To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: dentysta

sobota, 22 sierpnia 2015
Raporcik

Wykorzystywałam ostatnie dni bez dziecka Choć specyficznie. Czyli na wizytach u klinice stomatologicznej. W środę mała plomba i nawet zastanawiałam się, czy nie iść do kina na seans za 5 zł. Zaczynał się o 22:00 i nie miałam ochoty na powrót Pragą przed północą.

W czwartek też miałam dylemat. Nie miałam ochoty na wieczór w domu. Na mieście nie działo się nic ciekawego, bo lato. Mogłam jechać na pewne warsztaty, ale temat był dość znany. Jednak pojechałam. Zwyciężyło pragnienie wymiany energii. Bo jeśli spotykasz się z ludźmi, to wchodzisz w krąg wymienianej energii. Ty dajesz swoją, inni swoją. Wymienia się myśli, uwagi, wspomnienia. Moja czaszka wychodzi z tego niczym ładowarka.

Czytając jak koleżanka uwielbiam zmęczyć się w domu - porządki, praca w ogrodzie, przetwory na zimę, zastanawiałam się, co ze mną nie tak? Aż taka jestem leniwa? Ja w domu lubię leżeć. Doszłam jednak do wniosku, że ja lubię uchetać się poza domem - w pracy. Głupie, ale lubię jak spadają na mnie sprawy do załatwienia, pożary do gaszenia, raporty. Albo te wszystkie wykłady, warsztaty. Do domu wracam by nie mieć już nic na głowie. Tu nie ma żadnej energii. I za to kocham mój dom. Każdy ma swój obszar, w którym uwielbia się realizować.

A we wczorajszy wieczór mój ulubiony, przystojny dentysta usuwał mi ósemkę. Mam dwie do wyrwania. Rosną w bok i w każdej chwili mogą wbić się w siódemki. W dodatku, ta wczorajsza była już zepsuta. Na wstępie okazało się, że ząb w całości niemal siedzi w kości (czy z czego tam wyrasta), wystaje kawałeczkiem, który też jest po części przykryty dziąsłem. Doktor odrzekł uradowany, że do świetne. Ja nie byłam taka przekonana. Nie sądziłam, że wyrywanie zęba polega głównie na borowaniu wiertłem. Wolę nie myśleć, co ten lekarz przez prawie dwadzieścia minut borował. Na prawdę, poród wspominam milej. Wróciłam do domu po 20:00 i zostało mi już tylko leżenie przed snem.

Tym razem następny dzień zniosłam gorzej. O 11:00 miała wpaść do mnie przyjaciółka i miałyśmy sobie pogadać. Odwołałam. Do 14:00 leżałam i drzemałam. I nie ból był tu kłopotem, bo to można olać. Nie miałam absolutnie energii. Dopiero po 14:00 dałam radę usiąść na łóżku. Mówić, też z trudem mówiłam. Sokramka zajrzała na moment, a ja też ledwo to pamiętam. Dziąsło miałam napuchnięte, dzięki czemu uzyskałam "100 kg look" (kwadratowa twarz). Już rozumiem dlaczego ludziom daje się zwolnienia lekarskie po takim zabiegu. 

Po 15:00 zaczęłam się czuć z grubsza normalnie. Tylko niezbyt normalnie wyglądałam. Trudno, ubrałam się i pojechałam odebrać dziecko z autobusu. Już w południe wysyłała mi przez tatę sms-a, że "tęskni pięćdziesiąt milion nieskończoność".

- Tęskniłam dwadzieścia jeden sześćdziesiąt dwa razy nieskończoność, a to więcej niż nieskończoność. - jak powiedziała po wyjściu z autobusu.

I ma to swoją logikę.

Córka wróciła z skolonizowaną skórą głowy. Jeśli ktoś zrozumie eufemizm. Dzwonił do mnie wczoraj w tej sprawie jej ojciec, więc szampon i przeguglany temat już mam.

Tagi