że foch to też domena mężczyzn, więc to po prostu strategia. I zaraz właśnie tytułowe pytanie - czy możliwy jest autofoch? Czy można "sfochać" się na siebie samą? Raczej nie nie, bo to rzecz wymagająca widowni i ewentualnego odzewu. Chyba, że ma się rozdwojenie jaźni :D Inna strona dyskusji - wg jednej z dziewczyn, foch to wyładowanie emocji, po ona po czuje się oczyszczona i zrelaksowana. Według mnie, to kumulowanie negatywnej energii w sobie, jak czajnik na gazie z zatkanym gwizdkiem.

Plus ciekawe spostrzeżenie jednej z pań, bibliotekarki - panie w wieku 50+ nie różnią się w zachowaniu od dziewczynek z klas 1-3... Wszystkie zaczynamy kiedyś tam dobijać 50+ :)

W drugiej części zajęć pisanie tekstu. Byłam zmęczona po całym dniu, spotkania są w salce bez okien, w części piwnicznej, potocznie zwanej "Bagnem". Coś stworzyłam, ale było to tak karłowate, że aż wstyd. Będę musiała to poprawić, albo w ogóle wymyślić coś od początku.

W temacie "dziewczyńskości". Wiertka poszła dziś do żłobka w sukience. Opiekunka przyjęła to z uznaniem, komentując, że mała jest zachwycona sukienkami i nawet grzeczniej się zachowuje, gdy przychodzi tak ubrana. To, że jest zachwycona, to widzę, bo gdy jej którąś z trzech zakładam, to zawsze prowadzi mnie do lustra, każe się podnosić, ogląda się dokładnie z zadowoleniem. Co do zachowania - skoro jest w grupie komplementowana, w centrum uwagi, to i inaczej zaczyna się zachowywać. A może to już zaczyna się etap "księżniczkowania"? Jak ospa, czy różyczka - trzeba u córki przeczekać ;)

środa, 11 stycznia 2012
Z dzieckiem na zajęciach

Z powodu złego rozplanowania częstotliwości przypomnień Byłemu, kiedy ma się zająć dzieckiem, zdążył on zapomnieć, że we wtorek mam zajęcia z Pisarką. W terminie następnych, ostatnich, będę na targach, więc i tak musiałam się pojawić, po wpis. Po ustaleniach mailowych, prowadząca zgodziła się bym przyszła z Wiertką. Zapewne mały ma kontakt z dwulatkami i nie znam ich możliwości :)

Uzbroiłam się w siatkę przekąsek, wodę do picia, kartki i kredki. Byłam mile zaskoczona. Mała chwilę posiedziała na krzesełku zachwycona, że ma własne miejsce z podpórką do pisania, tak jak wszyscy. Trochę pokonsumowała, porysowała, zrobiła kupę (co głośno oznajmiła) i musiałyśmy udać się do toalety. Potem zajęła się spacerowaniem po sali, wybebeszaniem mi torebki, wyciąganiem i wkładaniem z powrotem potwierdzeń z bankomatów, kart lojalnościowych, itp. z torebeczki.

I co z tego, skoro ja byłam  tak napięta, skupiona tym by była w miarę cicho i grzecznie, że ledwo coś pamiętam z referatów. Jeden był o "Personie" Bergmana, drugi o "Malinie" Bachmann :)

Po 45 minutach, Wiertka zrobiła się głośna, chciała spacerować po korytarzu, więc zwinęłam nas do domu. Wpis do indeksu dostałam przed zajęciami i był to pierwszy wpis w życiu dokonany przez Pisarkę. Jej autograf też jakby ;)

czwartek, 08 grudnia 2011
Od andrzejkowej poezji, do pułapki Emmy

Rzecz będzie o dwóch zajęciach z Pisarką.

Na pierwszych dyskutowałyśmy w oparciu o "Lorda Nevermore" Agnety Agnetą Pleijel oraz eseje o sztuce Ewy Kuryluk. Książki nie zdążyłam przeczytać i moja wyobraźnia plastyczna mocno kuleje, więc nie czułam się dobrze w tym temacie.

Na koniec Pisarka przypomniała sobie, że są Andrzejki i możemy - dla zabawy - zrobić sobie świąteczną wróżbę. Każda z nas podawała numer strony i numer wersu z "Lorda Nevermore" - coś jak chińskie ciasteczkowe zdanko ;) W międzyczasie okazało się, że cytaty układają się w fajny wiersz. Zebrała je potem mailem, złożyła w kolejność naszego siedzenia w kręgu dyskusyjnym i podzieliła na wersy. Jedna z nas, nie chciała swojej wróżby, stąd trzy kropki, które też dają efekt dramatyczny. Poniżej wiersz, na serio piękny:

Okna domu to lustra dla bezmiernego światła.
Jak czółno wynurza się z wulkanu i szybuje nad błękitną zatoką.
Wszystko jest płynną materią.


Sam i to przez wiele lat.
Sądzi pani, że taka miłość istnieje?
Znalazł spodnie i zapiął koszulę.
(...)

Stała w pralni i płakała, a serce jej pękało z żalu, bo już go nie kochała.

Kobieta ma stosunek z mężem. On ją otwiera.
Towarzyszyło mu też paru rysowników. Pewnie o tym nie wiedziałeś?


Stasiowi wydawało się to osobliwe i warte odnotowania.

:)

Kolejne zajęcia upłynęły pod hasłem bohaterów pełnych emocji, czyli Heathcliffa oraz Emmy Bovary. Ja w ramach referatu na zaliczenie opowiedziałam jak wg mnie Emily Brontë konstruowała postacie w swojej książce - wybierałam fragmenty i sceny poprzez które pokazane były ich charakterystyczne cechy.

Dygresja - pierwotnie wybrałam tę książkę, bo chciałam udowodnić, że została kiepsko napisana, historia jest rzewna, jak rojenia dziewiczej panienki, która niczego poza wrzosowiskiem nie widziała. Takie miałam wrażenia po pierwszej lekturze lata temu. I moja teoria upadła. Okazało się, przy kolejnej lekturze, że czytam książkę inaczej. Nie koncentruję się już na akcji, ale na tych smaczkach - opisach ludzi, ich zachowań. "Wichrowe wzgórza" pod względem literackim - wyłączywszy elementy, które się zestarzały stylistycznie - to świetnie napisana powieść.

Potem dyskutowałyśmy na temat Emmy Bovary. Dla mnie jest to jedna z najbardziej irytujących postaci literackich. Inna rzecz, że powieść też czytałam drugi raz i mogłam się skupić na tym jak Flaubert dopieszczał zdania i tworzył z nich niezależne byty. Studia są genderowe, więc i interpretacja zachowań pani Bovary poszła w tym kierunku. Trochę zmieniłam swoje zdanie. Bo kogóż tu mamy - kobietę, której dano lichą edukację, spojono tandetną literaturą romansową, następnie wydano za mąż, nie dając szansy, ani kierunku dalszego rozwoju. Zatrzymała się na pewnym etapie i a jej światopogląd tkwił w ramkach wyznaczonych przez tą nieszczęsną literaturę. Z jednej strony rozpierała ją potrzeba doznania czegoś więcej, dalej, mocniej. Z drugiej, ramki oplatające ciasno jej światopogląd nie dały jej poczuć czym to ma tak na prawdę być.

Zaryzykowałam stwierdzenie, że powieść niekoniecznie kończy się tragicznie. Oczywiście (spojler) Emma umiera, Karol umiera, stara Bovary umiera. Biedna Berta Bovary zostaje wysłana do pracy w przędzalni. Być może Flaubert chciał dać czytelnikowi do zrozumienia, że dni jej życia także są policzone (jak się przypomni ponura lektura "Germinala" Zoli...). Ja jednak pomyślałam, że Berta dostała wolność odebraną matce - być może nie zepsuje sobie głowy romansidłami, będzie mieć zarobione pieniądze, sama wybierze męża, wreszcie charakter odziedziczy po babkach, nie rodzicach. Klasowo zdegradowana ma większą swobodę życiową niż jej matka zamknięta w klatce mieszczańskiej laleczki.

Pomimo wszystko, nie uważam, że Emma Bovary to ja :)

czwartek, 24 listopada 2011
Kobieta nie może jechać z "pustym przebiegiem"

Czyli dziś o wtorkowych zajęciach z Pisarką. Było o samotności kobiet na przykładzie "Amatorek" Jelinek i "Uwiedzeń" Streeruwitz. Samotności... Obie książki to jeden wielki desperacki manifest na temat tego, że kobiecie nie wolno być samotną. Wolno być nieszczęśliwą, chorą, nawet martwą, nie wolno tylko być samotną. "Amatorki" wydają mi się już trochę archaiczne, ale może to dlatego, że w moim wieku nie odbywa się już polowanie na mężczyznę, który ustawi ci życie. Zapewne kilkanaście lat temu czytałabym to jak objawienie, krzycząc, że wreszcie ktoś to na głos powiedział.

Za to zachwyciły mnie "Uwiedzenia", bo jestem już na etapie układania sobie życia "po mężczyźnie", które ma być oczywiście "życiem z kolejnym mężczyzną". Nieistotne gdzie pracujesz, ile zarabiasz, jak mieszkasz, jakie są twoje pasje, może cię do Nike nominowali - twoje życie jest "nieułożone", jeśli gdzieś tam obok nie pałęta się facet. Niestety, gdzieś pod naskórkiem mam ten mit i walczy we mnie chęć swobodnego dryfowania, z powinnością "ułożenia sobie życia". Kiedyś może napiszę o tym szerzej.

Pisarka bardzo fajnie przygotowała się do zajęć, miała listę różnych punktów do obgadania i spędziłyśmy trzy godziny na ciekawych dyskusjach.

