To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: rzemiosło

piątek, 27 lutego 2015
Rzemieślnicy

Byłam ostatnio na spotkaniu w Muzeum Czar PRL, dwie młode dziewczyny (Marta Mach i Agata Napiórkowska), tworzące kwartalnik o rzemiośle opowiadały historie starych zawodów. Historia lubi się zapętlać. Czasy PRLu były złotymi czasami dla mnóstwa zawodów - dla zegarmistrzów, szewców. To takie najbardziej znane. Istniało wtedy także wiele innych profesji, które dziś już zaginęły.

Przyszły lata 90te i wszyscy zachłysnęli się nowoczesnością. Świat poszedł w kierunku rzeczy jednorazowych, albo z krótkim terminem trwałości. Małe zakłady upadały, a na ich miejsce wchodziły banki, nowoczesne salony, by ulica wyglądała światowo.

Czas płynie i teraz okazuje się, że pokolenie młodych ludzi wraca do tamtego świata. Oczywiście, powroty nigdy nie są dosłownym cytatem. Jednak niektóre zawody, np. kaletniczy, czy szewski przeżywają renesans dzięki napływowi młodych adeptów. Pokolenie którejś tam literki na końcu alfabetu, a nawet nasze X zamiast iść do korpo / rzuca pracę w korpo i zabiera się za coś, co dwie dekady temu było widziane jako wstydliwą karierę życiową. Zabiera się za pracę własnych rąk. Już nawet nie pisząc o rzemieślnikach - pojawia się coraz więcej mikro manufakturek robiących ubrania, dzieła plastyczne, wyroby cukiernicze.

Po początku lat 90tych i przeświadczeniu, że tylko studia wyższe nobilitują i dają człowiekowi wartość, wraca trend, że wartość nadają praktyczne umiejętności.

Zazdroszczę tym ludziom. Zazdroszczę ludziom z talentem plastycznym, dobrą motoryką małą, zręcznymi dłońmi, bo mogą wymyślić sobie życie w ciekawy sposób.

Z anegdotek. Okazuje się, że dwaj najbardziej znani warszawscy szewcy nadal przyjmują młodych do terminu. Jednak ci adepci to już inny typ ludzi. Są przekonani, że w miesiąc nabędą umiejętność robienia buta, gdy to wymaga trzyletniego terminowania. Najczęściej nawet miesiąca nie wytrzymują, bo praca mimo wszystko jest ciężka.

Podobną historię opowiadała p. Pozorek w Muzeum Chleba. Pokazywał pewne mocno sfatygowane świadectwo ukończenia szkoły piekarskiej. Było pogniecione, bo absolwent szkoły wędrował po kraju od piekarni do piekarni i w każdej terminował po dwa, trzy miesiące, by nabyć różnego doświadczenia.

Tagi