To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: komputer

czwartek, 18 czerwca 2015
Powrót

Milczenie było długawe. W ostatni piątek, gdy dziecko oglądało bajki, komputer się wyłączył już na dobre. Niedawno zdarzyło się to jakieś dwa razy, ale jeszcze odpalał ponownie. Pierwsze co pomyślałam, to że już kompletnie się rozpadł. I na tej myśli poprzestałam. Zastanawiałam się, czy jeszcze uda się wyciągnąć z niego jakieś rzeczy - mnóstwo zdjęć, pewne bazy w programie komputerowym. Pomyślałam, że teraz na dobre muszę się wziąć za kupienie laptopa.

W pracy mam komputer monitorowany, prezes dostaje zrzuty z ekranu pracowników. Nie wiem, jak to wygląda realnie, czy mu się chce to kontrolować, ale po co mam ryzykować. I z obserwacji - wszyscy korzystają tylko z programów i stron związanych z firmowymi bazami. Nikt nie przegląda internetu. W zamian atmosfera jest jak w biurze z lat 80tych - gadki, ploteczki, ciasteczka (w tych krótkich chwilach, gdy nie ma roboty).

Nie weszłam jeszcze na ten poziom korzystania z nowego telefonu komórkowego, by serfować po internecie. O zmianie aparatu też będzie wpis :)

Żyłam tydzień bez internetu. Życie to było dziwne, jakby niepełne, ale - u licha - tak się da :) Jednak raczej nie na dłuższą metę :)

I dziś rano odblokowała się jakaś klapka w moim mózgu. Trzepnęło w moją czaszkę. Dziecko oglądało bajkę, ona zawsze się wierci, kręci, macha nogami, stuka nimi o komputer. Kabel wyleciał!!! Tak, nie miałam przez tydzień komputera, bo nie przyszło mi do głowy, by sprawdzić, czy kabel sieciowy nie wypadł z tyłu... A przecież już raz tak było. Jeśli chodzi o urządzenia elektroniczne to mam pamięć kury. 

Jednak byłam akurat w drodze do pracy, więc nie mogła zweryfikować tej hipotezy. Napisałam sms-a do Byłego, który miał dziś siedzieć z Wiertką w domu, żeby od tego zaczął naprawianie sprzętu. Jego odpowiedź była krótka: "Boszsz..." :D

I miałam rację. Dostałam szansę na spokojne kupienie laptopa i zarchiwizowanie wszystkiego co mam na komputerze.

Tagi