środa, 09 listopada 2011
Literatura "kobieca", literatura "męska"?

Rano mały sukces jako matki. Jako cierpliwej i rozumiejącej matki. Wiertka po wybudzeniu, nie dała sobie założyć nowej pieluchy, wyrywała się, wrzeszczała. Już próbowałam ubrać ją na siłę, gdy dopytałam:

- Chcesz siusiu? Chcesz pobiegać z gołą pupą?

Pokazała nocnik. Usiadła i nasikała aż po wierzch niemal :) Pierwsze poranne siku do nocnika! Potem był spacer do łazienki, z nim w objęciach, by wylać zawartość do muszli klozetowej. Wróciłyśmy do pokoju, ale ona ciągle się czegoś domagała. Pozwoliłam jej jeszcze chwilę posiedzieć na nocniku. Założyłam pieluchę, ubrałam, patrzę, a Wiertka podnosi go i niesie znowu do łazienki. Rzuciłam okiem - wow, to drugie siedzenie też nie było na pusto.

A teraz coś z zupełnie innej beczki ;)

Byłam wczoraj na pierwszych zajęciach moich studiów podyplomowych, które robię sobie powoli we własnym tempie, a nie według rozkładu. Teraz wybieram zajęcia, które autentycznie mnie interesują, a nie staram się szybko zaliczyć wymaganą ich ilość. Studia są w miarę tanie, ale za to prawdopodobnie niepraktyczne i w żadne CV ich nie wpisuję, bo obawiam się, że to by odstraszało ode mnie potencjalnych pracodawców. Traktuję to jako hobby :)

Zajęcia są z Pisarką. Dwa semestry temu miałam z inną Pisarką, ale tamte były typowo warsztatowe, do doskonalenia techniki. I wiele fajnych rzeczy mi z nich pozostało. Te są czysto teoretyczne - wspólne dyskusje na temat przeczytanych powieści, a temat przewodni to "kobiecie/męskie".

Początek był trochę ciężki. Pisarka nie musi mieć drylu akademickiego, gdzie ma się umiejętność wygłaszania spójnego wykładu. Czasem nasze myśli biegną jak motyle - u mnie najczęściej ze zmęczenia - tu jedno, zaraz biegnie inny temat w głowie, trzeci, drugi się urwał, pierwszy został zapomniany. Tak odrobinę wyglądał początek zajęć, dygresja prześcigała dygresję. Ale rozumiem, że czasem chce się przekazać wszystko, wszystko jest równie ważne.

Potem jednak zaczęłyśmy czytać urywki tekstów, dyskutować i zrobiło się bardzo fajnie. Na tych zajęciach zajęłyśmy się rozważaniem, czy istnieje podział na literaturę "kobiecą" i "męską", a przykładami były fragmenty "Maliny" Ingeborg Bachmann i "Homo Faber" Maxa Frischa. Przyznam się, że Bachmann mnie wymęczyła, wypatroszyła i miałam jej dość. Całość zapewne bym przeczytała, gdybym musiała. Za to Frisch był czystym, świeżym, jasnym tekstem. Chętnie pójdę po to do biblioteki.

Nie mówi to oczywiście nic w stylu, że mężczyźni piszą lepiej. Jego książka broni się po latach. W dyskusji padło, że nie ma sensu literatury dzielić, bo choć "kobieca", to ta o uczuciach, emocjach, pełna introspekcji, to mężczyźni także mają swoje uczucia, lęki, strachy. Tyle, że wg mnie nie chcą o nich czytać i pisanie o nich uważają za objaw słabości. Problemy się rozwiązuje, a nie robi ich wiwisekcję.

Ja zauważyła też inną różnicę - w stylu "kobiecym" (nie równoznaczne z pisanym przez kobietę, a może lepiej w ogóle zacząć to inaczej nazywać) jest pisanie bezpośrednio o emocji i uczuciu: bohater czuje to, to i to, dusi się, bo czuje to i to, nie śpi bo czuje to. To sprawia takie infantylne wrażenie. Za to w drugim stylu wszystko opisane jest poprzez gesty, słowa, przedmioty, którymi otacza się bohater - nie wiemy tego bezpośrednio, ale domyślamy się. I to też nie bywa jednoznaczne, bo interpretować można na różne sposoby. Tam bohater kocha i już, koniec kropka, tu nie wiemy do końca, czy np. ma potrzebę wolności czy lęk przed bliskością.

Pięknie się tu rozpisałam, ale na zajęciach głównie na razie słuchałam. Jest jedna dziewczyna, która dominuje dyskusje, zawsze ma coś do powiedzenia i chyba łatwiej byłoby się Niemcom przedrzeć do Stalingradu, niż innym wbić w jej słowotok. Na kolejne zajęcia lektury mamy mieć już przeczytane i będzie mi łatwiej dyskutować.

Tagi