To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: córki

poniedziałek, 12 września 2011
Kinderbale

Wczoraj towarzyszyłam Wiertkowi na kinderbalu. Choć zapewne ona nie zdaje sobie sprawy, że właśnie prowadzi życie towarzyskie. Początek imprezy przesiedziała mi na kolanach, spożywając różne smaczne rzeczy i już się obawiałam, że - jak w czerwcu - tak właśnie spędzi cały dzień. Jedząc ;) Jednak potem poszła się bawić. Impreza była na tarasie, z którego można było zejść schodkami do ogródka. Schodki były dość strome i wąskie, więc musiałam stać przy nich i ubezpieczać moje dziecko. Miałam nadzieję, że mała szybko nabierze wprawy, a ona wprowadziła te nadzieje w życie. I dobrze, bo moja córka ani chwili nie wytrwała już nieruchomo. Na dół, do ogródka, trochę zabawy, na górę do jedzenia. Na dół, na górę, na dół, na górę.

Dzieci była spora grupka. W wieku od 7 lat do 1 roku. Roczniaki siedziały grzecznie przy swoich rodzicach. Starsze biegały z piskiem i bawiły się. A moja, taka pomiędzy, ani nie siedziała spokojnie przy matce, ani nie potrafiła się bawić z innymi (mimo ich prób). Kursowała jak wolny elektron :)

Ja nie potrafiłam do końca wyluzować i cały czas rozglądałam się, gdzie jest i co robi moje dziecko. Jeszcze nie mogę uwierzyć w to szczęście - moje dziecko idzie się bawić i mam spokój.

Rodzice, to byli w większości moi znajomi z lat młodości. Pamiętam jak spotykaliśmy się na wódce, imprezach. Śluby i dzieci były dopiero w dalekich planach. A teraz siedzimy nad talerzami z sałatką i rozglądamy się za swoimi dzieciakami :)

Jeszcze napiszę o przedpołudniu, kiedy to moje dziecko wystraszyło mnie śmiertelnie. Clubbingowałyśmy, czyli spacerowałyśmy właśnie z jednego placu zabaw na drugi. Droga prowadziła chodnikiem obok bardzo ruchliwej ulicy, głównej w okolicy. Wiertek szła obok wózka, ale zatrzymała się przy zaparkowanym samochodzie, by go sobie sklepać. Nie mogłam ją odciągnąć, więc udałam, że idę sobie dalej bez niej. Po jakiś dwóch metrach obejrzałam się i serce mi stanęło. Nie było jej. To były ułamki sekund. Nie ma jej przy samochodzie, to znaczy, że jest po jego drugiej stronie, czyli już na ulicy. Widzę jak pomykają samochody. Taki błysk, że dzieje się coś strasznego, ale ty już nie możesz temu zapobiec, jest za późno. Krzyknęłam, jakiś pijaczek przystanął i sam chyba złapał się za serce. Podbiegłam, nie było jej na ulicy. To gdzie ona jest???? Wychyliła się z bramy kamiennicy. Poszła w drugą stronę chodnika. I nawet nie mogę mieć do niej pretensji - to ja powinnam dopilnować, by nic się jej nie stało.

Tagi: córki
08:39, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi